Snooker - MŚ: sensacja goni sensację

Snooker - MŚ: sensacja goni sensację

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 04.08.2020, 23:55

Pełna sensacji jest nadal I runda Mistrzostw Świata w snookerze. Dziś z turniejem pożegnali się rozstawieni Mark Allen i Shaun Murphy, ich kosztem awans uzyskali Jamie Clarke i Noppon Saengkham. Na dobrej drodze do wyeliminowania Stephena Maguire jest Martin Gould. Dokończenie 1/16 finału jutro.

 

Już po wczorajszej pierwszej sesji meczu Shauna Murphyego z Nopponem Saengkhamem pachniało niespodzianką. Niżej notowany Tajlandczyk po dobrej grze prowadził 6:3, a Anglik wyraźnie pokazywał, że daleki jest od swojej optymalnej formy. Dziś do zamknięcia meczu potrzebne okazało się tylko pięć frejmów. W każdym zanotowaliśmy podejścia powyżej 50 punktów, ale Saengkham prezentował się wciąż lepiej. Dokładnie rzecz biorąc wykorzystywał każdy błąd rywala, a było ich dziś dużo, nawet na stosunkowo prostych układach. Tylko raz to Tajlandczyk rozpoczął czyszczenie stołu i popełnił błąd, który Murphy wykorzystał, wygrywając partię numer 12. To jednak było wszystko, na co było stać Anglika. Murphy w ostatnich latach wyjątkowo słabo radzi sobie w Crucible - w pierwszej bądź drugiej rundzie odpadł po raz piąty z rzędu. Saengkham zaś zanotował pierwszy wygrany mistrzowski mecz w karierze. Rywala w II rundzie wyłonił mecz Marka Selbyego z Jordanem Brownem.

 

Shaun Murphy – Noppon Saengkham 4:10
84:8, 67(67):74(64), 16:85(67), 37:75(59), 16:63, 75(75):30, 101(101):0, 47:56, 20:72,

16:85(53), 27:95(63), 74:52(52), 28:71(60), 39:77(76)

 

Dokończono też dziś spotkanie Marka Selbyego z Jordanem Brownem. Trzykrotny mistrz świata po pierwszej sesji prowadził z niżej notowanym rywalem tylko 5:4, a sesja byłą długa i... nie da się ukryć mało porywająca. W drugiej odsłonie meczu niewiele się zmieniło. Obserwowaliśmy długie, mozolne zdobywanie punktów, grę taktyczną, obronną, długie namyślanie się przed kolejnymi zagraniami. Bardziej utytułowany z Anglików przeważał, wbił nawet trzy brejki powyżej 50 punktów, ale w sumie formą na kolana nie rzucił. Oddał rywalowi tylko dwie partie, ale w II rundzie czeka go zadanie zdecydowanie trudniejsze - Saengkham jest zawodnikiem na pewno lepszym od Browna.

 

Mark Selby – Jordan Brown 10:6
63:53, 14:76(76), 0:78, 79:56, 50:54, 66(50):11, 120(119):0, 1:78, 66:29

69(50):23, 98(65):22, 13:74(58), 35:56, 74:39, 96(68):1, 66:50

 

Powiedzieć, że pierwsza sesja meczu Marka Allena z Jamie Clarke była szalona to nic nie powiedzieć. W pierwszych trzech partiach mieliśmy trzy setki, w tym dwa całkowite czyszczenia. Na dokładkę przed przerwą w czwartym frejmie debiutujący w Crucible Walijczyk w pewnym momencie potrzebował trzech snookerów do wygranej i sztuka mu się udała. Po pierwszej minisesji był więc remis. Po przerwie Allen miał szansę na kolejną paczkę, ale spudłował różową i frejma przejął rywal. W kolejnych dwóch Irlandczyk był już bezbłędny i wbił 122 oraz 104 punkty. W dwóch ostatnich partiach pierwszej części pojedynku fajerwerków już nie było, a gracze sprawiedliwie podzielili się wygranymi. Było więc 5;4 z perspektywy Allena i wszyscy czekaliśmy co ciekawego wyraźnie zaprzyjaźnieni gracze pokażą w serii wieczornej. 

 

Sesja wieczorna zaczęła się od mocnego uderzenia, czyli od piątej w tym meczu setki Allena. Potem jednak Irlandczyk zaczął mieć kłopoty, a Walijczyk złapał wiatr w żagle. Allen coraz częściej się mylił, a Clarke, najniżej notowany z uczestników czempionatu w Crucible te błędy bezwzględnie wykorzystywał. Kolejne trzy frejmy zapisał na swoim koncie i wyszedł po raz pierwszy w tym meczu na prowadzenie. Tempo meczu nieco siadło, a zawodnicy przestali się do siebie serdecznie uśmiechać, czując, że nadchodzą najważniejsze momenty meczu. Clarke w kolejnym, 14. już frejmie znów okazał się lepszy i na dystans dwóch wygranych zbliżył się do sprawienia gigantycznej niespodzianki. Allen jednak opanował nerwy i nie pozwolił rywalowi na podbicie wygranych z rzędu do pięciu, notując przy okazji kolejne podejście powyżej 50 punktów. W 16 partii Allen miał szansę na wyrównanie stanu meczu, ale kolejny dość prosty błąd kosztował go przegraną. Clarke potknięcie rywala wykorzystał wbijając 74 punkty z rzędu.Irlandczyk stracił margines błędu, musiał już tylko wygrywać, by pozostać w grze. Partię numer 17 zawodnik w charakterystycznej zielonej kamizelce wygrał zatrzymując się na 76 punktach w drodze po kolejną w tym dniu paczkę. Kolejny frejm okazał się ostatnim w tym meczu. Allen rozpoczął dobrze, ale szybko oddał stół rywalowi. Clarke na raty, bo na raty, ale zdobył wystarczającą liczbę punktów, by świętować absolutnie sensacyjny awans do II rundy. Allen próbował jeszcze ratować się snookerami, ale potrzebował ich aż czterech.

Clarke zagra w 2. rundzie z innym kwalifikantem, Anthonym McGillem, co oznacza, ze w ćwierćfinale mistrzostw zagra co najmniej jeden nie rozstawiony zawodnik.

 

Mark Allen - Jamie Clarke 8:10

136(136):0, 105(105):0, 0:136(136), 71:72, 56(56):69, 131(122):0, 104(104):0, 68:61, 17:72

130(105):0, 49:60, 0:88(53), 0:82(80), 49:58, 92(59):36, 42:74(74), 76:0, 20:72

 

Mecz Stephena Maguire z Martinem Gouldem był zapowiadany jako jedno z najciekawszych strać pierwszej rundy. Jednak takiego przebiegu pierwszej sesji chyba nikt się nie spodziewał. Rozstawiony z dziewiątką Szkot poza pierwszymi dwoma frejmami w zasadzie nie istniał. W pierwszym ubierał 50 punktów, ale go przegrał, w drugim zanotował podejście za 62 punkty. Udało się mu jeszcze wyrwać partię numer osiem, ale w pozostałych sześciu uzbierał 26 oczek! Najwyraźniej przerwa spowodowana pandemią podziałała na niego fatalnie, choć przecież wygrał Tour Champinhips, a wcześniej był w finale UK Championships. Charakterystyczny okularnik, który w dziewięciu startach w mistrzostwach świata wygrał tylko dwa mecze, dziś zaimponował precyzją zagrań, skupieniem, po prostu dobrą grą. We wspomnianych sześciu frejmach, które rywal spędził z kwaśną miną na wygodnym skądinąd krzesełku wbił cztery setki. Dla podkreślenia wyjątkowości dokonania sympatycznego Anglika napiszę tylko, że przez cały sezon przed Crucible uzbierał on... trzy paczki. Jutrzejsze dokończenie wydaje się być formalnością, ale nie wierzę, że Murphy odda drugą rundę za darmo.

 

Stephen Maguire - Martin Gould 2:7 (po 1. sesji)

50:74(57), 83(62):0, 0:121(103), 6:89(77), 8:104(103), 11:100(100), 1:94(83), 70:48, 0:108(103)

 

W sesji wieczornej rozegrano także dziewięć frejmów meczu Barry Hawkins - Alexander Ursenbacher, którego oczywistym faworytem finalista mistrzostw sprzed 7 lat. Anglik ze swojej roli wywiązał się bardzo przyzwoicie, choć debiutujący w Crucible Szwajcar, młodszy od rywala o 17 lat, nie grał wcale źle. Wygrał nawet partię otwierającą mecz, wbijając przy okazji ładną pięćdziesiątkę, potem jednak oddał inicjatywę, choć wygrał jeszcze partię numer 6. Hawkins zaliczył kilka ładnych podejść, ale do granicy 100 punktów wciąż mu brakowało sporo. W połowie meczu tu na niespodziankę się więc nie zanosi. Rozstawiony z 15. Anglik wyraźnie prowadzi i jutro powinien dokończyć dzieła. Trzeba przyznać że spotkanie to rozgrywano w cieniu starcia Allen - Clarke.

 

Barry Hawkins - Alexander Ursenbacher 7:2 (po 1. sesji)

31:77(54), 63:55, 71(70):1, 113(56.57):6, 63:52, 47:69(55), 69(62):0, 64:41, 72(65):23

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.