Sevilla FC wygrywa z Realem Madryt
youtube.com

Sevilla FC wygrywa z Realem Madryt

  • Data publikacji: 09.05.2018, 23:34

 

W środowy wieczór został rozegrany zaległy mecz 34. kolejki La Liga, w którym Sevilla FC pokonała 3 - 2 Real Madryt.

 

Dość krótko przyszło nam tęsknić za ligą hiszpańską. Trzy dni po emocjonującym El Clasico nadrobione zostały zaległości z 34. kolejki, kiedy to Sevilla nie mogła zagrać ze względu na udział w finale Pucharu Króla. Gra w początkowych minutach meczu była bardzo powolna. Mogliśmy oglądać wiele niedokładności przy wyprowadzaniu piłki. Na pierwszą groźną sytuację przyszło czekać do 12. minuty. Wtedy właśnie drużyna z Andaluzji przeprowadziła składną akcję, ale strzał Vazqueza został zablokowany przez Sergio Ramosa. Real odpowiedział trzy minuty później, kiedy z rzutu wolnego ustawionego na 30. metrze celnie uderzył Casemiro. Piłka skozłowała przed bramką, ale David Soria nie miał problemów z jej złapaniem. To Królewscy wymieniali więcej podań i dłużej utrzymywali się przy piłce, jednak zupełnie nie mieli pomysłu jak przedostać się pod bramkę Sevilli.

 

Emocje pojawiły się w 26. minucie meczu - długie zagranie na 18. metr przed bramką Realu Madryt, piłkę głową zgrywa Luis Muriel, wprost pod nogi Ben Yeddera, który nic nie robi sobie z obecności Sergio Ramosa i spokojnie uderza między nogami Kiko Casilli.

 

Wydawało się, że eksperymentalny skład wystawiony do boju przez Zinedine'a Zidane'a wreszcie się przebudzi i ruszy do ataku. Nic z tego - to podopieczni Joaquína Caparrósa, który dwie kolejki temu zastąpił zwolnionego Vincenzo Montellę, przejęli inicjatywę, nie pozwalając na wiele graczom z Madrytu.

 

Kolejny cios Sevilla wyprowadziła tuż przed przerwą. Po dobrej akcji na lewym skrzydle, piłka dotarła do N'Zonziego. Zupełnie zagubieni w tym meczu obrońcy Królewskich mogli tylko się przyglądać, jak ten wykłada piłkę do Miguela Layuna, który z wielkim spokojem wpakował futbolówkę do pustej bramki. Sędzia postanowił doliczyć dodatkową minutę, po upływie której zaprosił piłkarzy na przerwę.

 

Drugą część spotkania lepiej rozpoczął Real Madryt. Starał się atakować wyżej i szybciej, co przyniosło rezultat w 57. minucie. Faulowany w polu karnym był Lucas Vazquez i sędzia Miguel Mateu Lahoz wskazał na 11. metr. Pod nieobecność Cristiano Ronaldo i Garetha Bale'a, do wykonania jedenastki podszedł kapitan Królewskich - Sergio Ramos. Ustawił piłkę na wapnie, podbiegł na dwa tempa i uderzył w poprzeczkę! Nie ma bramki kontaktowej, nie ma szybkiego powrotu do gry Realu Madryt.

 

Starania drużyny z Estadio Santiago Bernabeu nie przynosiły żadnych rezultatów. Pod nieobecność największych gwiazd, ich zmiennicy nie potrafili zrobić różnicy. To Sevilla była bliżej zdobycia kolejnych bramek, bardzo dobrze kontrując.

 

Tak też się stało w 84. minucie meczu, kiedy po dośrodkowaniu z prawej strony, piłkę do swojej bramki skierował Sergio Ramos. 3-0, Real na kolanach.

 

Jednak 180. sekund później, Królewskim udało się wreszcie strzelić bramkę. Złe ustawienie obrony skarcił Borja Mayoral i strzałem głową pokonał Davida Sorię. Po honorowym golu Real zamknął Andaluzyjczyków na ich połowie, próbując przeprowadzić remontadę. Gracze Sevilli bardzo dobrze się ustawiali i umiejętnie bronili.

 

Kiedy wydawało się, że rezultat meczu już się nie zmieni, sędzia Mateu Lahoz odgwizdał wątpliwy rzut karny po faulu na rozgrywającym fatalne spotkanie Theo Hernandezie. Wielkimi cojones wykazał się Sergio Ramos, podchodząc po raz kolejny do jedenastki. Tym razem udało mu się skutecznie wykonać rzut karny i zmniejszyć rozmiary porażki.

 


Sevilla FC – Real Madryt 3:2 (2:0)
1:0 Ben Yedder 26' (asysta: Muriel)
2:0 Layún 45' (asysta: N'Zonzi)
3:0 Ramos 84' (gol samobójczy)
3:1 Mayoral 87' (asysta: Asensio)
3:2 Ramos 90'+5' (rzut karny)

 

Sevilla: David Soria; Mercado, Pareja, Lenglet, Escudero; Pizarro, N'Zonzi, Vázquez (79' Mesa); Layún, Muriel (62' Sandro), Ben Yedder (82' Carriço).
Real Madryt: Casilla; Nacho, Vallejo, Ramos, Theo; Kovačić, Casemiro (87' Llorente), Ceballos (70' Mayoral); Lucas, Benzema, Asensio.