PlusLiga: pierwszy tie-break w Katowicach dla gospodarzy!
Foto: Wikipedia

PlusLiga: pierwszy tie-break w Katowicach dla gospodarzy!

  • Dodał: Agnieszka Nowak
  • Data publikacji: 21.09.2020, 23:31

Po niezwykle wyrównanym spotkaniu GKS Katowice pokonał we własnej hali tegorocznego beniaminka 3:2. Podopieczni Grzegorza Słabego odrobili straty z 0:2 i wygrali pierwsze 5-setowe spotkanie w tym sezonie.

 

Faworytami dzisiejszego starcia byli katowiczanie, którzy w poprzedniej kolejce w znakomitym stylu wygrali w Suwałkach. Tegoroczny beniaminek poniósł już jedną porażkę. Siatkarze z Nysy nie mieli jednak łatwego zadania. Swój debiutancki mecz rozgrywali bowiem z Grupą Azoty Zaksą Kędzierzyn-Koźle, która bez problemów wygrała z nysanami 3:0. W żadnym razie ekipa GKS-u nie mogła jednak zlekceważyć rywala.

 

Początek meczu należał do gospodarzy, którzy od pierwszego gwizdka przejęli inicjatywę. Bardzo dobrze w ataku spisywał się Jakub Jarosz. Zawodnicy z Nysy mieli problemy ze skończeniem ataku. Podopieczni Grzegorza Słabego pewnie wykorzystywali kontry, dzięki czemu odskoczyli na 8:6. Potężne zagrywki Zbigniewa Bartmana pomogły drużynie wyrównać na 10:10, ale natychmiast zrewanżował im się kapitan „Trójkolorowych". Nysanie i tym razem zdołali odrobić straty, a dzięki świetnej grze blokiem także wyjść na jednopunktowe prowadzenie – 17:16. Siatkarze GKS-u z czasem popełniali coraz więcej błędów własnych i zaczęli mieć problemy z przyjęciem. W efekcie to ekipa beniaminka rozstrzygnęła tą partię na swoją korzyść – 25:23.

 

Wyraźnie podbudowani zwycięstwem nysanie w drugiej partii grali znacznie pewniej. Zwiększyła się ich skuteczność pierwszej akcji i w dalszym ciągu straszyli rywali blokiem. W efekcie dość szybko odskoczyli na 3-punktową przewagę – 9:6. Siatkarze GKS-u w roli goniących wynik nie czuli się natomiast najlepiej. Choć kilkukrotnie udało im się złapać kontakt punktowy ze Stalą, przeciwnicy znów odskakiwali po błędach własnych drużyny z Katowic. Największa niemoc spotkała gospodarzy w samej końcówce. Wówczas stracili trzy punkty z rzędu – 19:22, a podopieczni Krzysztofa Stelmacha nie wypuścili przewagi z rąk. Ekipa beniaminka wygrała 25:20 i zwiększyła prowadzenie w moczu na 2:0 w setach.

 

Podrażnieni negatywnym wynikiem gospodarze rozpoczęli kolejną odsłonę z wysokiego „C". Dobra defensywa i wykorzystane okazje do kontrataku pozwoliły katowiczanom objąć najwyższą przewagę w meczu – 7:2. Podopieczni Grzegorza Słabego popełniali znacznie mniej błędów – rywale wręcz przeciwnie. Do tego doszły punktowe bloki, dzięki którym na półmetku katowiczanie prowadzili już 17:11. Wówczas przewaga GKS-u zaczęła gwałtownie topnieć. Przyjmujący mieli problemy z mocnymi zagrywkami Bartmana i dystans między zespołami zmniejszył się do zaledwie trzech „oczek" – 21:18. Goście zbyt późno wzięli się jednak za odrabianie strat i musieli uznać wyższość rywali 25:21.

 

W czwartej partii gra była wyrównana do połowy seta. Obie ekipy nie miały większych problemów ze skończeniem ataku i szukały dodatkowych punktów w polu zagrywki. Udało się to gospodarzom, którzy od stanu 10:10 zdobyli siedem „oczek" z rzędu przy zagrywce Kamila Kwasowskiego. Zaskoczeni rywale mieli problemy nie tylko z przyjęciem, ale i ze skonstruowaniem dokładnej akcji. GKS natomiast szedł za ciosem. Siatkarze ze Śląska do końca utrzymali koncentrację i wygrali 25:18, doprowadzając do tie-break'a.

 

W nim gra obu zespołów falowała. Początek należał do gości, którzy wrócili do dobrej gry i po wykorzystanych kontratakach odskoczyli na 2 punkty – 6:4. Podopieczni Grzegorza Słabego obudzili się w połowie seta. Dzięki mocnym i trudnym do przyjęcia zagrywkom odrobili straty i zmienili rywali na prowadzeniu. Ciężar gry wziął na siebie Jarosz, który bezbłędny był zarówno w polu serwisowym jak i na ataku. To właśnie kapitan „Trójkolorowych" zakończył spotkanie asem serwisowym – 15:12.

 

GKS Katowice – Stal Nysa 3:2 (23:25, 20:25, 25:21, 25:18, 15:12)

 

MVP: Jakub Jarosz