Snooker: "Rakieta" rekordowo szybka, dramatyczna końcówka u McGilla

Snooker: "Rakieta" rekordowo szybka, dramatyczna końcówka u McGilla

  • Dodał: Radosław Kępys
  • Data publikacji: 04.08.2020, 00:39

Czwarty dzień Mistrzostw Świata w snookerze obfitował w emocje – było w nim właściwie wszystko. Rekord szybkości O’Sullivana, dramaturgia w deciderze meczu Lisowski vs. McGill, a w końcu trochę usypiającej gry Marka Selby’ego.

 

Po wczorajszej demolce Ronniego O’Sullivana nad Thepchaiya Un-Noohem w pierwszej sesji było raczej jasne, że w poniedziałkowy poranek obaj panowie do stołu wyjdą tylko na chwilę, a bitwa raczej będzie się toczyć o rekord, jeśli chodzi o najkrótszy mecz rozgrywany w świątyni snookera – Crucible Theatre. Z kronikarskiego obowiązku należy dodać, że Ronnie dwie ostatnie partie meczu wygrał, wbijając 93 w jednej z nich. Jeśli chodzi o statystyki czasowe, Anglik na jedno zagranie w meczu potrzebował średnio 14 sekund, podczas gdy jego rywal 18,6 sekundy. Mecz trwał 108  minut i aż o 41 pobił zeszłoroczny rekord, jaki padł w meczu Shaun Murphy – Luo Honghao (10:0). Co o tym meczu można pisać więcej? Demolka, demolka, demolka. W drugiej rundzie na Ronniego czeka już trochę trudniejsze zadanie, bo jego rywalem będzie wielki przyjaciel – Ding Junhui.

 

Ronnie O’Sullivan – Thepchaiya Un-Nooh 10:1
120(101):13, 124(85):0, 115(115):6, 90(74):42, 88(88):0, 80(76):11, 8:80(69), 81:5, 88(65):0, 106(93):22, 89:9

 

Krótko i szybko miało też być w meczu prowadzącego po pierwszej sesji 7:1 Yana Bingtao z Elliotem Slessorem. Chińczyk w pierwszej sesji grał bardzo dobrze i nic nie zwiastowało problemów. Drugą też zaczął bardzo dobrze – od frejma wygranego brejkiem 67 punktów. Slessor chwilę później odpowiedział 86 punktami, ale w partii 11. Bingtao po chwili taktycznej rozgrywki wyszedł na prowadzenie 9:2. Wtedy wydawało się, że już jest po meczu i można się pakować. Przed przerwą Slessor pięknie zapunktował, wbijając 123, ale wynik 3:9 z jego perspektywy i tak był bardzo słaby. Chińczyk w kolejnych partiach jednak przestał grać – szans na zamknięcie meczu miał bardzo wiele, ale kolejne partie wpadały na konto Slessora – 4… 5… 6… 7… W oczach młodego Azjaty mogły się pojawiać oznaki przestrachu, jednak w końcu po taktycznej rozgrywce w 17. frejmie udało się to zakończyć rezultatem 10:7. Gdyby tamtego frejma wygrał Slessor, kto wie, jak potoczyłaby się końcówka.

 

Yan Bingtao - Elliot Slessor 10:7

74(66):30, 70:40, 98:23, 125(119):5, 13:76(60), 66:29, 101(86):12, 76:35, 91(67):0, 0:86(86), 71:27, 0:123(123), 56:66, 65:78, 29:71, 34:60(59), 64:29

 

Jedyny mecz, który zaczął się i skończył w poniedziałek to starcie rozstawionego Jacka Lisowskiego z nierozstawionym Anthonym McGillem. Po tej parze naprawdę można się było spodziewać bardzo dobrej i wyrównanej gry i nikt się chyba nie zawiódł, ale co najlepsze – dostał końcówkę rodem ze snookerowych dreszczowców – w 19. partii zakończonej na ostatnich bilach. Wszystko jednak po kolei. Pierwszymi czterema frejmami panowie podzielili się po równo i choć nie było wysokich brejków, to poziom do słabych nie należał. W drugiej części pierwszej sesji wzrósł on jednak dość znacznie – Lisowski wbijał 107, rywal 87 i 64. Po zejściu na przerwę prowadził McGill, ale tylko 5:4 po tym, jak ostatnie dwie partie sesji na swoją korzyść zapisał Lisowski. Po wznowieniu młodszy Anglik szybko wyrównał, wbijając 90 punktów, kolejnymi dwiema partiami panowie podzielili się po równo. Było 6:6 i wtedy… zaczął się koncert McGilla – 70, 67 i 51 – trzy wygrane partie z rzędu, oddane tylko 29 punktów. Co tymczasem zrobił Lisowski? Odpowiedział dokładnie tym samym, z wysokimi brejkami 65 i 102. W tym momencie tego meczu brakowało tylko jednego – nerwówki w deciderze. Jak się okazało, taka właśnie została stworzona. Inicjatywa przechodziła z rąk jednego do drugich, ale decydujące epickie trafienie niebieskiej do lewej narożnej kieszeni i dobicie różowej dało awans do drugiej rundy McGillowi. Ten mecz to jedno z najbardziej emocjonujących spotkań pierwszej rundy.

 

Jack Lisowski – Anthony McGill 9:10
29:64, 65:29, 77:30, 0:80, 22:63, 46:87(87), 34:81(64), 122(107):0, 61:13, 100(90):1, 0:65(65), 84(84):33, 0:70(70), 29:95(67), 0:80(51), 78(65):5, 111(102):23, 98:0, 55:65

 

W dniu dzisiejszym zaczęły się też dwa inne spotkania. Po południu zaskakująco słaby początek swojego meczu z Nopponem Saengkhamem zaliczył Shaun Murphy, który z ogólnej liczby 9 partii wygrał tylko trzy frejmy, wbijając w nich jednak wysokie brejki – 67, 75 i 101. Sesję lepiej rozegrał jednak Taj, który wygrał sześć frejmów – jego wysokie podejścia to 64, 67 i 59. Wieczorem, trochę w swoim stylu, kibiców skutecznie uśpił Mark Selby, który sesję kończył kilkanaście minut po północy. Jego przewaga nad Jordanem Brownem jest minimalna – prowadzi 5:4. W pierwszej sesji padły trzy wysokie brejki – 50 i 119 Selby’ego oraz 76 Browna.

 

Shaun Murphy – Noppon Saengkham 3:6
84:8, 67(67):74(64), 16:85(67), 37:75(59), 16:63, 75(75):30, 101(101):0, 47:56, 20:72

 

Mark Selby – Jordan Brown 5:4
63:53, 14:76(76), 0:78, 79:56, 50:54, 66(50):11, 120(119):0, 1:78, 66:29

Radosław Kępys

Mam 27 lat. W październiku 2017 roku uzyskałem dyplom magistra Politologii na Wydziale Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Wcześniej od 2015 roku pisałem dla igrzyska24.pl. Odpowiedzialny za biathlon, kajakarstwo, pływanie, siatkówkę i siatkówkę plażową, ale w tym czasie pisałem informacje z bardzo wielu sportów - od lekkiej atletyki po narciarstwo alpejskie. Sport to moja pasja od najmłodszych lat i na zawsze taką pozostanie. Poza nim uwielbiam dobrą literaturę, dobrą muzykę i dobre jedzenie. Interesuje się też historią najnowszą i polityką.