Premier League: Chelsea z kompletem punktów - niechlubna seria na Anfield trwa
Polo metz, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Kop_of_Anfield_Liverpool.jpg#/media/File:Kop_of_Anfield_Liverpool.jpg

Premier League: Chelsea z kompletem punktów - niechlubna seria na Anfield trwa

  • Dodał: Kacper Lewandowski
  • Data publikacji: 04.03.2021, 23:10

W hicie 29. kolejki Premier League na Anfield do Liverpoolu przyjechała londyńska Chelsea. Po bardzo efektownym spotkaniu piłkarze ze Stamford Bridge do Londynu wywieźli komplet punktów. Po ostatnim gwizdku na tablicy widniał wynik 0:1.

 

Mecz w Liverpoolu rozpoczął się od minuty ciszy poświęconej zmarłemu w tym tygodniu Ianowi Saint Johnowi, który spędził dekadę w klubie z Anfield w latach sześćdziesiątych. Po pierwszym gwizdku od delikatnej przewagi rozpoczęli piłkarze The Blues. Nie pozostawiało złudzeń, że Thomas Tuchel na odprawie przedmeczowej przedstawił proste zadanie - goście mieli zdobyć bramkę tak szybko jak to możliwe. Założenia taktyczne bardzo szybko zweryfikowali piłkarze Jurgena Kloppa, którzy zaczęli wychodzić spod usilnie zakładanego pressingu jakby to była najprostsza czynność na świecie. Pierwszy kwadrans był istnym festiwalem ofensywnego futbolu. Na intensywny napór oponenci odpowiadali pięknym za nadobne. Jedyne czego brakowało w tym okresie to strzałów celnych. Wszystko zmieniło się w 24. minucie kiedy obrona Liverpoolu dała się przelobować, a następnie Alisson Becker zbyt szybko wyszedł do piłki. Timo Werner minął brazylijskiego golkipera i pewnie umieścił piłkę w siatce. Po analizie VAR gol nie został jednak uznany, ponieważ niemiecki napastnik znajdował się na minimalnym spalonym. Chwilę później powinna była paść bramka dla Liverpoolu, gdy doskonałe podanie otrzymał urywający się obronie Sadio Mane. Pomimo stuprocentowej sytuacji Senegalczyk nie trafił piłkę. Ewidentnie niedoszła utrata bramki otrzeźwiła graczy The Reds. Od tego czasu obie drużyny grały na bardzo wyrównanym poziomie. Jednym i drugim brakowało jednak czegoś by postawić kropkę nad i. Dopiero 42. minucie fenomenalną bramkę po kontrze uruchomionej przez N'Golo Kane zdobył Mason Mount. Angielski pomocnik wdarł się w pole karne Alissona, okiwał obronę Liverpoolu i z linii pokonał bramkarza strzałem tuż przy słupku.

 

Druga połowa rozpoczęła się od kontrowersji sędziowskiej. Roberto Firmino wdarł się w pole karne Edouarda Mendy'ego, a następnie spróbował dośrodkować do lepiej ustalonych kolegów. Piłkę ręką na wysokości głowy zatrzymał Kante, ale VAR nie dopatrzył się przewinienia. Mimo tej kontrowersji tym razem to Liverpool delikatnie dominował, choć nie był w stanie przekuć przewagi w strzały na bramkę. Gracze Chelsea z kolei mieli swoje szanse. Między innymi Timo Werner miał trzy dogodne sytuacje, jednak wszystkie fatalnie zmarnował. Ważna dla kibiców The Reds była 62. minuta kiedy Jurgen Klopp wprowadził na boisko wracającego po kontuzji Diogo Jotę. Na kwadrans przed końcem spotkania wyraźny był wynikizm w wykonaniu Chelsea. Gości satysfakcjonował dorobek bramkowy, a priorytetem stało się utrzymanie takiego status quo. Doktryna ta okazała się być skuteczna i The Blues skończyli mecz z korzystnym wynikiem. Kryzys na Anfield trwa. Liverpool poniósł piątą domową porażkę z rzędu oddając tylko jeden celny strzał w samej końcówce.

 

Liverpool FC – Chelsea FC 0:1
Bramki:
42' Mount
Liverpool:
Alisson – Alexander-Arnold, Fabinho, Kabak, Robertson – Thiago (80' Milner), Wijnaldum, Jones (62' Jota) – Salah (62' Oxlade-Chamberlain), Firmino, Mane
Chelsea: Mendy – Azpilicueta, Christensen, Rudiger – James, Kante, Jorginho, Chilwell – Ziyech (66' Pulisic), Mount (80' Kovacić) - Werner (90+1' Havertz)
Sędziował: Martin Atkinson

Kacper Lewandowski – Poinformowani.pl

Kacper Lewandowski

Aplikant Radcowski, prywatnie ogromny kibic Premier League, śledzę też ligę włoską, portugalską i polską.