Snoker - MŚ: dzień bez niespodzianek

Snoker - MŚ: dzień bez niespodzianek

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 07.08.2020, 23:45

W piątek zakończyły się trzy mecze II rundy snookerowych mistrzostw świata. Tym razem wielkich niespodzianek nie zanotowaliśmy. Do ćwierćfinału awansowali Mark Williams, Mark Selby oraz Judd Trump, jakkolwiek zwycięstwa przyszły im z ogromnym trudem. Dodatkowo ciekawe pierwsze sesje odbyły się w meczach O'Sullivan - Ding oraz McGill - Clarke.

 

Ostatnia sesja meczu Marka Williamsa z Stuartem Binghamem okazała się najbardziej emocjonującą i stojącą na najwyższym poziomie w całym meczu tych dwóch doświadczonych i utytułowanych zawodników. Mieliśmy aż sześć podejść powyżej 50 punktów (w ośmiu frejmach), zawodnicy grali szybciej, bardziej ryzykowali niż w pierwszych dwóch odsłonach meczu, po których mieliśmy remis po 8. Długo zawodnicy wymieniali się jeśli chodzi o wygrane partie - nieparzyste wygrywał Williams, parzyste Bingham. Ta zasada utrzymywała się aż do 24. partii, którą Walijczyk otworzył brejkiem za 75 punktów. Anglik dostał jeszcze szansę na wyrównanie i doprowadzenie do decidera, ale zadanie było bardzo trudne. Ostatecznie mistrz świata z 2018 roku nie dał sobie odebrać wygranej i w ćwierćfinale zagra ze zwycięzcą szlagierowo zapowiadającego się starcia Ronniego O'Sullivana z Dingiem Junhui.

 

Mark Williams - Stuart Bingham 13:11

74:44, 20:74(50), 0:69, 64:57, 97(97):0, 90(90):8, 66:34, 1:69(57)

65:51, 0:115(115), 55(55):60, 46:66, 0:77(76), 53:45, 74:37, 49:60

16:70(70), 82(67):38, 90(90):0, 21:74(51), 75(74):20, 48:66, 78:44, 80(75):44

 

Po wczorajszej pierwszej sesji starcia Judd Trump - Yan Bingtao można było przecierać oczy ze zdumienia. Obrońca tytułu, który sezon 2019/2020 zdominował w sposób absolutny, grał słabo, bardzo słabo. Chińczyk to wykorzystał i prowadził 5:3. Dziś w sesji porannej obserwowaliśmy częściowe przebudzenie mistrza. Z pierwszych sześciu partii nie oddał rywalowi ani jednej i wyszedł na prowadzenie 9:5. Nie był to jeszcze ten Trump, który wygrał w sezonie sześć turniejów rankingowych i wbił równe 100 setek, ale nie był to też ten wczorajszy Judd, który nie trafiał z najprostszych sytuacji. Trzy razy był Anglik przekroczenia granicy 100 punktów w brejku, ale mu się nie udawało. Bingtao statystował, ale na dwie ostatnie partie się przebudził. Najpierw przejął partię, którą Trump mógł wygrać, potem zamknął sesję ładnym podejściem za 89 punktów. Wynik brzmiał 9:7 dla Trumpa i wieczorna, ostatnia sesja meczu zapowiadała się pasjonująco.

 

Pierwszą partię w sesji wieczornej na swoją korzyść rozstrzygnął Bingtao, a drugą, po długiej rozgrywce na bilach kolorowych Trump. Status quo został utrzymany. Dwa dość proste zagrania zepsute przez Trumpa w 19. frejmie dały Chińczykowi okazję do zmniejszenia straty, co skwapliwie wykorzystał. W ostatnim sytuacja się odwróciła, w całej partii grał Bingtao, a wygrał na czarnej Trump, który i w tym frejmie kręcił głową ze złością na swoją (nie)dyspozycję. Było więc 11:9 dla mistrza świata. Po powrocie do stołu, ostatnim już w tym meczu, Chińczyk pokusił się o brejka za 94 punkty i znów zbliżył się do rywala na dystans jednej partii. Na początku kolejnego rozdania Bingtao ustawił snookera, z którego Trumpowi udało się wyjść dopiero za czwartym razem. To rozdanie trwało blisko godzinę, ale ostatecznie wygrał go obrońca tytułu i zrobiło się 12:10. Bingtao potrzebował wygrać trzy frejmy z rzędu. Pierwszego (i ostatniego jak się okazało) zapewnił sobie dzięki efektownemu czyszczeniu za 130 punktów (82 setka w karierze). Po chwili jednak Anglik efektownie zamknął mecz brejkiem 127 punktów - to 101 paczka Trumpa w tym sezonie. Sama końcówka meczu mogła się podobać, ale wcześniej obaj panowie, zwłaszcza Trump mocno się męczyli. Anglika czeka teraz ćwierćfinał z Kyrenem Wilsonem lub Martinem Gouldem.

 

Judd Trump - Yan Bingtao 13:11

75:35, 0:133, 70:22, 69(65):71, 0:91(91), 13:69, 7:97(93), 87(58):37

73:1, 56:26, 122(88):0, 73(73):16, 93(93):0, 66:7, 52(52):74, 40:89(89)

1:54, 93(52):47, 1:98, 67:65(64), 9:108(94), 77(55):53, 3:130

 

Swój mecz kończyli dziś też Mark Selby i Noppon Saengkham. Po wczorajszych dwóch sesjach mieliśmy remis. Obraz meczu nie zmienił się. Choć zawodników dzili przepaść jeśli chodzi o doświadczenie, zdobyte tytuły i aktualne miejsce w rankingu, to mecz był wyrównany i, trzeba to szczerze przyznać, widowiskiem porywającym nie był. Selby w swoim stylu powolnie ciułał punkty, rywal zaś próbował wykorzystywać potknięcia Anglika. Wynik frejmowy wciąż kręcił się wokół remisu. Z perspektywy Selbyego wyglądał on: 9:8, 9:10, 10:10. Wszystko przepowiadało grę na pełnym dystansie 25 frejmów. Jednak po regulaminowej przerwie najpierw uciułał 75 punktów, a potem w dobrym stylu wykorzystał potknięcie Tajlandczyka po zdobyciu 48 punktów w brejku. Selbyemu do ćwierćfinału brakowało jednej wygranej, Saengkhamowi aż trzech. Tajlandczyk był w poważnych opałach, ale udało mu się z nich wyjść (ładny brejk w 24. frejmie) i doprowadzić do decidera. Po dokładnie 8 godzinach gry panowie rozpoczęli 25. partię, która miała wyłonić trzeciego ćwierćfinalistę mistrzostw. Został nim ostatecznie Anglik, który wojnę nerwów wytrzymał lepiej. Jego kolejnym rywalem będzie albo Neil Robertson albo Barry Hawkins.

 

Mark Selby - Noppon Saengkham 13:12

44:71(70), 92(84):0, 80(70):22, 102(102):0, 13:77(76), 0:122(122), 31:64(64), 48:61(50)

110(76):0, 71(55):11, 120(120):0, 0:74(74), 0:85, 83(83):0, 0:115(112), 58:21

102:8, 54:68(64), 39:73, 77:0, 75:0, 96(92):48, 19:68, 1:90(90), 124(124):9

 

Dziś rozpoczął się też mecz sprawców dwóch największych sensacji pierwszej rundy mistrzostw, Anthony McGilla i Jamie Clarke. Mecz zapowiadał się bardzo interesująco, zwłaszcza że jego triumfator trafia w ćwierćfinale Na Kurta Maflina, zawodnika także nierozstawionego. Już pierwszy frejm pokazał,że zawodnicy odczuwają presję. Po długiej grze, kilku błędach i dogrywce zapisał go na swoje konto Anglik. Kolejne partie miały podobny przebieg, to znaczy nie kończyły się dogrywkami, ale zawodnicy często zmieniali się przy stole, popełniali błędy przy wbiciach i pozycjonowaniu. Grali zachowawczo, bez większego ryzyka. Lepiej prezentował się Clarke, który po czterech frejmach prowadził 3:1, mając na koncie jedyne wysokie podejście za 60 punktów. Po regulaminowej przerwie Walijczyk grał nadal lepiej. Nie były to jakieś spektakularne wygrane, ale widać było, że walka o ósemkę mistrzostw świata mniej go stresuje niż Szkota. Ostatecznie po pierwszej sesji Clarke prowadzi z McGillem 6:2. Dokończenie meczu jutro i w niedzielę.

 

Anthony McGill - Jamie Clarke 2:6 (po I sesji)

68:75, 68:34, 27:103(60), 15:67, 21:70, 72:76(52), 27:85(60), 78(57):21

 

Mecz Ronniego O'Sullivana z Dingiem Junhuiem zapowiadał się jako szlagier II rundy mistrzostw. Rakieta w kapitalnym stylu w pierwszej rundzie odprawiał Thepchaiya Un-Nooh, Chińczyk w deciderze wygrał z Markiem Kingiem. Faworytem był oczywiście Anglik, ale pierwsza minisesja przyniosła zaskoczenie. Co prawda pierwszą partię w błyskawicznym, typowym dla siebie stylu zwyciężył Ronnie, ale w kolejnych trzech miał już spore kłopoty, wynikające ze swoich błędów i dobrej dyspozycji Dinga. Chińczyk wbił dwa brejki powyżej 50 i przy prowadzeniu 3:1 udał się na przerwę. Kilkanaście minut po wznowieniu gry mieliśmy już remis. O'Sullivan najpierw przejął partię rozgrywaną początkowo przez Dinga, a po chwili wbił brejka 101 punktów (1052 setka w karierze). Kolejnymi dwoma układami zawodnicy podzielili się sprawiedliwie i do hotelu udali się przy stanie remisowym po 4. Dokończenie meczu w sobotę i niedzielę.

 

Ding Junhui - Ronnie O'Sullivan 4:4 (po I sesji)

1:100(61), 86(57):0, 58:22, 112(76):0, 30:73(60), 0:101, 42:50, 61:4

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.