EBL: Toruń goni czołówkę po fatalnym początku sezonu
fot. Rose/Polski Cukier Toruń

EBL: Toruń goni czołówkę po fatalnym początku sezonu

  • Dodał: Igor Wasilewski
  • Data publikacji: 18.10.2020, 21:24

Polski Cukier Toruń wygrał z Anwilem Włocławek 94:85 i po fatalnym początku sezonu, osiągnął trzecie z rzędu ligowe zwycięstwo. W innych niedzielnych spotkaniach Energa Basket Ligi, ostrowska Stal pokonała u siebie GTK Gliwice, a lubelska Pszczółka, mimo słabego początku, zwyciężyła z Kingiem Wilki Morskie Szczecin.

 

Znakomita kwarta w wykonaniu Anwilu rozpoczęła spotkanie, które jeszcze w poprzednim sezonie mogło uchodzić za hit. W aktualnych rozgrywkach zarówno drużyna Marcina Woźniaka, jak i Jarosława Zawadki nie należą jednak do ścisłej czołówki ligi. Oba zespoły próbują znaleźć rytm wygrywania, z którym tak duże problemy miały podczas pierwszych tygodni grania w sezonie 2020/21. W premierowej odsłonie spotkania bliżej takiego rytmu byli przyjezdni. Do trzech trójek Waleriego Lichodieja, po dwie dołożyli Booker i Mielczarek, a Anwil mógł cieszyć się z ośmiopunktowego prowadzenia.

 

Wszystkie straty zostały odrobione jeszcze przed regulaminową przerwą. Polski Cukier zwiększył swoją skuteczność gry, a to dało efekt w wyniku na tablicy świetlnej. Jednocześnie cały czas w grze był Anwil, w którym najlepiej punktującym zawodnikiem był Ivica Radić. Chorwacki center mimo godnych przeciwników po drugiej stronie dał radę zdobyć aż 12 oczek. Taki sam stan konta strzeleckiego miał podkoszowy z Torunia - Damian Kulig dowodzący ofensywą gospodarzy.

 

Podczas trzeciej odsłony żadna z drużyn nie mogła wyjść na prowadzenie wyższe niż pięć punktów. Po dwóch dobrych akcjach Anwilu, zaraz trzy skuteczne zagrania prezentowali torunianie, po raz kolejny doprowadzając do remisu. Sytuacja zmieniła się dopiero w ostatniej minucie, kiedy torunianie, po wybronieniu kilku ataków i równym z syreną rzucie Jacksona, zdobyli bezpieczne dziewięć punktów zapasu. Zapasu, którego nie oddali już do końcowej syreny, mimo że Radić i spółka doszli Polski Cukier na zaledwie cztery oczka. Ostatecznie, zawodnicy trenera Zawadki domknęli spotkanie przy wyniku 94:85, zapisując na swoje konto trzecie zwycięstwo z rzędu (bilans: 3-5).

 

Polski Cukier Toruń - Anwil Włocławek 94:85 (21:29, 27:19, 26:17, 20:20)

Polski Cukier: Jackson 20, Kulig 19, Trotter 15, Cel 14, Diduszko 12, Bragg Jr. 9, Woods 4, Wieluński 0, Samsonowicz 0 ,Perka 0

Anwil: Radić 26, Booker 14, Lichodiej 12, Green 9, Almeida 6, Mielczarek 6, Moore 5, Bogucki 4, Sulima 3, Tomaszewski 0

 

 

Dosyć zaskakująco, bo od dominacji szczecinian, zaczęło się spotkanie lubelskiej Pszczółki z Wilkami Morskimi. Mateusz Zębski i spółka powitali halę Globus w Lublinie znakomitym fragmentem gry, wychodząc na 10-punktowe prowadzenie. Trener Dedek zareagował, wymieniając po kilku minutach niemal cały skład, ale zmiennikom prawie całą drugą kwartę zajęło dochodzenie do szczecinian. Kilka bardzo efektownych akcji zaprezentował Joshua Sharma, który pakował piłkę do kosza rywali w taki sposób, że ręce same składały się do oklasków. Zawodnicy nie ustrzegli się jednak błędów. Tylko do przerwy oba zespoły zanotowały łącznie 23 straty, a arbitrzy 25-krotnie dopatrywali się na parkiecie przewinień.

 

Na początku drugiej połowy to gospodarze wyszli na kilkupunktowe prowadzenie. Medford i Sharma punktujący najczęściej w Starcie szybko zmienieni zostali jednak z powodu fauli, a Szczecin wciąż był w grze. Głównie za sprawą polskich liderów Kinga - Mateusza Zębskiego i Jakuba Schenka podopieczni Łukasza Bieli wciąż mogli liczyć na pokonanie faworyta z Lublina. W końcówce Schenk i Fakuade zostali wyeliminowani z gry przez nadmiar fauli, czym znacząco osłabili swoją drużynę. Ekipa taka jak Start, musiała wykorzystać taką sytuację i ostatecznie przypieczętowała swoją siódmą wygraną w sezonie, dzięki której wyjdzie na prowadzenie w lidze. Mimo porażki, wciąż wysoko w tabeli będzie też King, który z bilansem 6-3 plasuje się na czwartej pozycji.

 

Pszczółka Start Lublin - King Wilki Morskie Szczecin (17:24, 28:18, 16:14, 

Start: Sharma 18, Laksa 16, Dorsey-Walker 14, Medford Jr 13, Moore 12, Borowski 7, Łączyński 5, Dziemba 0, Szymański 0, Jeszke 0, Pelczar 0

King: Zębski 19, Schenk 15, Davis 12, Melvin 11, Fakude 8, Wilczek 7, Łapeta 2, Kobel 1, Bartosz 0, Bussey 0

 

 

Pierwsze z niedzielnych spotkań Energa Basket Ligi rozegrano w Ostrowie Wielkopolskim. Arged BMSlam Stal ostatnio musiała się mierzyć z koronawirusem, ale na szczęście dzisiaj mogła rozegrać starcie z GTK Gliwice. Dość niespodziewanie mecz był bardzo jednostronny. Goście z Gliwic zagrali bardzo słabo. W ataku byli nieskuteczni, a co gorsza ich obrona funkcjonowała dużo gorzej niż w poprzednich spotkaniach. Stal już po prawie pięciu minutach prowadziła 11:2. Jeszcze w pierwszej kwarcie GTK zmniejszyło różnicę nawet do punktu. Jednak był to tylko chwilowy fragment lepszej gry podopiecznych Matthiasa Zollnera. Gospodarze zbudowali dwucyfrową przewagę, którą potem powiększyli do ponad 20 punktów. Ostatecznie Stal triumfowała 83:61. Najskuteczniejszym zawodnikiem był Jakub Garbacz. Zdobył on 21 punktów, trafiając 5 rzutów za trzy punkty.

Arged BMSlam Stal Ostrów Wielkopolski - GTK Gliwice 83:61 (18:15, 22:13, 24:18, 19:15)

Stal: Garbacz 21, Florence 19, Smith 15, Green 13, King 6, Sobin 5, Ryżek 2, Dymała 2, Pławucki 0, Nawrot 0

GTK: Henderson Jr. 18, Varnado 11, Rhett 9, Perkins 7, Gołębiowski 7, Szymański 4, Szlachetka 3, Majewski 2, Ł. Diduszko 0