PKO Ekstraklasa: Płacheta show we Wrocławiu. Śląsk ogrywa Cracovię
Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl

PKO Ekstraklasa: Płacheta show we Wrocławiu. Śląsk ogrywa Cracovię

  • Dodał: Radosław Kępys
  • Data publikacji: 25.06.2020, 20:53

Przemysław Płacheta okazał się bohaterem Śląska Wrocław w czwartkowym meczu PKO BP Ekstraklasy, który kończył 32. serię gier. Napastnik Śląska Wrocław zdobył dwa gole, a jego zespół zainkasował trzy oczka do tabeli i zbliżył się tylko na jeden punkt do Piasta i Lecha.

 

32. kolejkę PKO BP Ekstraklasy rozgrywano w środku tygodnia. Wyjątkowo, została ona zakończona w czwartkowe popołudnie we Wrocławiu, gdzie miejscowy Śląsk podejmował Cracovię. Mimo, że był moment, gdy Cracovia biła się nawet z Legią Warszawa o tytuł lidera tabeli, jednak ostatnie dziewięć ligowych spotkań ekipy Michała Probierza to aż siedem porażek, remis i tylko jedno zwycięstwo. Zdecydowanie lepiej prezentował się ostatnio Śląsk, który tuż przed końcem fazy zasadniczej zaliczył dwa zwycięstwa, ale ostatnio zaliczył porażkę z Legią Warszawa 0:2. Mimo to, do plasujących się bezpośrednio przed zespołem z Wrocławia dwóch drużyn – Piasta Gliwice i Lecha Poznań, piłkarze Vitezslava Lavicki tracili tylko cztery oczka, więc było o co grać.

 

Początek od razu przebiegał pod dyktando Śląska, który raz po raz potrafił się znaleźć w okolicach pola karnego Cracovii i stworzyć zagrożenie. Jedną z okazji po świetnym dośrodkowaniu Dino Stigleca miał Robert Pich, ale uderzył głową obok bramki. Aktywny w ataku Śląska był też Przemysław Płacheta, który dość łatwo radził sobie z obrońcami rywali. Po pierwszym kwadransie mecz trochę się uspokoił i przez jakiś czas trwała walka obu drużyn w środku pola, co nie prowadziło do dobrych sytuacji bramkowych. Cracovia starała się przejąć inicjatywę dopiero w okolicach 30. minuty, gdy wreszcie na dłuższą chwilę przedostała się na połowę gospodarzy.

 

Najciekawszy w pierwszej połowie był ostatni kwadrans. Mimo, że gole nie padły, na boisku zrobiło się nagle więcej miejsca, co jedni i drudzy wykorzystywali do szybkich kontrataków. Mecz się wreszcie ożywił, piłkarze też podostrzyli, w kilku sytuacjach, notując przewinienia. Szczególnie groźne po obu stronach były stałe fragmenty gry – po dośrodkowaniach zarówno piłkarze jednej, jak i drugiej drużyny tworzyli sobie dogodne okazje. Gole jednak nie padły, ale końcówka pierwszej części dawała nadzieję na lepsze drugie 45 minut.

 

Obie drużyny żwawo ruszyły do boju początkiem drugiej części meczu. Już po minucie znakomitą okazję na gola miał Mateusz Wdowiak, który stanął na lewej stronie pola karnego oko w oko z Matuszem Putnockym, ale przegrał pojedynek i skończyło się tylko na rzucie rożnym. Jak się jednak okazało, ten korner dał prowadzenie gościom. Bardzo precyzyjne dośrodkowanie Ivana Fiolicia wylądowało na głowie Rafaela Lopesa i ten posłał piłkę w lewy róg bramki rywali, obok bezradnego Putnocky’ego.

 

Poza golem pierwszy kwadrans drugiej połowy był dynamiczny, ale bez podbramkowych sytuacji. Tak było dokładnie aż do 60. minuty, gdy gospodarze zmienili w dwóch akcjach z rzędu losy tego spotkania. Najpierw lewą stroną urwał się Robert Pich i zaliczył kapitalne dośrodkowanie przez pół pola karnego, a akcję pięknie domknął aktywny Przemysław Płacheta. Po chwili akcję rozpoczęła Cracovia, ale po chwili straciła piłkę, a Śląsk… objął prowadzenie! Tym razem Płacheta robił za asystenta, a z piłką w pole karne wpadł Erik Exposito i strzałem pod poprzeczkę dał gospodarzom prowadzenie. Druga połowa we Wrocławiu była naprawdę pasjonująca.

 

Cracovia musiała ruszyć do przodu. Może nie były to frontalne ataki, ale goście potrafili się przedostać pod bramkę rywali. Brakowało jednak trochę szczęścia. I to źle skończyło się dla gości, bo kilka minut po rozpoczęciu ostatniego kwadransa było już właściwie po meczu, gdy trzecią bramkę dołożyli gospodarze, a swój dublet ustrzelił Płacheta, który świetnie znalazł się w polu karnym, wymanewrował obrońców i płaskim strzałem na długi słupek pokonał Michala Peskovicia. Było 3:1 i sytuacja Cracovii w tym meczu była już bardzo trudna.

 

Strzelec dwóch goli w tym meczu zaraz po drugim trafieniu zszedł z boiska – przy aplauzie kibiców gospodarzy. Do końca meczu pozostało około 10 minut i nic w tym meczu nie mogło się zmienić, bo zrezygnowana Cracovia, mimo że przez moment w tym meczu prowadziła, musiała obejść się smakiem. I tak też się stało, choć krakowianie do końca walczyli o zdobycie honorowego gola i to się udało tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra. Zrobił to Rafael Lopes, który podobnie, jak Płacheta zaliczył dublet, ale że był on udziałem przegranych smakował dużo mniej przyjemnie. Piłkarz Cracovii najpierw trafił w słupek, ale po chwili poprawił się i ustalił wynik meczu na 2:3 z perspektywy gości.

 

Gospodarze sięgnęli po trzy punkty i już tylko na jedno oczko zbliżyli się do Piasta Gliwice i Lecha Poznań, co oznacza, że walka w obecnym sezonie o udział w europejskich pucharach zapowiada się iście pasjonująco.

 

Śląsk Wrocław – Cracovia 3:2 (0:0)
Bramki:
60’ 79’ Płacheta, 62’ Exposito - 47’ 90+4' Lopes
Śląsk:
Putnocky – Musonda, Puerto, Tamas, Stiglec – Łabojko, Mączyński – Pich (87’ Gąska), Chrapek (76’ Marković), Płacheta (83’ Bergier) – Expósito
Cracovia: Pesković – Pestka, Dytiatjew, Helik, Hanca – Lusiusz (68’ Thiago), Dimun (82’ Loshaj) – Wdowiak, van Amersfoort, Fiolić (64’ Diego) – R. Lopes
Żółte kartki: Chrapek, Musonda, Tamas – Lusiusz, Dytyatev
Sędzia:
Dominik Sulikowski (Gdańsk)

Radosław Kępys

Mam 27 lat. W październiku 2017 roku uzyskałem dyplom magistra Politologii na Wydziale Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Wcześniej od 2015 roku pisałem dla igrzyska24.pl. Odpowiedzialny za biathlon, kajakarstwo, pływanie, siatkówkę i siatkówkę plażową, ale w tym czasie pisałem informacje z bardzo wielu sportów - od lekkiej atletyki po narciarstwo alpejskie. Sport to moja pasja od najmłodszych lat i na zawsze taką pozostanie. Poza nim uwielbiam dobrą literaturę, dobrą muzykę i dobre jedzenie. Interesuje się też historią najnowszą i polityką.