Wyścig żółwi nie nabrał tempa. Jagiellonia remisuje z Legią

Wyścig żółwi nie nabrał tempa. Jagiellonia remisuje z Legią

  • Data publikacji: 06.05.2018, 20:14

To był jeden z ważniejszych meczów tego sezonu dla obu drużyn. Żadna z nich nie mogła sobie pozwolić na porażkę, jeśli chciała się dalej liczyć w walce o mistrzostwo Polski. Obie nie przegrały, ale również pokazały, że nie zasługują na miano najlepszej drużyny ligi.

Ciężko jest wyszczególnić pojedyncze, ciekawsze momenty tego spotkania. Co prawda w pierwszej połowie Jagiellonia całkowicie stłamsiła Legię, ale to wcale nie oznacza, że stworzała sobie dogodne akcje do strzelania bramek. Podopieczni Ireneusza Mamrota nałożyli na "Wojskowych" bardzo wysoki, agresywny pressing. Legia miała wielkie problemy z tym, aby wyjść ze swojej połowy, już nie mówiąc o skonstruowaniu jakiejkolwiek akcji. Niech za dowód pozostanie fakt, że stołeczna drużyna nie oddała ani jednego strzału (!) na bramkę Kelemena w pierwszej połowie. To wcale nie znaczy, że druga odsłona spotkania była dla nich dużo lepsza.

W drużynie Jagiellonii aktywny był Roman Bezjak, który często strzelał z dystansu. Niestety dla atrakcyjności widowiska, nie stanowiły one jakiegokolwiek zagrożenia dla bramki Malarza. Gospodarze grali na wysokich obrotach, widać było, że bardzo im zależy na tym, żeby narzucić swój styl gry Legii i zamknąć ją na własnej połowie. To zresztą im się udało, jednak i ich gra była bardzo chaotyczna, a konstruktywnych, ciekawych akcji także nie było zbyt wiele. Pierwsze celne uderzenie wykonał Karol Świderski, jednak jego strzał głową z okolic 10. metra bez żadnych problemów złapał golkiper gości. Gospodarze mieli w tej części gry dwa rzuty wolne ze skraju pola karnego, ale nie potrafili oddać z nich celnego strzału na bramkę i przy tym przetestować formę Arkadiusza Malarza.

W drugiej połowie zobaczyliśmy już więcej składnych akcji, ale dalej motywem przewodnim meczu był chaos. Jedna z najgroźniejszych, a przy tym nielicznych ciekawych akcji Jagielloni, miała miejsce w 46. minucie spotkania, kiedy piłka trafiła do będącego na ok. 12 metrze Martina Pospisila. Ten jednak skiksował i swoim uderzeniem nie zmusił Malarza do jakiejkolwiek interwencji.

Gra Legii poprawiła się w drugiej połowie. Podopieczni trenera Klafuricia nastawili się na kontrataki. Niewidocznego na boisku Niezgodę zastąpił na szpicy Kucharczyk, na boisko zaś wszedł za niego Chris Philipps. Legia zaczęła zdobywać inicjatywę, Jagiellonia za to coraz wyraźniej była zmęczona, na skutek bardzo intensywnego pressingu, który narzucili swoim rywalom już od pierwszej minuty. Zaowocowało to pierwszym strzałem stołecznej drużyny, którego autorem był Sebastian Szymański.

Najgroźniejsza akcja Legii była skutkiem przypadku. Dwójkową akcję przeprowadzili Antolic i Szymański, ten pierwszy został nabity przez obrońcę "Jagi", a piłka minęła bramkę Kelemena w niewielkiej odległości. Podopieczni Klafuricia potrafili stworzyć jeszcze jedną groźną akcję - z kontrą prawym skrzydłem podążył Antolic, ale jego podanie do ustawionego w bardzo dobrej pozycji Kucharczyka było za mocne. W odpowiedzi Jagiellonia przeprowadziła ciekawą akcję, ale Cillian Sheridian nie potrafił zakończyć jej strzałem.

Legia przejęła inicjatywę w tej części gry, jednak umiarkowane zagrożenie stwarzała tylko szybkimi atakami. Zarówno Legia, jak i Jagiellonia nie potrafiły stworzyć większego niebezpieczeństwa pod bramką rywali swoimi atakami pozycyjnymi. 

W 83. minucie bardzo ostry faul obiema nogami Romana Bezjaka podkręcił temperature tego meczu. Słoweniec bezpardonowo wyciął Michała Pazdana, a po tym wdał się w małą awanturę z ławką rezerwowych i sztabem szkoleniowym Legii, czym mógł nawet sobie zapracować na czerwoną kartkę. Jednak sędzia, pan Tomasz Musiał, ukarał Słoweńca tylko żółtym kartonikiem.

Końcówka meczu należała do Jagiellonii. Dobrą zmianę dał Bartosz Kwiecień, który dobrze rozgrywał piłkę, przy czym sam też stanowił zagrożenie dla defensywy drużyny przyjezdnej. Najpierw został bezpardonowo wycięty przez Philippsa, ok. 20 metrów od bramki Malarza, następnie dobrze rozegrał piłkę na skrzydło. Po dośrodkowaniu Burligi napastnikowi Jagiellonii odskoczyła piłka, a w końcówce meczu sam oddał potężny strzał z powietrza na bramkę golkipera Legii. Piłka poszybowała jednak nad poprzeczką.

W drużynie Jagiellonii na pewno na największe pochwały zasłużył Martin Pospisil, który pełnił rolę defensywnego pomocnika w tym meczu i, zwłaszcza w pierwszej połowie spotkania, sprawiał olbrzymie problemy Legii z wydostaniem się z własnej połowy. Dobrą zmianę dał również wspomniany wyżej Kwiecień, aktywny na boku obrony był Guilherme, który często zapędzał się pod pole karne przeciwnika. Po stronie Legii trudno wskazać zarówno najgorszego zawodnika jak i najlepszego. Można stwierdzić, że stołeczna drużyna zagrała na bardzo równym poziomie, czyli poprostu słabo.

Reprezentanci Polski zagrali poprawne zawody. Michał Pazdan zagrał solidne spotkanie, Przemysław Frankowski starał się szarpać na prawym skrzydle, jednak miewał w tym sezonie zdecydowanie lepsze występy. Brany pod uwagę w kontekście kadry Jarosław Niezgoda zszedł w przerwie. Trener chciał dać mu wypocząć przed następnymi meczami - zawodnik zmaga się z lekkim urazem, stąd ostrożność w dysponowaniu siłami napastnika. Taras Romanchuk pauzował za nadmiar kartek, Krzysztof Mączyński zmaga się z urazem, a Artur Jędrzejczyk nie zmieścił się w kadrze.

Trzeba również wspomnieć, że na mecz nie weszli kibice Legii. Zarząd Jagiellonii miał nie zgodzić się na wniesienie przez nich elementów oprawy.