Rajd Dakar: czas na podsumowanie
X-raid1/commons.wikimedia.org

Rajd Dakar: czas na podsumowanie

  • Dodał: Tomasz Bill
  • Data publikacji: 17.01.2021, 18:15

W swojej ponad 40-letniej historii, tym co łączy 43. edycję Rajdu Dakar z poprzednimi to z pewnością tumany kurzu i pasjonująca rywalizacja w ekstremalnych warunkach, zarówno dla zawodników, jak i dla ich maszyn. Ale przede wszystkim Dakar to nazwiska, które od ponad dekad, w zależności od pokolenia kierowców, nieprzerwanie dominują końcowe rankingi i regularnie pojawiają się na listach startujących załóg. 

 

Zakończona w tym tygodniu 43. edycja Rajdu Dakar była drugą w historii, która odbyła się w Arabii Saudyjskiej. Na starcie zameldowało się aż 321 pojazdów, w tym 108 motocykli, 21 quadów, 124 samochody oraz 42 ciężarówki. Po 12 odcinkach specjalnych i ponad 8 tys. pokonanych kilometrów linię mety przekroczyły 193 pojazdy z 286 zgłoszonych do wyścigu. Gdzie zatem należy doszukiwać się brakujących 40 pojazdów? Otóż po raz pierwszy w historii rajdu, w kat. Dakar Classic startowały legendarne pojazdy startujące w XX wieku, w której najlepszy okazał się Marc Douton za kierownicą Sunhill Buggy. 

 

Od pierwszego zwycięstwa Stephana Peterhansela minęło dokładnie 30 lat. Startujący wówczas w kategorii motocykli Francuz nie mógł chyba spodziewać się, że 30 edycji później zapisze się w historii rajdu jako jedyny kierowca, któremu udało się zwyciężyć na 3 kontynentach, łącznie zajmując najwyższe miejsce na podium aż 14 razy, z czego osiem za kierownicą samochodu. 

 

Do historii przeszedł również Kevin Benadives – jako pierwszy zwycięzca z Ameryki Płd. Podobnie jak jego rodak startujący w kategorii quadów. Za sprawą Argentyńczyka drugi rok z rzędu w kategorii motocykli triumfuje jednoślad ze stajni Hondy. Zespół KTM na odzyskanie tytułu króla motocykli, który niemalże nieprzerwanie dzierżył od 2001 roku, będzie musiał odłożyć na przyszły rok. Z pewnością w odzyskaniu panowania nie pomógł wypadek Toby'ego Price'a, zespołowej jedynki i weterana rajdów motocyklowych, który w wyniku odniesionych obrażeń musiał się wycofać z dalszej rywalizacji w wyścigu.

 

Podobnie jak i w 2019 roku najlepszy w kategorii lekkich pojazdów terenowych okazał się inny zawodnik pochodzący z Ameryki Płd. – reprezentant Chile Francisco "Chaleco" Lopez. Można zatem śmiało stwierdzić, że tegoroczna edycja należała do zawodników z Ameryki Łacińskiej, którzy triumfowali aż w trzech kategoriach pojazdów. Bueno! 

Wszystkie dostępne miejsca na podium w kategorii samochodów ciężarowych zajęły Kamazy. Najwyższe z nich zdobył prowadzony przez Dmitrija Sotnikowa. Za nim uplasowały się ekipy Antona Szibałowa i Airata Mardiejewa. Rosjanie zdominowali zatem rywalizację  w tej kategorii, a jedynie Czesi potrafili im zagrozić. Reprezentanci naszych południowych sąsiadów zajęli bowiem dwie pozycje tuż za podium.

 

Na ogromne wyróżnienie zasługuje również polski akcent w wyścigu. Wielokrotny uczestnik poprzednich edycji Jakub Przygoński uplasował się na 4. pozycji w klasyfikacji generalnej, kończąc wyścig tuż za takimi legendami jak Carlos Sainz czy Nasser Al-Attiyah. Również 4. miejsca w klasyfikacji generalnej zajęli również Kamil Wiśniewski oraz Michał Goczal, z których pierwszy startował w kategorii quadów, zaś drugi w kategorii lekkich pojazdów terenowych. To również ogromny sukces dla polskich zawodników, co naprawdę, poza wyróżnieniem, niesie za sobą ogromne nadzieje na świetne wyniki w przyszłych edycjach rajdu. 

 

Podsumowując: wiele zmian regulaminowych oraz zupełnie nowa trasa przez 12 dni dostarczyły nam ogrom emocji. Obrazkiem, który niewątpliwie najlepiej oddaje charakter tegorocznej edycji Rajdu Dakar, mógłby zostać widok Toby'ego Price'a naprawiającego oponę w swoim KTM'ie przy pomocy opaski zaciskowej, potocznie zwanej "trytytką" lub "szybkozłączka". Koniec końców Australijczykowi udało się usunąć usterkę i z płatkiem w swojej oponie pomknął dalej przez pustynię, próbując ponownie nawiązać walkę z rywalami.

Tomasz Bill – Poinformowani.pl

Tomasz Bill

Absolwent lingwistyki stosowanej, filozofii oraz stosunków międzynarodowych. Na co dzień jestem właścicielem agencji językowej. Zawodowo zajmuję się nie tylko prowadzeniem szkoleń czy tłumaczeniami, ale przede wszystkim pomagam firmom rozwijać się na rynkach anglo- i niemieckojęzycznych poprzez tzw. "storytelling" czy budowanie wizerunku. Moją pasją jest rozwój osobisty, w dość szerokim zakresie, motoryzacja i sporty motorowe oraz nauka języków obcych. Jestem istnym Germanofilem i wszystko co ma w nazwie "niemiecki" przyprawia mnie o gęsią skórkę. W wolnym czasie trenuję boks, czytam naprawdę od groma książek i spędzam aktywnie czas z najbliższymi.