EBL: Legia zwycięska w ostatnich minutach, King pewnie pokonał Arkę

  • Data publikacji: 17.01.2021, 22:22

Niedzielne granie na parkietach Energa Basket Ligi rozpoczęły ekipy Legii Warszawa i Anwilu Włocławek. Do ostatnich minut trwała walka o wygraną i po dobrym meczu gospodarze wygrali 87-76. W drugim dzisiejszym spotkaniu King Szczecin nie dał szans rywalom i po dobrej grze pokonał pewnie zespół Arki Gdynia 82-50. Swój 672 mecz w polskiej lidze rozegrał Filip Dylewiczi tym samym wyrównał pod tym względem rekord ligi.

 

Lepiej w spotkanie weszli Włocławianie. Punkty Jerrelsa i Lichodieja dawały im czteropunktowe prowadzenie. Celne rzuty dorzucił Sulima i Almeida, który trafił dwie trójki z rzędu. Goście prowadzili już 18:8. Wtedy do głosu doszli gospodarze. Celne lay upy i rzuty dystansowe zmiejszyły deficyt do dwóch punktów. Jednak Anwil odpowiedział na tę pogoń trójkami Lichodieja i Clarke’a, tym samym wygrywając tę część spotkania 26:19. Drugą kwartę także lepiej rozpoczęły Rottweilery. Celne rzuty osobiste Dykes’a i Mielczarka dały im jedenaście oczek przewagi. Następne akcje to ponownie popisy rzutowe zza linii szóstego metra. Obie strony do przerwy trafiły jeszcze czterokrotnie. Jednak gospodarze zdominowali także strefę podkoszową, trafiając z „pomalowanego” i zaliczając zbiórki w ofensywie i defensywie. Dzięki temu wygrali kwartę, a w meczu tracili zaledwie dwa punkty do rywali. Po pierwszej połowie był wynik 45:47.

 

Trzecia kwarta była najbardziej wyrównaną, z lekkim wskazaniem na Warszawiaków. Po celnej trójce Medforda Jr. wyszli pierwszy raz na prowadzenie w tym meczu. Dla gości natomiast punktowali Clarke i Almeida, ale po drugiej stronie parkietu szalał Morris. Cztery trafione przez niego trójki dały Legionistom prowadzenie 70:67. Ostatnie 10 minut wyglądało zupełnie inaczej pod względem skuteczności rzutowej. Włocławianie usilnie próbowali rzucać z dystansu, jednak kompletnie im to nie wychodziło. Po sześciu minutach obie drużyny zdobyły łącznie 9 punktów. To pokazuje jak zmęczeni byli już zawodnicy w czwartej kwarcie. Celne rzuty osobiste Dykes’a dały Anwilowi remis na 4 minuty przed końcem. W końcówce to jednak Dariusz Wyka, zawodnik Legionistów brylował skutecznością. Jego 7 punktów w ostatnich dwóch minutach zaważyło na ostatecznym triumfie Legii Warszawa.

 

Legia Warszawa - Anwil Włocławek 85:76 (19:26, 26:11, 25:20, 15:9)

 

Legia Warszawa: Morris 25, Wyka 17, Medford Jr 17, Karolak 6, Neal 6, Kulka 4, Watson 4, Linowski 3, Kamiński 3

 

Anwil Włocławek: Almeida 21, Clarke 15, Dykes 9, Jerrels 8,  Sulima 7, Lichodiej 7, Mielczarek 6, Zamojski 3

King Szczecin na swoim boisku podjął zespół Arki Gdynia. Spotkanie odbyło się w Stargardzie, ponieważ w Netto Arenia w Szczecinie powstał szpital tymczasowy. Gospodarze od początku do końca kontrolowali wynik spotkania i wygrali zdecydowanie 82:50.  

 

Mecz świetnie rozpoczęli gospodarze, którzy po dwóch celnych rzutach Melvina za trzy punkty prowadzili 6:0. Zawodnicy Kinga od początku byli bardzo agresywni w obronie, a dodatkowo skuteczni w rzutach z dystansu. Zaczęło się od 12:0. Dobre wejście z ławki miał Ware, który trafiał zarówno z dystansu jak i spod kosza. Goście nie potrafili odpowiedzieć na rewelacyjną grę gospodarzy, a pierwsza kwarta skończyła się wynikiem 24:10. Początek drugiej kwarty to dwa celne rzuty za trzy punkty, zaczął Wołoszyn, a dołożył Wadowski i wydawało się, że goście wracają do gry. Na tablicy wyników było już tylko 24:16. Jednak szybko gospodarze wrócili do napastliwej gry w obronie, a Arka nie potrafiła odpowiedzieć na skuteczne akcje w rzutach za trzy punkty zawodników Kinga. W wybitnej formie rzutowej był Melvin, który raz za razem trafiał z dystansu. Do przerwy zespół prowadzony przez J. Ramireza prowadził 42:24.

 

W trzeciej kwarcie zawodnicy Kinga Szczecin nie grali już tak ofensywnie. Gospodarze byli jednak cały czas skuteczni w rzutach z dystansu. Po trzydziestu minutach było 62:40. W ostatniej kwarcie spotkania zawodnicy Arki nie zmienili przebiegu spotkania, a gospodarze kontynuowali swoją dobrą grę w z obwodu. Po kolejnym trafieniu Browna mieli oni już 31 punktów przewagi i tym samym wygrali 82:50. Warto wspomnieć, że w spotkaniu nie wystąpił Maciej Lampe, który całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych.

 

 

King Szczecin - Arka Gdynia 82:50 (24:10, 18:14, 20:16, 20:10)

 

King Szczecin: Melvin 19, Ware 16, Fakaude 15, Czerlonko 9, Brown 6, Thomas 5, Zębski 5, Bartosz 4, Schenk 3

 

Arka Gdynia:  Dylewicz 16, Wołoszyn 7, Hrycaniku 7, Kaszowski 6, Wadowski 5, Witliński 4, Pluta 3, Kobel 2

 

Przygotowali Michał Pracuk i Kasper Zaręba