EBL: grad trójek w Gliwicach, bez niespodzianki w Lublinie
PLK/Andrzej Romański

EBL: grad trójek w Gliwicach, bez niespodzianki w Lublinie

  • Dodał: Nikodem Łukasik
  • Data publikacji: 10.01.2021, 20:30

W niedzielę odbyły się dwa mecze w Energa Basket Lidze. W Gliwicach w zaciętym starciu ekip z dołu tabeli zwyciężyli gospodarze, a w Lublinie bez większych problemów triumfowała Pszczółka. 

W Gliwicach doszło do spotkania dwóch sąsiadujących ze sobą w ligowej tabeli drużyn. Zajmujące dwunaste miejsce GTK Gliwice podejmowało Asseco Arkę Gdynia, która przed tym spotkaniem plasowała się na trzynastej pozycji w tabeli. Przed spotkaniem obie ekipy miały po 27 punktów. Zarówno goście jak i gospodarze nie zachwycali formą w ostatnich meczach. Gliwiczanie przegrali cztery z ostatnich pięciu meczy. Natomiast gracze z Trójmiasta zaliczali serię pięciu porażek z rzędu.

 

Początek pierwszej kwarty przyniósł wyrównaną grę oraz sporo niecelnych rzutów. Po pięciu minutach za sprawą skutecznych prób za trzy, inicjatywę zaczęli przejmować zawodnicy GTK. Goście często uciekali się do fauli, co skutkowało ciągłymi wizytami podopiecznych Matthiasa Zollnera na linii rzutów wolnych. Dysproporcja w oddanych rzutach osobistych wynosiła 8:0 na korzyść gospodarzy, którzy spudłowali tylko raz. Po pięć punktów dla gliwiczan zdobyli Jordon Varnado, Szymon Szewczyk oraz Szymon Szymański. Drugą kwartę mocnym uderzeniem rozpoczęli gracze Arki. Za sprawą świetnej gry Adama Hrycaniuka oraz Filipa Dylewicza odrobili straty dziewięciu punktów po pierwszej kwarcie, a spotkanie znowu stało się wyrównane. Wyborna skuteczność za trzy zawodników z Trójmiasta sprawiła, iż po czterech minutach gry w drugiej kwarcie objęli oni prowadzenie (w tym czasie zaliczając serię punktową 14:4). Kolejne minuty dalej charakteryzowały się dominacją gości, którzy zaczęli powiększać swoją przewagę. Grali bardziej zespołowo, a co za tym idzie oddawali rzuty z lepszych pozycji niż koszykarze GTK. W końcowych minutach pierwszej połowy do głosu zaczęli znowu dochodzić gliwiczanie, wychodząc na jedno punktowe prowadzenie, głównie dzięki popisowej grze Jordona Varnado (13 punktów i 5 zbiórek po dwóch kwartach). Gospodarze wygrali pierwszą połowę 46:45. 

 

Trzecia kwarta rozpoczęła się od sześciu punktów z rzędu zdobytych przez koszykarzy GTK Gliwice. Gospodarze przez następne minuty z sukcesami utrzymywali przewagę dwóch lub trzech posiadań. Trafiali ponad połowę oddawanych rzutów oraz zaliczali więcej zbiórek od przyjezdnych. Tracili jednak sporo piłek, co powodowało, że wynik w dalszym ciągu był sprawą otwartą. Podopieczni Matthiasa Zollnera wychodzili na czwartą kwartę, prowadząc 71:66. Ostatnia część gry również rozpoczęła się pod dyktando gospodarzy, którzy tego dnia byli świetnie dysponowani w rzutach za trzy punkty. Koszykarze Asseco Arki Gdynia przez pierwsze minuty gry nie mogli znaleźć drogi do kosza, a ich strata do rywala zaczęła wynosić 10 punktów. W połowie czwartej kwarty dwa kolejne celne rzuty za trzy gości sprawiły, że przewaga Gliwiczan stopniała do trzech punktów. Wydarzenia boiskowe zwiastowały wyrównaną końcówkę. Na trzy minuty do końca obie drużyny miały na swoim koncie po 85 punktów. Swoją grą imponował Bartłomiej Woloszyn z Arki, zdobywca 28 punktów w całym spotkaniu. Jednak w końcowych minutach więcej koncentracji zachowali gospodarze. Pozwolili przyjezdnym rzucić cztery oczka, sami zdobywając w tym czasie aż dwanaście punktów. GTK Gliwice pokonał Asseco Arkę Gdynię 97:89.

 

GTK Gliwice - Asseco Arka Gdynia 97:89 (26:17, 20:28, 25:21, 26:23)

 

GTK Gliwice: Varnado 25, Bogues 20, Henderson 16, Szewczyk 12, Szymański 11, Golebiowski 10, Diduszko 2, Wiśniewski 1, Adamczak 0, Helinski 0, Korczyk 0

 

Asseco Arka Gdynia: Woloszyn 28, Dylewicz 17, Hrycaniuk 16, Kołodziej 10, Wadowski 6, Malczyk 5, Kobel 4, Kaszowski 3, Kowalczyk 0, Pluta 0, Walkowiak 0, Witliński 0.

Do Lublina (5. miejsce w tabeli) przyjechał przedostatni HydroTruck Radom. Lublinianie z trzynastoma zwycięstwami na koncie byli absolutnymi faworytami tego spotkania i starali się to potwierdzić już w pierwszej kwarcie. Mecz od dwóch rzutów trzypunktowych zaczął Martins Laksa (21 punktów), który pierwszą kwartę zakończył z aż dziesięcioma punktami. Dwie "trójki" dołożył także Yannick Franke (24 punkty) i po pierwszej ćwiartce było 29:19 dla Pszczółki. Radomianie nie poddawali się jednak i za sprawą Dayona Griffina (15 punktów) i Jabariego Hindsa (24 punkty) starali się odrabiać straty. W pewnym momencie zredukowali straty do pięciu punktów, ale końcówka kwarty należała do gospodarzy i na przerwę Pszczółka schodziła z prowadzeniem 46:35.

 

Na początku trzeciej kwarty kilka skutecznych akcji zaprezentował Hinds i Franke. Drużyna z Lublina prowadziła już nawet szesnastoma punktami, ale radomianie ciągle walczyli i po wolnych Aleksandra Lewandowskiego na tablicy wyników był wynik 62:57 dla lublinian. Akcję coast to coast wykończył wtedy nowy nabytek Pszczółki Thomas Davis, a na sekundę przed końcem trzeciej kwarty skuteczną akcję zaprezentował Kacper Borowski i przed ostatnią ćwiartką było 66:57. W czwartej kwarcie radomianie znowu podejmowali próby odrobienia wyniku, ale wtedy odpowiadał świetnie dysponowany Franke, który w całym meczu trafił aż sześć z ośmiu rzutów za trzy. Dzięki jego trafieniom Pszczółka utrzymywała bezpieczną przewagę nad rywalem i wygrała 86:78. Dla lublinian jest to zwycięstwo numer 14 i legitymuje się identycznym bilansem jak Legia i Śląsk, a drużyna HydroTrucka poniosła już 16. porażkę w tym sezonie i ma o jedną mniej od ostatniej Polpharmy. 

 

Pszczółka Start Lublin 86:78 HydroTruck Radom (29:19, 17:16, 20:22, 20:21)

Pszczółka: Franke 24, Laksa 21, Łączyński 10,  Dziemba 9, Szymański 8, Borowski 7, Davis 5, Jeszke 2, Pszczoła 0, Pelczar 0, Obarek 0

HydroTruck: Hinds 24, Griffin 15, Stumbris 11, Ostojić 10, Zegzuła 8, Prahl 4, Wall 2, Piechowicz 2, Lewandowski 2

Przygotowali: Nikodem Łukasik i Filip Munyama