Dla swojego mistrza zagrali w golfa

Dla swojego mistrza zagrali w golfa

  • Dodał: Dawid Lis
  • Data publikacji: 07.05.2018, 08:41

W sobotę w Gorzowie Wielkopolskim odbył się golfowy turniej charytatywny, który rozgrywany był pod nazwą "Gramy dla Mistrza Tomasza Golloba". Za kije złapali m.in. Chris HolderMateusz Ligocki. Całość odbyła się na polu golfowym "Zawarcie".

 

Tomasz Gollob uległ wypadkowi na motocrossie 23 kwietnia 2017 roku, na skutek którego doznał urazu rdzenia kręgowego i walczy obecnie o powrót do jak największej sprawności. Mistrz świata na żużlu z 2010 roku był już leczyć się w Chinach, a obecnie przebywa w szpitalu w Bydgoszczy. Całe leczenie żużlowego mistrza jest jednak bardzo kosztowne, co powoduje, że często organizowane są różnego rodzaju imprezy charytatywne, które mają pomóc w uzbieraniu pieniędzy na walkę do sprawności i w miarę normalnego życia dla Golloba. Kolejna taka impreza odbyła się w sobotę w Gorzowie Wielkopolskim.

 

Sobotnie granie rozpoczęło się od głośnego okrzyku "Gramy dla mistrza!" i później uczestnicy turnieju ruszyli już z kijami w kierunku dołków. Wśród zawodników byli m.in. Chris Holder i Bosse Wirebrand, którzy są znani w środowisku żużlowym oraz Mateusz Ligocki, czterokrotny uczestnik zimowych igrzysk olimpijskich. - Wyjątkowe wydarzenie, bo to turniej charytatywny dla Tomka Golloba, który nie jest mi obcą osobą. Przede wszystkim to wielki sportowiec. Nie mogło mnie tutaj zabraknąć. Wysłałem wczoraj zapytanie czy znajdzie się jeszcze dla mnie miejsce i się udało. Cieszę się, że mogę tutaj być - mówił snowboardzista.

 

Później na polu golfowym pojawiali się kolejni żużlowcy: Bartosz Zmarzlik, Piotr Protasiewicz, Artiom Łaguta. Oni jednak zaczęli od akademii golfa, a później na małym polu rozgrywali mini turniej wraz z Tomaszem Gaszyńskim, menedżerem Golloba. Obecny był także Jason Doyle, ale aktualny mistrz świata towarzyszył swojemu rodakowi - Holderowi, w turnieju głównym. Wszystko odbywało się przy pięknej, słonecznie pogodzie, dzięki czemu zawodnicy mogli cieszyć się dobrą atmosferą i grą. - Golf nie jest najpopularniejszym sportem wśród żużlowców. Wielu zawodników chciało brać udział ze względu na Tomka i bardzo szczytny cel. Natomiast tylko Chris deklarował chęć zagrania, ponieważ posiada on te umiejętności - przyznał Gaszyński.

 

- W październiku zeszłego roku spotkaliśmy się w trójkę z Tomkiem Gollobem i Tomkiem Gaszyńskim i doszliśmy do wniosku, że fajnie by było coś zorganizować. Od 10 lat gram w golfa, Tomków zaraziłem tym sportem, więc stwierdziliśmy, że organizujemy turniej. Przygotowanie takich zawodów trochę trwało - wspominał Tomasz Utrata, pomysłodawca turnieju. - Chcielibyśmy uzbierać jak najwięcej. Najważniejszy jest cel. Chcemy, żeby Tomek wiedział, że jesteśmy z nim i wspieramy go duchowo, a przy okazji robimy licytacje, żeby wspomóc rehabilitację Tomka. Mam nadzieję, że jeszcze zagramy razem z Tomkiem w golfa - dodał.

 

Z golfowego treningu zadowolony był Piotr Protasiewicz. - Nigdy wcześniej nie miałem przyjemności grać w golfa. Pod Zieloną Górą powstało piękne pole, tutaj w Gorzowie również jest piękne. I to jest położone niedaleko stadionu. Jestem trochę w szoku, bo nie wiedziałem, że tak blisko pola golfowego jest stadion żużlowy - mówił zawodnik Falubazu. - Jest to jakaś forma nowego wyzwania. Na razie jesteśmy na etapie pierwszych kroków - dodał. - Nie jestem tu po to, żeby wpychać się na portale społecznościowe, czy przed kamery. Zrobiłem to, bo uważałem, że to oczywista oczywistość. Zostałem zaproszony i się zameldowałem - stwierdził Protasiewicz.

 

Wszyscy bawili się dobrze, ale pamiętali też o tym jaki jest cel tej imprezy. - Wystarczył telefon od Tomka Gaszyńskiego i oczywiście zgodziłem się na przyjazd. Bardzo fajna atmosfera. Zagraliśmy w golfa dla Tomka Golloba, fajnie coś takiego dla niego zrobić - mówił Artiom Łaguta. - Cel jest szczytny. Widać, że Tomek wypracował wielki szacunek i miłość innych osób, które teraz pomagają mu w trudnych chwilach. Jestem szczęśliwy, że mogłem pracować z takim człowiekiem przez tyle lat - dodał Tomasz Gaszyński.

 

Trzy najlepsze drużyny otrzymały puchary, które w swojej karierze wywalczył Tomasz Gollob, m.in. za zwycięstwo w finale MPPK w 1996 roku w Gnieźnie. Każdy uczestnik utrzymał także pamiątkową statuetkę z autografem mistrza. Były także nagrody indywidualne ufundowane przez firmę Mercedes-Benz Garcarek, a były to m.in. udział w rajdzie Garcarek Dream Cars i wyjazd do fabryki AMG w Affalterbach.

 

Po ceremonii wręczenia nagród odbyły się jeszcze licytacje gadżetów Tomasza Golloba. Był to chociażby motocykl z 2009 roku, na którym Gollob wywalczył wicemistrzostwo świata. Ten sprzęt ostatecznie został wylicytowany za 50.000 zł. przez Jana Garcarka. - Dziękuję państwu za tak sympatyczną licytację. Robimy to z wielkiego serca dla człowieka, który zasłużył sobie na to. Jesteście państwo niesamowici. Miejmy nadzieję, że jeszcze nie jedną taką imprezę charytatywną zrobimy - przyznał zwycięzca.

 

Chwilę później ponownie do gry wszedł Jan Garcarek, ale tym razem poprzez telefon łączył się ze swoim znajomym, który włączył się do licytacji kasku Tomasza Golloba z 2011 roku. Ostatecznie też przedmiot został wylicotowany za 30.000 zł. Mateusz Ligocki, który rywalizował w golfowym turnieju, z Gorzowa Wlkp. wrócił z wylicytowanym plastronem Tomasza Golloba. - Nie wyjeżdżam z pustymi rękoma, bo udało mi się wylicytować plastron, w którym Tomek Gollob zdobył mistrzostwo świata - mówił Ligocki.

 

To była już kolejna charytatywna inicjatywa na rzecz Tomasza Golloba i pewnie nie ostatnia. - Uważam turniej za udany. Dla mnie liczył się cel tego turnieju i uważam, że takie inicjatywy są bardzo ważne. Każdą formę pomcy dla Tomka uważam za udaną i pomocną w dalszej rehabilitacji Tomka - podsumował Tomasz Gaszyński. - Bardzo charytatywny cel, bardzo wysoki poziom turnieju, bardzo dobra frekwencja ludzi, którzy są bliscy sercu Tomasza Golloba. To najważniejsza rzecz. Zawsze przyjaciół i ludzi oddanych poznaje się wtedy, kiedy jest problem. Kiedy wszystko się wygrywa, to wszyscy klepią po plecach i biją brawo. Los wytyczył inną drogę i trzeba ją dźwigać. Żeby ją dźwigać, to nigdy pan Tomasz nie może pozostać sam - przyznał Jan Garcarek.