PKO Ekstraklasa: trzy punkty jadą do Częstochowy!

  • Dodał: Dawid Wolny
  • Data publikacji: 09.04.2021, 22:23

Raków przerwał passę remisów i zgarnął trzy oczka w Krakowie. Wisła starała się kontrolować grę, jednak w poczynaniach wiślaków brakowało dynamiki i dokładności. Dwa zabójcze kontrataki dały zwycięstwo częstochowianom.

 

W piątkowy wieczór w Krakowie Raków Częstochowa zmierzył się na Stadionie Miejskim im. Henryka Reymana z Wisłą. W przypadku zwycięstwa gości zdobyliby oni taką samą ilość oczek, co poprzednich trzech spotkaniach. Choć częstochowianie są niepokonani od pięciu starć, to w trzech ostatnich meczach zaledwie dzielili się punktami z rywalem, co zdecydowanie nie zadowala Marka Papszuna, bowiem kolejne utraty punktów mogą oznaczać wypadnięcie z ekstraklasowego podium. Wiślacy grają w kratkę. Po dość obiecującym początku rundy wiosennej krakowianie notują przeciętne występy, jak na przykład w ostatniej kolejce z Podbeskidziem, z którym polegli 2-0. Ostatnie trzy spotkania to dwie porażki, co skomplikowało sytuacje Wisły w tabeli. Zapowiadało się ciekawe starcie w Krakowie.

 

Pierwsze minuty należały do wiślaków. To oni częściej kontrolowali futbolówkę i w dość wysokim ustawieniu rozgrywali ją w ataku pozycyjnym. Raków był nieco wycofany, dobrze zorganizowany w defensywie i liczył na zagrożenie z kontrataku. Częstochowianie świetnie asekurowali w obronie i zostawiali mało przestrzeni zawodnikom Białej Gwiazdy. Taktyka gości przyniosła pożądany skutek w 33. minucie. Kontratak z obrony świetnie wyprowadził Zoran Arsenic, piłka trafiła na skrzydło, do Patryka Kuna, a ten dośrodkował ją wprost na głowę wbiegającego w pole karne Davida Tijanica, który dał prowadzenie ekipie przyjezdnej. Z owego prowadzenia podopieczni Papszuna nie cieszyli się długo. Zaledwie pięć minut po bramce Słoweńca faulu we własnym polu karnym dopuścił się bezbłędny jak dotąd Arsenic. Arbiter Marciniak odgwizdał jedenastkę, którą na gola zamienił Michal Frydrych. Po bramce Czecha wiślacy nabrali wiatru w żagle i mieli okazje, by schodzić do szatni zwycięsko, jednak brak skuteczności stanął gospodarzom na drodze. Ostatecznie pierwsza odsłona rywalizacji w Krakowie zakończyła się jednobramkowym remisem.

 

W drugiej odsłonie gra była już znacznie bardziej zbalansowana. Wiślacy wciąż starali się prowadzić grę, jednak częstochowianie coraz częściej dochodzili do głosu. Raków był bardzo dynamiczny w swoich poczynaniach ofensywnych, popisywał się dużą wymiennością pozycji i szybkimi podaniami, czego nieco brakowało w szeregach krakowskiej ekipy. Gospodarze często próbowali wrzutek w pole karne, które jednak nie trafiały do celu. W 63. minucie kolejną zabójczą kontrę przeprowadzili gracze Papszuna. Tym razem motorem napędowym akcji był Kamil Piątkowski, który zagrał do Marcina Cebuli, a ten świetnie kierunkowo przyjął piłkę i ze skraju pola karnego po długim słupku pokonał Mateusza Lisa. Obraz gry po bramce dającej gościom prowadzenie zbytnio nie uległ zmianie. Raków był świetnie zorganizowany w defensywie. Zawodnicy Papszuna byli ustawieni bardzo blisko siebie i ze spokojem oddalali ataki wiślaków, jednocześnie próbując zagrozić z kontry. Przyjezdni mieli w końcówce szansę na podwyższenie wyniku, którą jednak fatalnie zmarnował Vladislavs Gutkovskis i Raków pokonał Wisłę 2-1. Raków był doskonale ustawiony, wypunktował ekipę gospodarzy i zasłużenie pokonał wiślaków.

 

Wisła Kraków – Raków Częstochowa 1:2(1:1)

Bramki: 38' Frydrych – 33' Tijanic, 63' Cebula

Wisła Kraków: Lis – Sadlok (83' Kone), Radakovic, Frydrych, Burliga (76' Błaszczykowski) – Savic, Kuveljic, Zhukov (76' Boguski) – Yeboah, Medved (83' Buksa), Starzyński (83' Gruszkowski)

Raków Częstochowa: Holec – Piątkowski, Arsenic, Jach (74' Niewulis) – Tudor (84' Mikołajewski), Sapała, Poletanovic (46' Lederman), Kun – Tijanic, Cebula (67' Szelągowski) – Arak (67' Gutkovskis)

Żółte kartki: Jach, Burliga, Zhukov, Kuveljic, Frydrych, Lederman, Kone

Sędzia: Szymon Marciniak