Premier League: zwycięstwo Wolves w ostatniej minucie meczu z Brighton

  • Dodał: Izabela Szukowska
  • Data publikacji: 09.05.2021, 14:55

W niedzielę na Molineux Stadium przyjechała drużyna Brighton & Hove Albion. Wolverhampton nie zdobył kompletu punktów od dwóch kolejek, dlatego był głodny zwycięstwa. Choć Brighton prowadziło w pierwszej połowie, finalnie wrócą do domu jako przegrani. 

 

Podopieczni Nuno Espirito Santo musieli ostatnio oddać wyższość Burnley po bolesnej porażce 0:4, a także podzielić punkty z West Bromem po jednobramkowym remisie. Mewy natomiast po długim okresie posuchy, w końcu mogły triumfować. W ubiegłą sobotę Brighton zdobył dwie bramki przeciwko Leeds i tym samym zwyciężył. Słaba prezencja Wilków i ostatnie zwycięstwo Brighton sprawiło, iż rezultat niedzielnego spotkania był dużą niewiadomą.

 

Po pierwszym gwizdku Jonathana Mossa, gospodarze niemal od razu ruszyli na połowę przyjezdnych. W 4. minucie z krawędzi pola karnego podanie od kolegi przyjął Vitor Ferreira i wycelował piłkę w lewy róg bramki tuż przy ziemi. Robert Sanchez nie dał się zaskoczyć i zanotował świetną interwencję, skutecznie odpierając atak. Wilki chciały zastraszyć zawodników Burnley swoją ofensywną grą, ale to Mewy ostatecznie otworzyły wynik spotkania. W 13. minucie do lecącej z narożnika piłki wyskoczył Lewis Dunk i skierował ją pomiędzy słupki. Bramkarz nie miał szans na obronę, a zaskoczenie na jego twarzy mówiło samo za siebie. Pozostałe pół godziny pierwszej połowy to spektakl grany tylko przez jednego aktora – Brighton. Gospodarze byli przygaszeni i nie wykreowali już żadnej sytuacji, mogącej doprowadzić do wyrównania. W 27. minucie zdobywca gola, Lewis Dunk, po raz kolejny chciał zapisać się na liście strzelców, ale tym razem jego strzał został wybity przez Rui Patricio i ostało się na stałym fragmencie gry z narożnika boiska. Tuż po tym zajściu, Neal Maupay był blisko gola na 2:0, ale futbolówka otarła się o poprzeczkę. Do przerwy licznik ani drgnął.

 

Piłkarze Wolverhampton wrócili z szatni zmotywowani przez swojego szkoleniowca i rozpoczęli szturm na bramkę Mew. Drogę do zwycięstwa w 53. minucie utorował im Lewis Dunk, który zagrał w sposób nieprzepisowy i ujrzał bezpośrednią, czerwoną kartkę. Można rzec, że z zawodnika meczu, stał się jego antybohaterem. Fakt, iż ekipa gości grała w osłabieniu, wymusiła na obu menadżerach zmiany już po upłynięciu 50. minuty spotkania. Brighton usiłowało utrzymać wynik, ale było to niesamowicie ciężkie zadanie. Dwie groźne sytuacje zanotował na swoim koncie Joao Moutinho, ale Robert Sanchez nie zawiódł swojego zespołu i skutecznie obronił zagrania oponenta. Na bramkę wyrównującą przyszło nam poczekać aż do ostatniego kwadransa meczu. W 76. minucie siatka za plecami Sancheza zatrzepotała, a sprawcą tego zamieszkania był Adam Traore. Piłkarz Wolves oddał silny strzał z małej odległości i nie pozostawił cienia szans na jego zatrzymanie. Przez resztę pojedynku kolejny gol "wisiał w powietrzu". I faktycznie - tuż przed ostatnim gwizdkiem, w 90. minucie, trzy "oczka" dla swojego zespołu wywalczył Morgan Gibbs-White, strzelając w prawy górny róg bramki z okolicy kilku metrów. Pomimo kiepsko zagranej pierwszej połowy, Wolverhampton może cieszyć się z wygranej. 

 

Wolverhampton – Brighton 2:1 (0:1)

Bramki: 76' Traore, 90' Gibbs-White - 13' Dunk
Wolverhampton: Patricio – Hoever, Coady, Kilman, Ait Nour – Moutinho, Neves (61' Traore), Gibbs-White, Ferreira (77' Dendoncker), Podence (69' Jose) - Silva

Brighton: Sanchez – Burn, Dunk, Webster White – Trossard (58' Moder), Bissouma, Gross, Jahanbakhsh (58' Allister), Maupay - Welbeck (78' Zeqiri)
Żółte kartki: 80'Kilman, 83' Coady - 85'  Sanchez, 90+2'  Bissouma
Czerwone kartki: 53' Dunk
Sędzia: Jonathan Moss