EBL: bez zaskoczeń w ostatnich meczach w 2020 roku
fot. PLK/Ryszard Wszołek/Enea Astoria

EBL: bez zaskoczeń w ostatnich meczach w 2020 roku

  • Dodał: Piotr Janczarczyk
  • Data publikacji: 30.12.2020, 22:00

Ostatni dzień rozgrywek Energa Basket Ligi w 2020 roku dostarczył nam trzy spotkania. W równolegle rozgrywanych meczach Start Lublin pokonał na wyjeździe Polpharmę, a HydroTruck przegrał u siebie ze Stalą. W derbach Trójmiasta triumfował Trefl.

 

Na tym etapie sezonu, te drużyny walczą już o różne cele. Polpharma po zmianie trenera na Roberta Skibniewskiego zyskała drugą młodość i (skutecznie!) walczy o utrzymanie. Zespół Davida Dedka wciąż dąży do zdobycia możliwie najwyższego miejsca w tabeli końcowej, które finalnie ma przynieść ze sobą mistrzostwo Polski. Drużyna z Pomorza mimo ostatniego miejsca w tabeli nie była bez szans w tym spotkaniu, ponieważ niejednokrotnie w tym sezonie pokonywała faworyzowane drużyny.

 

Polpharma rozpoczęła w składzie: Washington, Furstinger, Kowalczyk, Haney, Allen; zaś Pszczółka Start: Franke, Łączyński, Borowski, Szymański, Laksa. Niespodziewanie dobrze w mecz wszedł Roman Szymański, który zdobył 4 punkty i 1 blok już w pierwszej minucie. Goście skutecznie wykorzystywali swoją przewagę wzrostu i chwilę później prowadzili już 10:2. Podopieczni trenera Roberta Skibniewskiego chętnie stawiali pick and rolle, lecz nie robiły one większego wrażenia na zawodnika Pszczółki Start. Ponadto, gospodarze zaliczali wiele strat, czym dawali lublinianom liczne okazje do kontry. Polpharma nieco odrobiła stratę po celnych rzutach Allena, Kowalczyka i Surmacza. Pierwszy fragment gry zakończył się wynikiem 24:19 dla gości. Druga część gry uwydatniła problemy Polpharmy ze zbiórkami, a także z trafianiem z czystych pozycji. Co więcej, James Washington otrzymał faul techniczny, choć w opinii wielu osób jego pretensje wobec sędziego były uzasadnione, ponieważ Martins Laksa zagrał piłkę nogą. Siłę podkoszową Polpharmy stanowił Peter Olisemeka, który wniósł dużo energii do gry gospodarzy w drugiej kwarcie. Wciąż bardzo dobrze prezentował się Roman Szymański, który na co dzień nie jest uznawany za lidera Pszczółki Start. Obie drużyny popełniały wiele strat, lecz wciąż były bardzo skuteczne w ofensywie. Po pierwszej połowie meczu Polpharma - Pszczółka Start, tablica wyników wskazywała wynik 49:38 na korzyść gości.

 

Drugą część gry zainicjował Trevon Allen, czyli lider Polpharmy Starogard Gdański. Yannick Franke oddawał zdecydowanie mniej rzutów, co być może było efektem kilku cierpkich słów od trenera Davida Dedka. W rzutach z dystansu skuteczni byli Kacper Borowski i Joe Furstinger. Po raz czwarty w tym meczu faulował Kamil Łączyński, a tym samym znacznie osłabił swoją drużynę na czas trzeciej odsłony meczu. W następnej akcji na ławkę rezerwowych zszedł również Joe Furstinger, który także popełnił czwarte przewinienie. Po celnej trójce Franke'go trener gospodarzy poprosił o przerwę na żądanie. Jednakże już w pierwszej akcji po wyjściu zawodników na parkiet, lublinianie byli skuteczni w obronie, a James Washington musiał oddawać rzut z dystansu pod presją ewentualnego błędu 24 sekund. Kociewskie Diabły długo nie cieszyły się z celnej trójki Trevona Allena, ponieważ chwilę później Greg Surmacz sfaulował Martinsa Laksę podczas akcji 3+1. Tym samym, przez całą trzecią kwartę Pszczółka Start utrzymywała bezpieczne prowadzenie. Świetnie spisywał się Kacper Borowski, który potwierdzał swoją dobrą dyspozycję w tym meczu. Po 30 minutach gry, zawodnicy z Lublina prowadzili 74:59. W czwartej kwarcie kolejne punkty zdobył Mateusz Dziemba, dla którego był to już drugi z rzędu mecz, w którym jego obecność na boisku była bardzo znacząca. Reprezentant Polski - Kamil Łączyński - trafił trójkę równo z syreną i powiększył prowadzenie swojej drużyny. Polpharma próbowała jeszcze zbliżyć się do rywali poprzez celne rzuty Haney'a i Kowalczyka, lecz Pszczółka Start momentalnie odpowiadała na lepszą grę rywali. W swoich atakach nieugięty pozostawał Trevon Allen, który swoją grą zbliżył Kociewskie Diabły nawet na 4 punkty różnicy. Jednak lublinianie po kilku skutecznych akcjach ponownie wrócili do 10-punktowego prowadzenia. Zawodnicy Polpharmy mieli jeszcze swoją okazję w końcówce spotkania, lecz nie udało im się sprawić niespodzianki. Gospodarze zawzięcie walczyli przez cały mecz, lecz z powodu wielu strat i bezsilności w zbieraniu piłek nie byli w stanie wygrać tego meczu. Pszczółka Start Lublin pokonała Polpharmę Starogard Gdański 100 do 91. Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Trevon Allen (24 pkt., 5 zb., 4 as.), zaś wśród gości był to Kacper Borowski (22 pkt., 11 zb.).

 

Polpharma Starogard Gdański - Pszczółka Start Lublin 91:100 (19:24, 19:25, 21:25, 32:26)

 

Polpharma: Allen 24, Olisemeka 18, Kowalczyk 13, Haney 12, Surmacz 11, Washington 7, Furstinger 5, Walda 1.

 

Pszczółka Start: Borowski 22, Dziemba 18, Laksa 15, Szymański 13, Jeszke 11, Łączyński 10, Franke 6, Dorsey-Walker 5, Pelczar 0.

Po 18 rozegranych meczach obie drużyny w tabeli dzieli 10 pozycji. Ostrów Wielkopolski zajmuje 5. pozycję, natomiast drużyna z Radomia plasuje się na 15. miejscu. Faworytem spotkania wydawała się drużyna z Wielkopolski, która przystępuje do tego meczu po trzech zwycięstwach z rzędu. Z kolei podopieczni Roberta Witki przegrali trzy z ostatnich pięciu meczów.

 

Początkowe minuty pierwszej kwarty były wyrównane. W drużynie gospodarzy dobrą grą imponował Jabarie Hinds. Ostrów trzymał wynik za sprawą dobrze wyglądającej gry zespołowej. Po pięciu minutach zaczęła malować się przewaga gości, głównie dzięki widowiskowym akcjom Chrisa Smitha. Ostatecznie podopieczni trenera Majewskiego zakończyli pierwszą kwartę z przewagą 10 punktów. Prowadzenie Ostrowa wynikało głównie ze słabej skuteczności drużyny HydroTrucka, która trafiła zaledwie 7 rzutów z gry. Druga kwarta rozpoczęła się od festiwalu niecelnych rzutów z obu stron. Trójka nie siedziała zarówno gospodarzom, jak i gościom. Na 5 minut do końca pierwszej połowy drużyna Stali zaczęła ostrzej grać w obronie, co zaowocowało łatwymi punktami w ataku. Dodatkowo w grze defensywnej gospodarzy pojawiły się proste błędy i 10. punktowa strata. W końcowych trzech minutach drugiej kwarty wynik dla HydroTrucka podgonił Jabarie Hinds, który po pierwszej połowie na swoim koncie miał 13. punktów. W drużynie Stali: Green, Lindbom oraz Smith zdobyli po 8 punktów. Gospodarze schodzili do szatni, przegrywając 33:40. 

 

Druga połowa na początku zapowiadała się na wyrównaną. Jednak po kilku niecelnych akcjach, gościom zaczęły wpadać rzuty za trzy. Obrona Radomia znowu popełniała proste błędy, które wykorzystywali Smith oraz Green, trafiając rzuty po faulach obrońców przeciwnika. W trzeciej kwarcie podopieczni Milicicia prezentowali bardzo dobrą defensywę. Natomiast drużyna z Radomia popełniła dużą ilość bezsensowych fauli. Na 3 minuty przed końcem kwarty HydroTruck próbował zniwelować straty, wynoszące około 10. punktów, jednak goście na każdą udaną akcję odpowiadali celnym rzutem za trzy. Ich skuteczność w tym elemencie gry w trzeciej kwarcie wyniosła 66 procent. Ostatnią część gry Stal znowu rozpoczęła od celnych trafień za trzy, co przyniosło 15. punktów przewagi. Najlepszym graczem ataku drużyny z Ostrowa Wielkopolskiego okazał się Chris Smith, który zapisał na swoim koncie 17 punktów, 3 zbiórki i 4 asysty. Ostatnie minuty meczu obfitowały w liczne faule obu ekip i częstymi wizytami na linii rzutów osobistych. HydroTruck Radom przegrał z Stalą Ostrów Wielkopolski 73:83. Goście wygrali dzięki 12 trafionym rzutom za trzy oraz przewadze w zbiórkach ofensywnych 17:10.

 

HydroTruck Radom - Stal Ostrów Wielkopolski 73:83 (16:26, 17:14, 17:19, 23:24).

 

HydroTruck: Stumbris 20, Hinds 19, Prahl 10, Zalewski 10, Piechowicz 6, Ostojic 4, Lewandowski 1.

 

Ostrów Wielkopolski: Smith 17, Green 16, Lindbom 16, Garbacz 13, Mokros 9, Sobin 5, Moore 3, Ryzek 2.

W ostatnim spotkaniu środowego wieczoru drużyna Trefla Sopot odbyła „podróż” do Gdyni, żeby w meczu derbowym zmierzyć się z Asseco Arką. Gdynianie ostatniego okresu nie mogli zaliczyć do udanych - 3 kolejne porażki, w tym dwie różnicą ponad 30(!) punktów sprawiły, że spadli na 13. miejsce w tabeli. Dodatkowo do końca sezonu poza grą pozostanie Przemysław Żołnierewicz, najlepszy strzelec gospodarzy, który dwie kolejki wcześniej zerwał więzadło krzyżowe w lewym kolanie. Z kolei gościom zależało na zrewanżowaniu się za wrześniową przegraną w Sopocie i powrót do czołowej ósemki ligi, dającej awans do zagrywek play-off.

 

Sopocianie właśnie z takim nastawieniem rozpoczęli mecz, od samego początku bardzo agresywnie wychodząc w obronie. Często atakowali zawodnika z piłką nawet 10 metrów od obręczy, co skutkowało stratami, a także niecelnymi rzutami podopiecznych Przemysława Frasunkiewicza. Dzięki temu goście bardzo szybko objęli kilkupunktowe prowadzenie, a na koniec kwarty prowadzili 23:15. Kolejna odsłona rozpoczęła się od serialu punktowego Trefla 10:1, przewaga urosła do 17 punktów i o przerwę na żądanie musiał prosić szkoleniowiec Arki. Niestety dla gospodarzy, nie przyniosła ona oczekiwanego skutku - Gdynianie dalej nie potrafili sforsować obrony rywala, samemu ciągle zmieniając ustawienia defensywne, które przeciwko Treflowi pozostawały nieskuteczne. W efekcie na przerwę obie drużyny schodziły, przy prowadzeniu gości 51:29. Warto również zaznaczyć ogromną różnicę w zebranych piłkach (23:10 na korzyść Trefla), wynikającą jednak ze słabszej skuteczności rzutowej gospodarzy.

 

Po przerwie można by rzec, że spotkanie przebiegało takim samym rytmem - goście prezentowali świetną formę rzutową i bez problemu powiększali swoją przewagę. W połowie kwarty różnica osiągnęła najwyższe w meczu 36 punktów - między innymi za sprawą świetnie spisującego się Paliukenasa, który w zaledwie kilka minut zdobył 8 punktów dla Trefla. Dopiero wtedy zawodnicy Asseco Arki przebudzili się, zagrali kilka skutecznych akcji, a strata na koniec kwarty stopniała do 25 punktów. Na czwartą odsłonę trener gdynian wywiesił białą flagę i wpuścił na boisko kilku młodych zawodników, na co Marcin Stefański odpowiedział również wystawiając rezerwowych - skutkiem tego w ostatnich 10 minutach spotkania nie mieliśmy już żadnych emocji. Trefl wygrał kwartę 24:20 i udanie zrewanżował się za porażkę sprzed kilku miesięcy w Sopocie.

 

Asseco Arka Gdynia - Trefl Sopot 71:100 (15:23, 14:28, 22:25, 20:24)

 

Asseco Arka: Szubarga 14, Kołodziej 11, Dylewicz 10, Hrycaniuk 8, Wadowski 7, Wołoszyn 7, Walkowiak 5, Malczyk 3, Kowalczyk 2, Kobel 2, Pluta 1, Kaszowski 1

 

Trefl: Moten 15, Omot 13, Gruszecki 13, Leończyk 12, Olejniczak 11, Paliukenas 10, Ł. Kolenda 9, M. Kolenda 9, Haws 4, Kowalenko 3, Rompa 1, Ziółkowski 0

 

Przygotowali: Piotr Janczarczyk, Nikodem Łukasik i Marcin Weiss

Piotr Janczarczyk – Poinformowani.pl

Piotr Janczarczyk

Jestem entuzjastą koszykówki i MMA. Nazywam siebie melomanem i przedstawicielem jednoosobowej subkultury. Koncertowy tłum to moje naturalne środowisko.