Premier League: remis w derbach Merseyside. Zdecydowały centymetry
Terry Kearney/Flickr

Premier League: remis w derbach Merseyside. Zdecydowały centymetry

  • Dodał: Radosław Kępys
  • Data publikacji: 17.10.2020, 15:35

Naprawdę dobry mecz na Goodison Park. To były derby Merseyside na miarę legendy i wymiaru gatunkowego, z jakim za każdym razem oba zespoły się mierzą. Everton zremisował z Liverpoolem 2:2 w spotkaniu 5. kolejki Premier League.

 

Sobota miała być naprawdę interesującym dniem dla piłkarskich kibiców z powodu wielu hitowych starć w kilku europejskich ligach. Jednym z nich bez wątpienia były derby Merseyside, czyli starcie obecnego lidera rozgrywek – Evertonu i mistrza Anglii – Liverpoolu FC. Podopieczni Roberto Manciniego sezon zaczęli kapitalnie – od zwycięstw z Tottenhamem, West Bromem, Crystal Palace i Brighton, tymczasem Liverpool tuż przed przerwą reprezentacyjną po trzech zwycięstwach z rzędu skompromitował się na boisku Aston Villi, przegrywając aż 2:7. Z jednej strony, w ekipie „The Reds” była wielka mobilizacja, by zmazać plamę, z kolei u rywali chęć podtrzymania fantastycznej passy, a to razem zwiastowało wielkie emocje.

 

Mecz zaczął się od mocnego uderzenia. Nie minęły jeszcze trzy minuty, a mistrz Anglii już objął prowadzenie w tym meczu. Zespołowa akcja składająca się z kilkunastu podań, wejście lewą stroną w pole karne Andrew Robertsona, dogranie do lepiej ustawionego tuż przed bramką Sadio Mane i Senegalczyk strzałem pod poprzeczkę nie dał najmniejszych szans Jordanowi Pickfordowi. Wymarzony scenariusz dla Liverpoolu, który w dalszej części meczu mógł grać bardzo komfortowo i skupić się na tym, by utrzymać, a może nawet podwyższyć prowadzenie. Kilka minut później sytuacja „The Reds” odrobinę się skomplikowała, w wyniku kontuzji z boiska musiał wejść Virgil van Dijk, którego zmienił Joe Gomez.

 

Im dalej w mecz, tym Everton radził sobie lepiej. Mimo niekorzystnego wyniku, gospodarze coraz częściej przechodzili na pole karne gości i próbowali tworzyć okazje do zdobycia bramki. Jedna z nich zakończyła się powodzeniem. Po jednym ze strzałów obronionych przez Adriana, Everton wywalczył rzut rożny. Znakomicie w pole karne z tego stałego fragmentu gry dośrodkował James Rodriguez, a w polu karnym najwyżej wyskoczył Michael Keane i oddał precyzyjny strzał głową. Bramkarz gości miał jeszcze piłkę na rękach, ale była ona nie do obrony. Everton doprowadził do remisu i wszystko zaczynało się od nowa.

W dalszej części pierwszej połowy Liverpool przeważał. Kilka akcji według schematu dogrania ze skrzydła Andrew Robertsona i możliwość wykończenia przez Sadio Mane lub Mohameda Salaha – to wszystko tworzyło spore zagrożenie. Z drugiej strony, Everton też nie czekał w blokach, choć tych wypadów było znacznie mniej i nie powodowały one takiego zagrożenia, jak po drugiej stronie boiska. Tak, czy inaczej, do przerwy na tablicy wyników widniał bramkowy remis 1:1.

Drugą część gry lepiej rozpoczął Everton. Widać było, ze Carlo Ancelotti zmotywował swoją drużynę i twardo postawiła się ona Liverpoolowi od początku wznowienia gry. Jedną znakomitą okazję mógł mieć Dominic Calvert-Lewin, ale nie udało mu się wykończyć akcji kolegów, chwilę później po znakomitej asyście strzałem głową piłkę na słupku zatrzymał Richarlison. Widać było, że Evertonowi do szczęścia brakuje bardzo niewiele.

 

Kolejny cios zadali jednak „The Reds”. Po dośrodkowaniu jednego z piłkarzy Liverpoolu, bardzo niedokładnie piłkę ze swojego pola karnego próbował wybić Yerry Mina. Piłka wylądowała na nodze Mohameda Salaha, a ten dokładnym płaskim strzałem posłał piłkę obok prawego słupka bramki Jordana Pickforda. Dla Egipcjanina była to bramka numer 100. w barwach Liverpoolu oraz szósty gol w tym sezonie. Mistrz Anglii znowu był górą i miał zamiar utrzymać ten wynik.

To się jednak nie udało. Mimo przewagi Liverpoolu po zdobytej bramce, w końcu Everton wyprowadził niezwykle groźny kontratak, szybko przeniósł piłkę na lewe skrzydło i po dośrodkowaniu Lucasa Digne’a, bardzo wysoko w górę wyskoczył mający w tym sezonie wyborną formę Dominic Calvert-Lewin. Jego precyzyjny strzał okazał się nie do obron dla Adriana. Po raz drugi w tym meczu piłkarze Evertonu doszli do rywali i z powrotem włączyli się do walki o pełną pulę.

 

Większą szansę na jej zgarnięcie miał jednak Liverpool, szczególnie po tym, jak tuż przed upływem regulaminowego czasu gry za brutalny faul na jednym z rywali czerwoną kartkę obejrzał Richarlison. Już w doliczonym czasie gry „The Reds” faktycznie wyprowadzili decydujący cios, gdy po dośrodkowaniu Sadio Mane, w polu karnym znalazł się Jordan Henderson i uderzył w taki sposób, ze Pickford nie zdołał obronić tego strzału. Problem w tym, że po głębokiej i rozległej analizie zapisu VAR wyszło, że gdy Sadio Mane dostawał podanie od jednego z kolegów, był na minimalnym spalonym, w efekcie czego gol nie został uznany. Problem w tym, że na tej analizie spalonego widzieli chyba tylko ludzie badający tę sytuację, bo cała reszta orzekła, że spalonego na pewno nie było.

 

Z przebiegu meczu remis był dość sprawiedliwym wynikiem. Oba zespoły stworzyły sobie niezłe okazje, żadna z ekip nie zmiażdżyła rywala. To był naprawdę dobry mecz na Goodison Park, choć o ostatecznym wyniku zdecydował błąd ludzki, który w Premier League zdarza się bardzo często.

 

Everton - Liverpool FC 2:2 (1:1)

 

Bramki: 19. M. Keane, 81. Calvert-Lewin – 3. Mané, 72. M. Salah

Kartki:   45. James Rodríguez (EVE), 69. A. Gomes (EVE) – 67. Mané (LIV), 84. Fabinho (LIV)   90. Richarlison (EVE)


Everton F.C.: Pickford – Coleman (C) (31. Godfrey), Y. Mina, M. Keane, Digne – Doucouré (78. Iwobi), Allan, A. Gomes (72. Sigurdsson) – James Rodríguez, Calvert-Lewin, Richarlison.

Liverpool F.C.: Adrián – Alexander-Arnold, Matip, V. van Dijk (11. Joe Gomez), Robertson – J. Henderson (C), Fabinho (90+1. Wijnaldum), Alcántara – M. Salah, Firmino (78. Diogo Jota), Mané.

Radosław Kępys

Mam 27 lat. W październiku 2017 roku uzyskałem dyplom magistra Politologii na Wydziale Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Wcześniej od 2015 roku pisałem dla igrzyska24.pl. Odpowiedzialny za biathlon, kajakarstwo, pływanie, siatkówkę i siatkówkę plażową, ale w tym czasie pisałem informacje z bardzo wielu sportów - od lekkiej atletyki po narciarstwo alpejskie. Sport to moja pasja od najmłodszych lat i na zawsze taką pozostanie. Poza nim uwielbiam dobrą literaturę, dobrą muzykę i dobre jedzenie. Interesuje się też historią najnowszą i polityką.