PlusLiga: 4. kolejka (choć niepełna) za nami
mat. prasowe Aluron Virtu CMC Zawiercie

PlusLiga: 4. kolejka (choć niepełna) za nami

  • Dodał: K K
  • Data publikacji: 10.11.2019, 23:38

Czwarta kolejka PlusLigi minęła pod hasłem „Niepodległa do hymnu”, promując akcję o tym samym tytule. W weekend rozegrano 6 spotkań – mecz Ślepska Malow Suwałki z Treflem Gdańsk został przeniesiony na 17.12.

 

Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice

 

Jedyne w tej rundzie rozgrywek spotkanie pięciosetowe, lecz kolejne takie z udziałem drużyny z Katowic. AZS zdecydowanie lepiej rozpoczął mecz, co dało rezultat w postaci dwóch pierwszych wygranych setów. Zmiany trenera Daszkiewicza poskutkowały i już w trzecim secie goście prezentowali się o wiele lepiej, wygrywając wyraźnie ze swoim rywalem. W kolejnej partii olsztynianie popełniali błędy własne, które zaważyły o konieczności rozegrania tie-breaka. Akademicy zebrali się w sobie na czas ostatniej partii, dzięki czemu pozostali niepokonani na własnym terenie. Dla GKS-u jest to druga z rzędu porażka 2:3.

 

Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice 3:2 (25:20, 25:22, 18:25, 20:25, 15:9)

MVP: Robbert Andringa

 

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Aluron Virtu CMC Zawiercie

 

To spotkanie zostało typowane jako jedno z dwóch hitowych w tej kolejce. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że to Zawiercie było w poprzednim sezonie o krok od zamknięcia ZAKSIE drogi do finału. Do czasu meczu obie drużyny pozostały niepokonane – to spotkanie musiało więc odwrócić czyjąś serię. Zawiercianie nie przestraszyli się mistrza Polski, zaskakując przeciwników dobrą grą. Pierwszy set zapisali po swojej stronie, chociaż mieli problem z postawieniem kropki na „i” – prowadząc 23:18 wygrali 25:23. Kędzierzynianie wyszli odmienieni na kolejnego seta. Bardzo dobrze radził sobie wprowadzony na boisko Kamil Semeniuk, który w poprzednim sezonie grał w barwach Jurajskich Rycerzy. Grupa Azoty ZAKSA nie miała kłopotów z wygraniem tej partii. W trzeciej to goście znów doszli do głosu – a przynajmniej tak wydawało się do połowy seta. Nic bardziej mylnego – mistrzowie obronili straty i wygrali na przewagi. Podobnie było w ostatniej, czwartej partii, chociaż cały mecz można ocenić jako wyrównany pojedynek.

 

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Aluron Virtu CMC Zawiercie 3:1 (23:25, 25:22, 27:25, 25:23)

MVP: Aleksander Śliwka

 

Jastrzębski Węgiel – PROJEKT Warszawa

 

Tutaj także miał być hit. I podobnie jak w poprzednim meczu doszło do spotkania zeszłorocznych półfinalistów. Jednak nie tego oczekiwaliśmy, szczególnie ze strony gospodarzy. Po ich stronie mnożyły się błędy, które ułatwiały zadanie przyjezdnym. Ci drudzy z kolei wykorzystywali swoje akcje, solidnie pracowali też na siatce, co przełożyło się na udane bloki. Jastrzębianie próbowali ryzykować w zagrywce, bezskutecznie. W trzecim secie trener Santilli próbował pobudzić swój zespół, posyłając do gry Jakuba Buckiego, lecz wystarczyło to tylko na odrobienie strat. PROJEKT Warszawa pozostał niepokonany, a co więcej awansował na lidera tabeli.

 

Jastrzębski Węgiel – PROJEKT Warszawa 0:3 (21:25, 15:25, 20:25)

MVP: Bartosz Kwolek

 

Cuprum Lubin – Asseco Resovia Rzeszów

 

Sobotę zamykało spotkanie, którego wynik nie był taki oczywisty do przewidzenia. Cuprum Lubin nieźle prezentuje się w tym sezonie, co pokazało spotkanie ze Skrą Bełchatów. Drużyna z Podkarpacia gra poniżej oczekiwań kibiców, którzy dopiero kilka dni temu cieszyli się ze zwycięstwa swoich ulubieńców. Bez większego problemu gospodarze rozstrzygnęli pierwszą partię na swoją korzyść. Pobudziło to Resoviaków, którzy zaczęli grać tak, jak tego się od nich oczekuje. Szczególnie widoczne było to w setach numer dwa i trzy, w których lubinianie nie zdołali nawiązać dostatecznej walki. W czwartym było inaczej i gospodarze chcieli doprowadzić do piątego seta. Asseco Resovia Rzeszów wyciągnęła wnioski z poprzednich porażek i zachowała stoicki spokój, zapisując zwycięstwo na swoim koncie.

 

Cuprum Lubin – Asseco Resovia Rzeszów 1:3 (25:19, 18:25, 15:25, 21:25)

MVP: Zbigniew Bartman

 

Cerrad Enea Czarni Radom – MKS Będzin

 

Początek sezonu nie układa się po myśli radomian, którzy przed tym spotkaniem byli bardziej na minus (1-2 wygranych). Także drużyna Jakuba Bednaruka nie może być zadowolona ze swojej gry, bowiem zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Czarni zaczęli nieco ospale, ale odrabianie strat przyszło im z nawiązką, która zaowocowała wygranym pierwszym setem. Przełożyło się to na dobry początek drugiego, chociaż goście ambitnie odrabiali straty, tracąc już tylko jeden punkt. Wojskowi nie przestraszyli się przeciwnika i ponownie przechylili szalę na swoją stronę. Do szczęścia brakowało im tylko zdobycia kolejnych 25 punktów, i tak też się stało. Gospodarze na dobre przejęli inicjatywę i nie dali się przełamać.

 

Cerrad Enea Czarni Radom – MKS Będzin 3:0 (25:22, 25:21, 25:22)

MVP: Karol Butryn

 

BKS Visła Bydgoszcz – PGE Skra Bełchatów

 

Po przegranej z Cuprum Lubin PGE Skra Bełchatów pojechała do Bydgoszczy, chcąc powrócić na ścieżkę zwycięstw. Zadanie jawiło się jako łatwe, jako że rywal był znacznie niżej notowany (przedostatnie miejsce w tabeli). Tutaj nie było niespodzianek. Siatkarze Skry nie mieli problemów z kończeniem swoich ataków, z kolei po stronie gospodarzy brakowało gracza, który podniósłby zespół i pomógł kolegom. W trzeciej partii Michał Gogol zdecydował się na zmiany, dając odpocząć Miladowi Ebadipourowi i Grzegorzowi Łomaczowi. W ich miejsce na parkiecie pojawili się Piotr Orczyk i Kamil Droszyński. Trener bydgoszczan także próbował rotować składem, jednak nie przynosiło to pożądanego efektu. Co prawda jego podopieczni prowadzili przez część seta, jednak doświadczenie zawodników bełchatowskiej drużyny, na czele z Mariuszem Wlazłym, wzięło górę.

 

BKS Visła Bydgoszcz – PGE Skra Bełchatów 0:3 (19:25, 15:25, 27:29)

MVP: Mariusz Wlazły