MŚ: Neil Robertson gromi na otwarcie zmagań

MŚ: Neil Robertson gromi na otwarcie zmagań

  • Dodał: Łukasz Nocuń
  • Data publikacji: 22.04.2019, 00:48

Neil Robertson rozgromił w pierwszej rundzie mistrzostw świata Cypryjczyka Michaela Georgiou 10:1. Oprócz Australijczyka awans wywalczyli dziś także Gary Wilson, Ding Junhui oraz Stephen Maguire.

 

Jako pierwszy awans do drugiej rundy wywalczył w niedzielę Ding Junhui, który pokonał Szkota Anthony'ego McGilla 10:7. Chińczyk przystąpił do stołu z trzyfrejmową przewagą wywalczoną wczoraj. W premierowej partii drugiej sesji otarł się o setkę, ale 99-punktowy brejk pozwolił mu podwyższyć wynik na 7:3. McGill odpowiedział zwycięstwem po wyrównanym frejmie, ale Junhui w kolejnym frejmie zanotował 134-punktowe podejście. Dwoma kolejnymi partiami obaj zawodnicy się podzielili i przy stanie 9:5 sytuacja Chińczyka wydawała się komfortowa. Inne zdanie miał na ten temat Szkot, który nie zamierzał się poddawać. W partii nr 15 wygrał 69:56, a w kolejnej odsłonie dzięki 58-punktowemu podejściu zbliżył się na dystans dwóch frejmów. Junhui wyjaśnił sytuację w 17. frejmie, wbijając swoją trzecią setkę w spotkaniu. W kolejnej rundzie Ding zmierzy się ze zwycięzcą spotkania pomiędzy Juddem Trumpem i Thepchaiyą Un-Noohem.

 

Ding Junhui (Chiny) - Anthony McGill (Szkocja) 10:7

84(64):33, 13:74(59), 73:54, 83(70):0, 76(64):71(59), 57(52):73, 129(129):6, 81:20, 8:76(76), 134(99):0, 29:68, 134(134):0 0:102(69), 91(91):0, 56:69, 42:93(58), 137(106):5

 

Do Chińczyka dołączył Neil Robertson. Australijczyk po pierwszej sesji meczu prowadził 9:0 i tylko kataklizm mógł odebrać mu awans do drugiej rundy. Dzisiejszego wieczoru najpierw Michael Georgiou dzięki podejściu w wysokości 90 oczek wygrał honorowego frejma, ale tylko na tyle było go stać. Robertson domknął mecz 64-punktowym brejkiem. 

 

Neil Robertson (Australia) - Michael Georgiou (Cypr) 10:1

79(58):18, 101(100):1, 58:10, 114(96):0, 73(68):5, 121(120):0, 54:39, 132(85):0, 74(55):0, 1:90(90), 111(64):1

 

Świetne widowisko zaprezentowali dziś Luca Brecel i Gary Wilson, którzy wznowili pojedynek przy stanie 5:4 dla tego pierwszego. Lepiej drugą sesję meczu otworzył Wilson. Kolejne minuty należały jednak do Brecela. Belg popisał się dwoma ponad 50-punktowymi brejkami i odskoczył na dwa frejmy. Wówczas do ataku przystąpił Anglik. 106, 85 i 55 punktów pozwoliło mu powrócić na prowadzenie. W partii nr 16 toczyła się wyrównana gra. Góra w taktycznej batalii okazał się Wilson, dzięki czemu był już o krok od swojego pierwszego zwycięstwa w historii występów w Crucible. Brecel nie rezygnował z walki, efektem czego było zwycięstwo w kolejnym frejmie. Przy stanie 8:9 dla Anglika organizatorzy imprezy zdecydowali się na przerwanie spotkania i dokończenie go w sesji wieczornej. Po powrocie do gry Brecel zagrał świetnego frejma, dzięki czemu doprowadził do remisu. Emocje w Crucible sięgały zenitu. Decydującą partię lepiej rozpoczął Belg, który wypracował sobie niewielką przewagę. Zawodnicy bali się jednak ryzykować i szukali bezpiecznych rozwiązań. Na słowa uznania zasługują w szczególności odstawne Wilsona, które co chwilę wpędzały rywala w kłopoty. Zawodnicy rywalizowali ponad 79 minut zanim Anglik wykorzystał błąd Brecela, czyszcząc stół do końca. Ostatni frejm tego spotkania jest od dzisiaj najdłuższym frejmem rozegranym w historii Crucible.

 

Luca Brecel (Belgia) - Gary Wilson (Anglia) 9:10

9:89(67), 74(74):15, 74:4, 14:84(50), 25:56, 103(88):9, 131(131):0, 65:49, 16:72(72), 15:66, 102(96):9, 75(70):41, 13:106(106), 5:95(85), 42:82(55), 51:63, 60:27, 72:33, 50:74

 

Jako ostatni awans do drugiej rundy wywalczył dziś Stephen Maguire, wygrywając przegrany już w zasadzie mecz z Tian Pangfei. Debiutujący w mistrzostwach świata Chińczyk prowadził już 9:7. Dokończenie rozpoczętego wczoraj meczu stało na solidnym poziomie. Kibice byli świadkami trzech setek, z których najwyższa - w wysokości 131 oczek - była autorstwa Szkota. Pengfei od stanu 8:5 stracił dwie partie, ale w kolejnym frejmie ponownie zagrał doskonale, dzięki czemu był o krok od gry w kolejnej fazie turnieju. Wszystko wskazywało, że Pengfei pokona bardziej doświadczonego rywala. Przy wyniku 9:7 wypracował przewagę zmuszającą Szkota do poszukiwania snookerów. Niestety dla Tiana sztuka ta się udała i Maguire złapał kontakt. Po chwili dołożył kolejną partię. O losach awansu zadecydował frejm nr 19. W nim debiutant wypracował sobie 42-punktową przewagę. Nie wystarczyło to jednak do zwycięstwa. Szkocki snookerzysta najpierw wbił 51-punktowego brejka, a następnie po kiepskiej odstawnej przeciwnika zamknął spotkanie. W nagrodę w drugiej rundzie zagra z Ronniem O'Sullivanem lub Jamesem Cahillem.

 

Stephen Maguire (Szkocja) - Tian Pengfei (Chiny) 10:9

0:95(52), 84(80):25, 73:31, 1:88(59), 62(62):58(58), 92:33, 24:65, 11:103(100), 0:74(70), 12:74, 131(131):1, 12:88, 3:105(104), 73:28, 105(105):4, 27:63(57), 60:57, 82(75):4, 69(51):42

 

Z kapitalnej strony pokazał się także Shaun Murphy. Mistrz świata z 2005 roku znajduje się w ostatnich miesiącach w głębokim kryzysie, a czempionat jest jego ostatnią nadzieją na rehabilitację w tym sezonie. Anglik rozpoczął spotkanie z Chińczykiem Luo Honghao od mocnego uderzenia, bowiem na otwarcie zaaplikował rywalowi dwie setki. Pierwszy z tych brejków, w wysokości 138 punktów jest na razie najwyższym brejkiem turnieju. Murphy nie zamierzał na tym poprzestawać i jeszcze przed przerwą wbił kolejną setkę, dzięki czemu był w tym momencie na prowadzeniu 4:0. Po powrocie do stołu Anglik nie zwalniał tempa. Dalej grał ofensywnie, co przełożyło się na jego wysokie punktowanie. W kilkadziesiąt minut powiększył przewagę do ośmiu frejmów, a na zamknięcie sesji popisał się kolejną setką - tym razem w wysokości 123 punktów. 

 

Shaun Murphy (Anglia) - Luo Honghao (Chiny) 9:0

138(138):0, 119(102):4, 79:9, 101(101):0, 64:32, 76(76):0, 80:33, 71(62):0, 124(123):0

 

Sesję otwarcia w niezłym stylu rozegrał John Higgins. Czterokrotny mistrz świata zagrał konsekwentnie, nie dając zbyt wielu szans przeciwnikowi. Higgins solidnie punktował, a w drugim frejmie wbił nawet setkę. Gdyby nie kilka jego niedokładnych zagrań wynik byłby z pewnością okazalszy. Jednak wynik 6:3 z Markiem Davisem daje komfort przed dokończeniem spotkania. 

 

John Higgins (Szkocja) - Mark Davis (Anglia) 6:3

0:69(57), 100(100):0, 73:44, 1:69, 74(61):0, 75(75):0, 0:92(51), 97(84):0, 126(63, 63):0