EBL: blisko niespodzianki w Gliwicach, MKS lepszy od Astorii
fot. PLK/Andrzej Romański

EBL: blisko niespodzianki w Gliwicach, MKS lepszy od Astorii

  • Dodał: Kamil Karczmarek
  • Data publikacji: 03.01.2021, 21:18

W niedzielę rozegrano aż cztery spotkania Energa Basket Ligi. Blisko dużej niespodzianki było w Gliwicach, gdzie Zastal Zielona Góra dzięki lepszej końcówce wygrał z GTK. Po zwycięstwa sięgnęli także: MKS Dąbrowa Górnicza, Śląsk Wrocław i Trefl Sopot.

W Gdyni doszło do starcia pomiędzy Arką i Śląskiem. Zdecydowanym faworytem zawodów byli goście, którzy wygrali trzy z czterech ostatnich potyczek ligowych. Z kolei przetrzebiona kontuzjami Arka przystępowała do spotkania z drużyną z Wrocławia po czterech porażkach z rzędu. Pierwsza kwarta w gdyńskiej arenie przebiegła dość wyrównanie. Jednak Mateusz Szlachetka (13 punktów) zakończył ją, zdobywając 6 punktów z rzędu i na tablicy wyników widniał wynik 23:14 dla wrocławian. Od tego momentu gracze Śląska tylko powiększali swoją przewagę i mimo, iż w dobrej dyspozycji byli weterani: Filip Dylewicz (15 punktów, 3/5 za 3) i Adam Hrycaniuk (12 punktów, 10 zbiórek), to do przerwy Arka przegrywała 50:30.

Trzecia odsłona gry została już kompletnie zdominowana przez Śląsk. Wrocławianie wygrali tę część aż 25-oma oczkami i nie pozostawili złudzeń, kto zwycięży w tym spotkaniu. Zakończyło się ono wynikiem 102:63. W ekipie trenera Oliviera Vidina aż siedmiu zawodników uzbierało dwucyfrową ilość punktów. Najlepiej zaprezentowali się Akos Keller (14 punktów, 100% z gry) i Strahinja Jovanović (19 punktów, 7 asyst). Śląsk sięgnął po 13. zwycięstwo w sezonie, a dla Arki to piątka porażka z rzędu.

 

Asseco Arka Gdynia - Śląsk Wrocław 63:102 (14:23, 16:27, 12:37, 21:15)

 

Arka: Dylewicz 15, Hrycaniuk 12, Wadowski 10, Kołodziej 7, Wołoszyn 5, Kaszowski 4, Kobel 4, Kowalczyk 4, Pluta 2, Malczyk 0, Walkowiak 0

 

Śląsk: Jovanović 19, Keller 14, Stewart 14, Szlachetka 13, Ramljak 13, Gibson 10, Dziewaa 10, Tomczak 4, Gabiński 3, Musiał 2, Zagórski, Gordon

Drugi niedzielny mecz został rozegrany w Dąbrowie Górniczej, gdzie miejscowy MKS podejmował Enea Astorię Bydgoszcz. Gospodarze przystąpili do gry bez kontuzjowanego Malcolma Rhetta, który wciąż leczy skręconą kostkę. Dąbrowianie rozpoczęli spotkanie w składzie: Mazurczak, Moore, Wilson, Mijović i Nowakowski; zaś Astoria wyszła "piątką": Sanders, Dambrauskas, Nizioł, Gabrić, Bogucki. Pierwsze punkty zdobył Michał Nowakowski. Goście kierowali wiele piłek pod kosz do skutecznego Adriana Boguckiego. Po drugiej stronie parkietu Milivoje Mijović wyciągał młodego Polaka na obwód. W pierwszej kwarcie żadna z drużyn nie zbudowała zdecydowanej przewagi. Na parkiecie pojawił się Michał Chyliński, który opuścił poprzedni mecz z powodu bólu pleców. Świetną zmianę w drużynie gospodarzy dał Jakub Motylewski, który wychodząc z ławki, zdobył 5 punktów w 3 minuty. Pierwsza część gry zakończyła się minimalnym, dwupunktowym prowadzeniem przyjezdnych - 23:21. 

Drugą kwartę celną trójką otworzył Michał Kroczak. Michał Aleksandrowicz najpierw wymusił faul w ataku, a w następnej akcji celnym wjazdem pod kosz zmusił Alessandro Magro do sięgnięcia po przerwę na żądanie. Astoria prowadziła chociaż dopiero w 14. minucie meczu pierwsze punkty zanotował Corey Sanders. Ponadto, goście po celnym rzucie Tomislava Gabricia wyszli na najwyższe dotychczas siedmiopunktowe prowadzenie. Chwilową niemoc obu ekip w ofensywie przerwał Lee Moore, który wymusił faul, by stanąć na linii rzutów wolnych. MKS wciąż nie potrafił znaleźć drogi do kosza, co wykorzystali goście, powiększając przewagę do czternastu oczek. Pod koniec drugiej kwarty Lee Moore zdobył 9 punktów, lecz przez większość pierwszej połowy był niewidoczny. Po dwudziestu minutach meczu MKS przegrywał 38:47. 

 

Na początku trzeciej kwarty po raz trzeci przewinił Milivoje Mijović. Nie była to dobra wiadomość dla trenera Alessandro Magro, dla którego był to kolejny wysoki zawodnik z jego rotacji z trzema faulami na koncie. Andy Mazurczak celną trójką chwilowo zmniejszył przewagę gości, lecz na ten rzut momentalnie odpowiedział Paulius Dambrauskas, który również trafił za trzy. Astoria nie prezentowała już tak skutecznej defensywy, na co zareagował Artur Gronek, biorąc timeout. Po chwili przerwy, bydgoszczanie wrócili do ścinania pod kosz, co przynosiło efekty. Złą wiadomością dla gości była kontuzja Łukasza Frąckiewicza. Zastąpił go Adrian Bogucki i błyskawicznie zdobył swoje kolejne punkty. Wtedy Lee Moore celną trójką zniwelował prowadzenie gości do raptem dwóch punktów, a następnie asystował przy rzucie Michała Nowakowskiego. Cztery punkty dorzucił od siebie Milivoje Mijović, czym wyprowadził MKS na prowadzenie. Trzecią kwartę gospodarze wygrali aż 31:16. Pierwsze minuty czwartej kwarty to chaos w grze obu drużyn. Na pięć minut przed końcem meczu ostatnią przerwę wykorzystał Artur Gronek - trener Enea Astorii Bydgoszcz. Była to dobra decyzja, ponieważ jego podopieczni zmniejszyli przewagę gospodarzy do raptem czterech punktów. W ostatniej minucie meczu wiele zależało od rzucającego gości - Pauliusa Dambrauskasa. Najpierw stracił piłkę, następnie trafił za trzy punkty, by finalnie niecelnie podać do Boguckiego i przekreślić szansę swojej drużyny na zwycięstwo w tym spotkaniu. Goście musieli faulować Lee Moore'a, który wykorzystał jeden rzut wolny i zakończył spotkanie na korzyść swojego zespołu wynikiem 89:86. 

 

Była to trzecia z rzędu porażka Enea Astorii Bydgoszcz, a przy tym następny mecz, który drużyna Artura Gronka przegrała w końcówce spotkania. W dobrych nastrojach z boiska schodzili koszykarze z Dąbrowy Górniczej, którzy odnieśli trzecie kolejne zwycięstwo. Warto wspomnieć, że w ramach rundy rewanżowej większość spotkań rozegrają oni w roli gospodarza, a ewentualne wygrane mogą zaprocentować miejscem premiowanym obecnością w fazie play-off. Wyróżniającymi się zawodnikami byli Lee Moore (23 pkt., 7 zb., 8 as.) i Elijah Wilson (19 pkt., 2 zb.), którzy w głównej mierze przyczynili się do ósmego zwycięstwa MKS-u w tym sezonie.

 

MKS Dąbrowa Górnicza - Enea Astoria Bydgoszcz 89:86 (21:23, 17:24, 31:16, 20:23)

MKS: Moore 23, Wilson 19, Mijović 17, Mazurczak 14, Nowakowski 7, Motylewski 6, Kroczak 3, Čižauskas 0, Piechowicz 0, Dawdo 0.

 

Enea Astoria: Dambrauskas 19, Gabrić 14, Bogucki 13, Frąckiewicz 12, Sanders 11, Nizioł 6, Nowakowski 6, Chyliński 3, Aleksandrowicz 2.

W zaległym spotkaniu 18. kolejki Energa Basket Ligi drużyna GTK Gliwice podejmowała u siebie lidera rozgrywek - Zastal Zielona Góra. Goście w obecnym sezonie przegrali zaledwie dwa spotkania, a wyjazdowe starcie z 11. drużyną w tabeli miało być tylko formalnością. Warto przypomnieć, że mecz w Zielonej Górze pomiędzy tymi drużynami zakończył się blisko dwudziestopunktowym zwycięstwem gospodarzy.

 

Niespodziewanie to jednak gliwiczanie lepiej weszli w spotkanie, szczególnie dobrze, prezentując się po atakowanej stronie parkietu. Grali na bardzo wysokiej, ponad 60-procentowej skuteczności, co szybko przyniosło im kilkupunktowe prowadzenie. Zielonogórzanie z kolei razili nieskutecznością, a pierwszą kwartę przegrali różnicą dziewięciu punktów. Na początku kolejnej odsłony po celnej trójce Jordona Varnado zrobiło się 36:19 dla GTK. Wydawało się, że gospodarze są w stanie kontrolować przebieg spotkania. Jednak szybka przerwa na żądanie trenera Żana Tabaka, a następnie dwie kolejne trójki trafione przez gości, przywróciły emocje w meczu. Do końca połowy różnica między obiema ekipami już się nie zmieniła i to gospodarze schodzili do szatni, prowadząc 53:42. W drużynie z Gliwic fantastycznie dysponowany był Varnado, zdobywca 18 punktów, na którego Zastal miał odpowiedź w osobie Geoffrey'a Groselle'a, który uzbierał 15 oczek.

 

Na drugą połowę Zastal wyszedł jednak całkowicie odmieniony. Zawodnicy byli bardzo zmotywowani, żeby odwrócić losy spotkania i już po czterech minutach odrobili całą stratę, a nawet udało im się wyjść na 3-punktowe prowadzenie - 59:56. Gliwiczanie potrafili jednak przebudzić się i powrócić do meczu. W kolejnych akcjach mogliśmy oglądać wymianę ciosów, która doprowadziła do wyniku 64:67 na korzyść gości przed decydującą kwartą. W niej żadna z drużyn nie była w stanie uciec rywalowi na więcej niż 3 punkty. Można więc było oczekiwać zaciętej końcówki. Tak się jednak nie stało, ponieważ zawodnicy Zastalu od stanu 78:77 dla GTK zanotowali serię 13:2 i na 60 sekund przed końcem spotkania mieli już bezpieczną przewagę nad rywalem. Dla ekipy z Zielonej Góry jest to 17. zwycięstwo w rozgrywkach, a ich przewaga nad kolejnymi drużynami w tabeli jest już bardzo wyraźna. Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu był Groselle, który w całym meczu zdobył 25 punktów.

 

GTK Gliwice - Zastal Zielona Góra 86:92 (26:17, 27:25, 11:25, 22:25)

 

GTK: Varnado 22, Perkins 18, Szewczyk 13, Gołębiowski 9, Bogues Jr. 9, Henderson Jr. 7, Szymański 4, Wiśniewski 4, Diduszko 0

 

Zastal: Groselle 25, Lundberg 19, Richard 12, Freimanis 10, Koszarek 8, Ponitka 8, Williams 8, Put 2, Reynolds 0

Niedziela z Energa Basket Ligą zakończyła się meczem Polpharmy Starogard Gdański z Treflem Sopot. Gospodarze po serii zwycięstw ponieśli dwie porażki z rzędu i nadal zajmują ostatnie miejsce w tabeli. Faworytem spotkania zespołów z północy kraju byli goście z Sopotu, którzy do gry przystępowali z bilansem 10-7. Wyższość Trefla było to widać od samego początku meczu. Zespół Marcina Stefańskiego szybko objął prowadzenie 5:0. Polpharma nie pozwoliła od razu odskoczyć rywalom i nawet prowadziła 8:7. Sopocianie odpowiedzieli serią 7:0. Dzięki świetnej grze w obronie wyprowadzili wiele kontr i powiększyli przewagę. Po siedmiu minutach wynosiła ona już 10 punktów - 22:12.

W drugiej kwarcie koszykarze Trefla jeszcze łatwiej radzili sobie z obroną gospodarzy. Różnica wzrosła nawet do ponad dwudziestu punktów, a do przerwy było 54:35. Wysocy zawodnicy ekipy z Trójmiasta, głównie Dominik Olejniczak, wykorzystywali nieobecność Petera Olisemeki. Jednak przewaga Trefla była widoczna w każdym elemencie gry. W drugiej połowie Polpharma zaczęła grać dużo lepiej, aby uniknąć porażki różnicą ponad trzydziestu punktów. Jednak lepsza skuteczność w ataku nie była wystarczająca, bo Trefl na 5 minut przed końcem przekroczył już granicę stu punktów.

Goście pewnie utrzymali wysokie prowadzenie do samego końca. Mecz zakończył się efektowną wygraną Trefla Sopot 117:92. Zespół z Sopotu miał wysoką skuteczność rzutów z gry, na poziomie 67%. Sopocianie trafili także 11 z 19 prób za trzy punkty. Po trzy trójki rzucili bracia Michał i Łukasz Kolenda. Drugi z nich z dorobkiem 18 punktów był najlepiej punktującym zawodnikiem w całym spotkaniu. Punkt mniej dla gospodarzy zdobył Trevon Allen.

Polpharma Starogard Gdański - Trefl Sopot 92:117 (17:26, 18:28, 28:31, 29:32)

Polpharma: Allen 17, Itrich 14, Washington 12, Haney 12, Surmacz 10, Kowalczyk 10, Furstinger 10, Reszka 3, Walda 2, Chorab 2, Urbański 0

Trefl: Ł. Kolenda 18, Omot 16, Olejniczak 15, Gruszecki 12, Haws 11, M. Kolenda 11, Leończyk 8, Paliukenas 7, Kowalenko 4, Ziółkowski 2, Rompa 0.

Przygotowali: Filip Munyama, Piotr Janczarczyk, Marcin Weiss, Kamil Karczmarek

Kamil Karczmarek

Pasjonat sportu, a przede wszystkim igrzysk olimpijskich. Na portalu zajmuję się każdą odmianą kolarstwa, a także narciarstwem dowolnym, snowboardem, piłką ręczną i hokejem na lodzie.