Piłka ręczna - el. ME: pierwsza porażka Polaków

  • Dodał: Miłosz Szade
  • Data publikacji: 09.03.2021, 21:40

Reprezentacja Polski przegrała z zespołem Słowenii 29:32 w meczu eliminacji mistrzostw Europy 2022. Po trzech rozegranych spotkaniach Biało-Czerwoni plasują się na drugiej pozycji w grupie. W niedzielę zmierzą się z Holendrami.

 

Podopieczni Patryka Rombla zanotowali wiele strat na początku spotkania, ale nie zostały one wykorzystane przez przeciwników. Adam Morawski bacznie stał na posterunku. Bramkarz Orlenu Wisły Płock popisał się efektownymi interwencjami, kiedy Słoweńcy mieli dogodne pozycje rzutowe. Co więcej, gospodarze również popełnili kilka prostych błędów. Po pierwszych pięciu minutach Biało-Czerwoni wygrywali 4:2. Szymon Sićko jako pierwszy wpisał się na listę strzelców, a Michał Daszek świetnie wykorzystał szybki kontratak.

 

Polacy nie mogli pozbyć się niedokładności w ofensywie, co skutkowało strwonieniem przewagi. W 11. minucie na tablicy wyników w Celje pojawił się remisowy rezultat, a cztery minuty później Słoweńcy pierwszy raz objęli prowadzenie. Jure Dolenec dwukrotnie wyszedł górą z pojedynku na siódmym metrze. Problemy reprezentantów Polski w formacji defensywnej cały czas narastały, ponieważ Piotr Chrapkowski dwa razy opuszczał parkiet, aby odbyć tymczasową karę. Wielki nieobecny czempionatu w Egipcie, Kamil Syprzak, po pojawieniu się na boisku od razu pokonał Klemena Ferlina. 

 

Przez pozostałą część pierwszej połowy nie zmieniły się dwie rzeczy. Po pierwsze widowisko nadal było bardzo wyrównanie, a po drugie polska bramka cały czas trzymała wysoki poziom. Adam Morawski bronił z imponującą skutecznością, natomiast Mateusz Kornecki poradził sobie przy rzucie karnym. Obie drużyny błyskawicznie odpowiadały na tracone bramki. Do szatni zawodnicy schodzili z wynikiem 15:14 na korzyść Słowenii. 

 

Gospodarze z przytupem weszli w drugą połowę, po raz pierwszy zdobywając dwubramkowe prowadzenie. Polacy odpowiedzieli na to świetną współpracą z obrotowym. Maciej Pilitowski podawał do Macieja Gębali. Szymon Sićko zachował formę z pierwszych trzydziestu minut i atomowym rzutem nie dał szans bramkarzowi rywali. Chwilę później polscy szczypiorniści dwa razy sprytnie odzyskali piłkę w obronie, dzięki czemu doprowadzili do remisu. 

 

Euforia nie trwała długo. Słoweńcy znaleźli patent na najgroźniejsze punkty w polskiej ofensywie i powoli budowali przewagę. Wykorzystywali też najmniejsze potknięcia. Adam Morawski nieustannie dawał z siebie wszystko pomiędzy słupkami, ale nie był w stanie obronić każdej piłki. W 45. minucie gospodarze wygrywali 24:21. Na domiar złego, Piotr Chrapkowski ujrzał czerwoną kartkę za trzeci faul kwalifikujący się na dwuminutową karę. 

 

Pomimo niesprzyjających okoliczności Biało-Czerwoni się nie poddawali. Na dziesięć minut przed końcowym gwizdkiem zmniejszyli stratę do dwóch bramek za sprawą trafień Michała Daszka. Dobrze wykorzystali tymczasową grę w przewadze. Niestety, dwie fatalne akcje w odstępie kilkudziesięciu sekund zaprzepaściły szanse na powrót. Najpierw Jan Czuwara niepotrzebnie faulował oddającego rzut przeciwnika, dostając dwie minuty kary, a następnie Rafał Przybylski zmarnował stuprocentową okazję w pojedynku sam na sam. Słoweńcy nie wypuścili zwycięstwa z garści i dwa punkty zostały na ich ziemi. 

 

Słowenia - Polska 32:29 (15:14)

 

Polska: Sićko 8, Daszek 7, Gębala 6, Krajewski 3, Czuwara 1, Pilitowski 1, Syprzak 1, Przybylski 1, Działakiewicz 1

Słowenia: Marguc 8, Dolenec 5, Gaber 5, Janc 4, Mazej 3, Blagotinsek 2, Potocnik 2, Zarabec 2, Skube 1