EBL: dwie dogrywki w Warszawie, derby Pomorza Zachodniego dla Kinga Szczecin
fot. Tomasz Browarczyk/Stelmet Enea

EBL: dwie dogrywki w Warszawie, derby Pomorza Zachodniego dla Kinga Szczecin

  • Dodał: Kasper Zaręba
  • Data publikacji: 01.01.2021, 19:40

Po emocjonującej końcówce spotkania i dwóch dogrywkach Legia Warszawa przegrała u siebie z mistrzem Polskim Zastalem Enea BC Zielona Góra. Mistrz Polski wygrał 85:78. W Nowy Rok koszykarscy kibice otrzymali też od EBL prezent w postaci derbów Pomorza Zachodniego. King Wilki Morskie Szczecin w roli gospodarza podejmował w hali w Stargardzie (hala w Szczecinie obecnie stanowi szpital polowy, więc szczecinianie rozgrywają swoje mecze w hali OSiR Stargard - przyp. red.) zespół trenera Macieja Raczyńskiego.

 

Zespół z Zielonej Góry rozpoczął spotkanie od czterech punktów Groselle’a. Szybko odpowiedział Watson. Po rzucie za trzy punkty Berzinsa zrobiło się już 13:5 dla gości. W drugiej części pierwszej odsłony goście kontrolowali przebieg spotkania, ale w samej końcówce kwarty dzięki dobrej grze Adama Linowskiego, Lestera Medforda, gospodarze uzyskali wynik 17:20. Początek drugiej kwarty rozpoczął się dla gości od serii 7:0. Długo trzeba było czekać na pierwsze punkty gospodarzy, którzy trafili dopiero po czterech minutach. Mistrz Polski postawił trudne warunki w obronie. Do przerwy zawodnicy z Zielonej Góry wygrywali 36:29.

 

Legia Warszawa na początku trzeciej kwarty po trafieniu za trzy punkty Jakuba Karolaka zbliżyła się do gości na cztery punkty. Do głosu doszli jednak zielonogórzanie, którzy dzięki dobrej grze Freimanisa powiększyli przewagę do 12 punktów. Do końca kwarty obraz gry nie uległ zmianie i goście prowadzili 54:41. Wydawało się, że mistrzowie Polski będą kontrolować spotkanie, ale czwarta kwarta meczu zaczęła się od serii 10 punktów z rzędu gospodarzy, na którą goście nie potrafili odpowiedzieć. Nie dało się nie zwrócić uwagi na świetną formę Lestera Medforda. Po trafieniu Jakuba Karolaka w samej końcówce Legia wyszła na prowadzenie, w tym też fragmencie meczu do remisu doprowadzili Lundberg oraz Ponitka.  

 

Ostatecznie po dwóch dogrywkach lepszy okazał się mistrz Polski, który wygrał 78:85. Znakomite spotkanie rozegrał Iffe Lundberg, który nie tylko dopisał do dorobku Zastalu 25 punktów, ale zaliczył także 8 asyst.

 

Legia Warszawa – Zastal Enea BC Zielona Góra 78:85 (17:20, 12:16, 12:18, 18:5, 19:26)

Legia: Karolak 16, Medford 16, Morris 14, Neal 10, Kamiński 6, Kulka 6, Wyka 5, Linowski 3, Watson 2

Zastal: Lundberg 25, Freimanis 21, Groselle 19, Berzins 5, Koszarek 5, Ponitka 5, Richard 3, Williams 2

 

 

 

Obie drużyny w Stargardzie przystąpiły do meczu wciąż szukając swoich docelowych składów. King zagrał bez kontuzjowanych: Kikowskiego, Fakuade i Łapety. Co więcej, do zespołu nie dołączył jeszcze bohater dużego transferu ostatnich dni - Maciej Lampe. Spójnia zagrała bez Filipa Matczaka, lecz już ze swoim nowym zawodnikiem - Jeromem Dysonem. W pierwszej piątce szczecinian wyszli: Melvin, Ware, Zębski, Bartosz i Schenk; zaś wśród stargardzian byli to: Śnieg, Faust, Steele, Cowels, Kostrzewski.

 

King niespodziewanie rozpoczął mecz od napierania pod strefę podkoszową rywali. Punktował głównie Bartosz i Melvin. Spójnia była bardzo nieskuteczna w ataku, stąd też King wygrywał już 7:3. W połowie kwarty, szczecinianie zaczęli agresywny pressing na całym boisku. Widać było, że skupiają swoją uwagę na Steele'u, aby ten faulował możliwie jak najczęściej. Podwojenia Kinga były skuteczne, ponieważ stargardzianie popełnili szybko trzy straty. Świetnie spisywał się Mateusz Bartosz, który w siódmej minucie miał na swoim koncie już 7 punktów. Po trójce Tookiego Browna King wygrywał 19:13. W tej części gry zadebiutował Jerome Dyson - najnowszy nabytek PGE Spójni Stargard. Dał on dużo świeżości w grze gości i pomógł zniwelować stratę punktową do rywala. W ostatniej akcji Czerlonko sfaulował Młynarskiego, a ten trafił dwa rzuty wolne. Po pierwszej kwarcie 24:20 prowadzili gospodarze. Drugą kwartę lepiej rozpoczął King, trafiając dwie trójki z rzędu. Kolejne minuty to niecelność po dwóch stronach parkietu, którą przerwał Thomas Davis celnym rzutem z dystansu. Przerwę na żądanie wziął wtedy trener gości Maciej Raczyński. Jego zespół wciąż jednak był bezradny w ofensywie: Gudul miał problemy z Czerlonką, a nawet Schenkiem. Niemoc gości przerwał Nick Faust celnym rzutem spod kosza, lecz straty wynosiły już 19 punktów. Słabo wyglądała też obrona Spójni, ponieważ po 17 minutach meczu King miał już na swoim koncie ponad 50 punktów! Wśród gości jedynym zawodnikiem, który prezentował swoją dobrą formę był Raymond Cowels. Jednakże gospodarzom wychodziło niemal wszystko. Spójnia nieco odzyskała swój rytm dopiero pod koniec drugiej kwarty. W połowie meczu do szatni w lepszych humorach schodzili koszykarze Kinga, którzy wygrywali 57:42. Warto odnotować, że był to jednak "najmniejszy wymiar kary", ponieważ wynik nie oddawał ogromnej przewagi ekipy Jesusa Ramireza do przerwy.

 

Trzecią kwartę znów zaczęli lepiej gospodarze. Najpierw celnie dograli piłkę pod kosz do Bartosza, później po przechwycie Tookie Brown skutecznie zakończył kontrę. Goście otrzymali prezent w postaci rzutów wolnych za faul Mateusza Zębskiego przy akcji rzutowej. Młynarski trafił jednak tylko jeden z trzech rzutów wolnych, na co skutecznie odpowiedział Tookie Brown zza linii 6,75. Gospodarze mieli problem z przewinieniami i już w piątej minucie ich faule każdorazowo oznaczały rzuty wolne dla rywali. Szczecinianie bardzo często grali akcję typu pick and roll przez środek, która niemal zawsze kończyła się podaniem pod kosz do świetnego w tym meczu Mateusza Bartosza. Spójnia przyspieszyła, przechwyciła piłkę i skutecznym lay up'em Młynarskiego zmusiła trenera Jesusa Ramireza do sięgnięcia po timeout. Za dwa trafił Mateusz Bartosz, a Tookie Brown doprowadził do akcji 2+1. Trzecią kwartę także wygrali gospodarze, tym razem 23:16.

 

Pierwsze punkty w ostatnich 10 minutach meczu zdobył Mateusz Kostrzewski. W następnej akcji gości kontuzji nabawił się Kacper Młynarski, gdy Cleveland Melvin nieumyślnie nastąpił mu na stopę. Chwilę później rozgrywający Kinga przekroczył barierę 20 punktów. Po celnej trójce Wilczka gospodarze wyszli na największą dotychczas 26-punktową przewagę. Spójnia zmusiła jeszcze hiszpańskiego trenera do wzięcia przerwy na żądanie poprzez celne rzuty Cowelsa i Śniega. Wilki szybko odpowiedziały ładnym wjazdem pod kosz Jakuba Schenka i celną trójką Wojciecha Czerlonko. Rzut z półdystansu trafił Tomasz Śnieg, który grał jednak poniżej pokładanych w nim oczekiwań. Szczecinianie wciąż uskuteczniali granie akcji pick and roll przez środek, dogrywając piłkę pod kosz do wysokich zawodników. Cleveland Melvin trafił rzut zza łuku, a tym samym gospodarze przekroczyli barierę 100 punktów. W ostatniej akcji meczu Mateusz Kostrzewski zdobył ostatnie punkty dla gości. Finalnie, mecz zakończył się wynikiem 105:80 na korzyść szczecinian. 

 

Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Tookie Brown (23 pkt., 8 zb., 5 as.), zaś wśród gości wyróżniał się Mateusz Kostrzewski (16 pkt., 5 zb., 2 as.) i Raymond Cowels (16 pkt., 2 zb.).

 

King Wilki Morskie Szczecin - PGE Spójnia Stargard 105:80 (24:20, 33:22, 23:16, 25:22)

King Wilki Morskie: Brown 23, Melvin 18, Bartosz 15, Schenk 13, Zębski 8, Wilczek 8, Czerlonko 8, Ware 7, Davis 5.

PGE Spójnia: Cowels III 16, Kostrzewski 16, Młynarski 14, Śnieg 12, Faust 9, Steele 7, Gudul 4, Dyson 2, Walczak 0, Siewruk 0.

 

 

Przygotowali: Kasper Zaręba, Piotr Janczarczyk