NBA:  Milwaukee poza play-off
fot. Wikimedia Commons/Keith Allison

NBA: Milwaukee poza play-off

  • Dodał: Igor Wasilewski
  • Data publikacji: 09.09.2020, 09:12

Milwaukee Bucks nie przeszli do historii i nie odrobili jako pierwsi straty 0:3 w playoffowej serii. W piątym meczu Miami Heat wykorzystali nieobecność czołowego zawodnika, nie tylko drużyny, ale i całej ligi i przypieczętowali swój awans do finału Konferencji Wschodniej. O takim obrocie spraw coraz realniej mogą myśleć też Lakersi, którzy pewnie rozprawili się z Rakietami 112:102.

 

Brak Giannisa Atetokounmpo nie przeszkadzał Bucks w wygraniu spotkania numer cztery, ale w kolejnym okazał się już decydujący. Bez greckiego lidera Kołów, który leczy kontuzje kostki, trudno było szukać w najlepszej drużynie sezonu zasadniczego na Wschodzie strzelca decydującego o losach meczu. Taką rolę przejął ostatnio Khris Middleton, lecz minionej nocy zakończył spotkanie z 23 oczkami, co było wynikiem przeciętnym, jak na punktowego lidera drużyny walczącej o finał konferencji.

 

Na zupełnie inną taktykę postawił Erik Spoelstra. Jego gracze doskonale dzielili się piłką i ciężarem zdobywania punktów. Dość powiedzieć, że najlepsi w drużynie Heat, Jimmy Butler oraz Goran Dragić, zebrali tylko po 17 oczek. Dwucyfrowe rezultaty zdobyli jednak również Crowder, Adebayo, Olynyk czy młody rzucający Herro, który mimo, że zaczynał na ławce, dostał prawie 37 minut na parkiecie.

 

Zdecydowanie lepiej w mecz weszli podopieczni Mike'a Budenholzera, ale w drugiej kwarcie Żary nie tylko odrobiły straty, ale osiągnęły też przewagę, którą kontrolowali do końca spotkania. Czwarte zwycięstwo z Milwaukee oznacza, że Heat, dosyć niespodziewanie, są pierwszą drużyną na etapie finału konferencji. Teraz czeka ich kilka dni przerwy, w oczekiwaniu na przeciwnika z pary Boston Celtcs - Toronto Raptors. Na razie 3:2 prowadzą bostończycy, ale nic w tej serii nie jest jeszcze przesądzone.

 

Milwaukee Bucks - Miami Heat 94:103 (28:19, 18:33, 19:21, 29:30)

Bucks: Middleton 23, DiVincenzo 17, Lopez 15, Matthews 11, Williams 11, Bledsoe 9, Connaughton 3, Korver 3, Hill 2

Heat: Butler 17, Dragić 17, Crowder 16, Herro 14, Adebayo 13, Olynyk 12, Iduodala 6, Nunn 6, Robinson 2

Stan serii: 1-4

 

 

 

 

Kolejny doskonały mecz w barwach Los Angeles Lakers zanotowali LeBron James oraz Anthony Davis. Ten pierwszy przewodził szturmowi ofensywnemu w pierwszej połowie, w którym rzucił 29 spośród 36 zdobytych w całym meczu punktów. Drugi zaś do 26 oczek dodał niesamowitą walkę pod koszem i 15 zbiórek. Było to zdecydowanie za dużo dla Rakiet, które jednak do końca trzeciej kwarty trzymały tempo spotkania.

 

W kluczowym momencie Jeziorowcy odjechali na 10 oczek przewagi i kontrolując sytuację na parkiecie, dowieźli do końca drugie zwycięstwo nad Houston w serii. Mike D'Antoni ponownie skorzystał z bardzo wąskiego składu, który możliwie, że znów będzie musiał zawęzić. A to za sprawą urazu Roberta Covingtona, który w końcówce, z twarzą okrytą krwią, musiał opuszczać parkiet po starciu z barkiem Davisa, na który pchnięty został przez Kyle'a Kuzmę.

 

Mimo wspaniałych występów Jamesa Hardena (33 punkty) i Russela Wesbrooka (30 punktów) ciężko szukać pozytywów w postawie Rakiet. Szkoleniowiec ekipy z Houston wyraźnie zatracił zaufanie do części drużyny, a losy serii pozostawił w rękach dwóch liderów. Ich wspaniałe występy zaburzyły jednak zespołowość i dzielenie się trójkami, z którego słynęli przecież w poprzednich tygodniach koszykarze z Teksasu.

 

Houston Rockets - Los Angeles Lakers 102:112 (33:32, 31:29, 18:21, 20:30)

Rockets: Harden 33, Westbrook 30, Green 16, Gordon 10, Covington 10, Tucker 3, Rivers 0, McLemore 3

Lakers: James 36, Davis 26, Rondo 21, Kuzma 14, Caldwell-Pope 6, Caruso 5, Green 2, Morris 2, McGee 0, Smith 0

Stan serii: 1-2