Zapiski z Mińska #7: ważne, że to złoto
Dawid Lis

Zapiski z Mińska #7: ważne, że to złoto

  • Dodał: Igor Wasilewski
  • Data publikacji: 26.06.2019, 22:16

Wydarzeniem kolejnego dnia Igrzysk Europejskich w Mińsku dla Polaków był z pewnością złoty medal polskiego kanadyjkarza Tomasza Kaczora. Polak doskonale popłynął w finale swojej konkurencji i dołożył do dorobku reprezentantów Polski drugie złoto. Wiadomo, że w kolejnych dniach medale zdobędą też nasi bokserzy, w półfinałach są bowiem Sandra Drabik, Karolina Koszewska i Elżbieta Wójcik.

 

Tor regatowy Zaslavl dzisiejszego poranka to zdecydowanie miejsce z największą frekwencją kibiców. Wszyscy czekają na rozpoczęcie finałów i rozdanie pierwszych kompletów medali w kajakarstwie. Nie jest więc dziwne, że znajduje się tam też wielu Polaków. Nie od dziś wiadomo, że kajakarstwo to jedna z najważniejszych dyscyplin na imprezach mających w nazwie 'igrzyska". Przedstawiciele tego sportu przywożą przecież przynajmniej jeden medal z każdego tego typu wydarzenia w ostatnim czasie. Oczekiwania są duże. Zaczyna się nie najlepiej, bo od 9. miejsca Rafała Rosolskiego. Na pierwsze radosne informacje nie trzeba czekać długo. Tomasz Kaczor wygrywa wyścig kanadyjkarzy na dystansie 1000 metrów. Jak powie potem w wywiadach, chęć wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego pchała go przez cały dzień do końcowego zwycięstwa. - Po cichu liczyłem na zwycięstwo po wczorajszym biegu eliminacyjnym, gdzie uzyskałem pierwszy czas. Starałem się jednak o tym nie myśleć. Chciałem stanąć na starcie i popłynąć swój najlepszy bieg. Ruszyłem ile fabryka dała – relacjonował swój start na mecie złoty medalista igrzysk w Mińsku

 

Niestety, to na razie jedyny polski medal na torze regatowym. Pozostałe z biało-czerwonych osad plasują się poza pierwszą trójką. Nadzieje na jutrzejszy dzień, zamykający rywalizację, daje kolejne dziewięć medalowych wyścigów, w których udział wezmą nasi reprezentanci.

 

W tym samym czasie dużo dzieje się też na strzelnicy. W pewnym momencie w użyciu zawodników są wszystkie obiekty w centrum sportów strzeleckich. Nie próżnują też Polacy, spośród których najlepszy występ zalicza Tomasz Bartnik. Mistrz świata startuje dzisiaj w swojej koronnej konkurencji: strzelaniu w trzech pozycjach. Polak nie zawodzi swoich kibiców i przechodzi eliminacje, mimo niewygodnego stanowiska. – Moje miejsce blisko ściany było niekorzystne przy tym wietrze. Na większości strzelnicy wiatr był równy, u mnie natomiast „kotłował”. Ciężko było zorientować się, co się dzieje, w związku z tym strzelałem bardzo długo – mówił sam zawodnik tuż po starcie w finale. W tym nie wszystko poszło po jego myśli. Słabszy początek rywalizacji i o medalu można było zapomnieć. Zawody w Mińsku nie są jednak dla niego priorytetowe, a sam ocenia swój występ jako udany. Od jakiegoś czasu nie ma bowiem czasu na odpoczynek. Zawody, zgrupowanie, kolejne zawody - tak w telegraficznym skrócie przedstawia się kalendarz naszego najlepszego aktualnie strzelca.

 

 

 - Jesteśmy półamatorami – mówi natomiast kilka minut po zakończeniu pierwszej części kwalifikacji do skeeta Aleksandra Jarmolińska. Jednocześnie okazuje się, że w trakcie przygotowań do igrzysk w Mińsku pracowała nad… rozprawą doktorską w dziedzinie dość odległej od sportowej pasji, bo w bioinformatyce. – W trakcie sezonu oddajemy kilkanaście tysięcy strzałów, podczas gdy Amber Hill (złota medalistka poprzednich Igrzysk Europejskich) może ich oddawać około 50 000. To tylko fakt, który skłania do przemyślenia kwestii, jak rozliczać choćby dzisiejsze wyniki naszych skeetowców, którzy uprawiają sport hobbystycznie. Któż bowiem nie chciałby być wśród 20 najlepszych w Europie osób w danej specjalności, gdy traktuje ją bardziej jak pasję, niż źródło dochodów.

 

Za nami już ponad połowa imprezy w Mińsku. Niestety, czuć, że igrzyska nieuchronnie zbliżają się do końca. Dziś po raz pierwszy podczas całej imprezy jest w ciągu dnia dłuższy moment, gdy nie startuje żaden z naszych reprezentantów. Chwile bez Polaków na arenach przerywają z przytupem bokserzy. Po tym, jak zmagania na białoruskich ringach nie rozpoczęły się dla nas najlepiej, polscy zawodnicy, a właściwie zawodniczki, zaczynają wygrywać swoje walki dość regularnie. Robią to na tyle skutecznie, że przywiozą z Mińska trzy medale. Karolina Koszewska, Elżbieta Wójcik i Sandra Drabik pokonują swoje ćwierćfinałowe rywalki i w kolejnych dniach powalczą o ambitniejsze cele. – Chciałabym złotego medalu i oczywiście zrobię wszystko, żeby zawisł on na mojej szyi. Tu nie ma słabych zawodniczek i nie można nikogo lekceważyć. Nie będę obiecywać, ale postaram się awansować do finału – mówiła tuż po walce, pełniąca rolę chorążego podczas ceremonii otwarcia, Sandra Drabik. Srebrna medalistka sprzed czterech lat z Baku weszła dziś do ringu w złotych butach. Oby był to prognostyk kolejnych doskonałych występów naszej wojowniczki w ringu.

 

 

W ostatniej polskiej walce wieczoru jednogłośnym werdyktem sędziowskim walkę przegrał Damian Durkacz. Polski zawodnik nie był faworytem bukmacherów, jednak nie wyglądał na dużo gorszego w walce Francuzem Oumiha. Przed ogłoszeniem werdyktu, tak jak cały polski zespół dopingujący naszego boksera z trybun, był nawet pewny zwycięstwa. Nie dziwi więc złość naszego reprezentanta, który zawiedziony niekorzystnym wynikiem odmówił wypowiedzi medialnej.

 

Teraz już czas na przygotowania do dnia jutrzejszego. Oby czekało nas jak najwięcej wrażeń. Oprócz kajakarzy na areny zmagań wyjdą bowiem zapaśnicy, łucznik Kacper Sierakowski czy, po raz pierwszy na tych igrzyskach, kolarze torowi.