Tokio 2020 - Piłka ręczna: raz na wozie, raz pod wozem w wykonaniu Skandynawii

  • Dodał: Aleksandra Suszek
  • Data publikacji: 26.07.2021, 16:35

Naprawdę warto było śledzić dzisiejsze poczynania szczypiornistów, mimo że Polacy nie biorą w nich udziału. W poniedziałek mogliśmy oglądać przede wszystkim prawdziwe starcie tytanów w wykonaniu Hiszpanów i Norwegów, ale i w grupie B nie obyło się bez zaciętego boju.

 

Na rozpoczęcie dzisiejszego dnia zaplanowano spotkanie Brazylia - Francja. Trójkolorowi są wymieniani jako jedni z kandydatów do medali, ale i Canarinhos nie powinni być nikomu obojętni. Pierwsza bramka wpadła już w pierwszej minucie za sprawą Fabregasa. Jakiś czas później odpowiedzieli Brazylijczycy, ale remis 3:3 był ostatnim, jakim widniał na tablicy wyników w tej połowie. Podopieczni trenera Gillego szybko zaczęli bowiem budować swoją przewagę i gdy Dika Mem potężnie uderzył z dziewiątego metra, dla Francuzów było już 8:4. Zawodnicy z Ameryki Południowej mieli jeszcze kilka szans, aby wyrównać wynik i złapać kontakt z przeciwnikiem, ale za każdym razem gdy notowali serię trafień, Trójkolorowi odpowiadali tym samym. Po pierwszej połowie widniał wynik 16:13 dla Francji i nic nie wskazywało na to, by w najbliższym czasie miało się to zmienić. Francuzi po powrocie na boisko zdobyli trzy bramki z rzędu i przede wszystkim byli skuteczniejsi w rzutach. Mimo starań Canarinhos przegrali to spotkanie 29:34.

 

Gorycz porażki musieli przełknąć Norwedzy. Na nich czekali obecni mistrzowie Europy, a więc mieli niełatwy orzech do zgryzienia. I choć to Skandynawowie zaczęli od trzybramkowego prowadzenia, to Hiszpanie mieli kilka momentów na odwrócenie losów spotkania. Przy bramce Garcii Robledo było 7:8, ale po chwili Gullerud swoim trafieniem dał wynik 8:11. Po pierwszej partii lepsi o włos byli Norwedzy, ale czekała ich trudna przeprawa w drugiej połowie. Tam po niezwykle wyrównanej walce lepsza okazała się Hiszpania. Warto zaznaczyć, że na niecałą minutę przed końcem było 27:27. Bohaterem mistrzów Europy okazał się Gomez Abello, który zdobył decydującego gola. 

 

W grupie B także nie zabrakło emocji i również przyczyniła się do nich skandynawska drużyna. Duńczycy podejmowali reprezentację Egiptu. Obrońcy tytułu wcale jednak nie mieli łatwego zadania, bo rywale z Afryki potrafili się postawić faworytom. Wszystko zaczęło się po bramce Hansena, gdy przy stanie 1:1 Egipcjanie zanotowali serię trzech trafień. I choć mistrzom olimpijskim udało się szybko skorygować wynik to wciąż to reprezentanci Afryki mieli jednopunktową przewagę. Dopiero mniej więcej na półmetku po bramce Gidsela na tablicy pojawił się remis 10:10, ale i tak Egipcjanie utrzymali prowadzenie aż do gwizdka. Trzeba przyznać, że gdyby ta drużyna zwyciężyła to spotkanie to byłoby to duże zaskoczenie. Ale tak się nie stało - Skandynawowie przebudzili się w drugiej połowie i tym razem to oni dyktowali warunki. Przy stanie 17:17 bramkę rzucił Markus Landin, a potem duński bramkarz obronił jedną piłkę i Dania miała na swoim koncie kilka punktów przewagi. Egipcjanie nie potrafili już wrócić do swojej dobrej gry, za to mistrzowie olimpijscy pod koniec spotkania zanotowali kolejną serię trafień i zwyciężyli 32:27.

 

 

Wyniki:

 

Grupa A

Brazylia - Francja 29:34 (13:16)

Argentyna - Niemcy 25:33 (13:14) 

Hiszpania - Norwegia 28:27 (13:14)

 

 

Grupa B

Egipt - Dania 27:32 (15:14)

Japonia - Szwecja 26:28 (14:17)

Bahrajn - Portugalia 25:26 (15:14)

Aleksandra Suszek – Poinformowani.pl

Aleksandra Suszek

Można powiedzieć, że piszę o wszystkim po trochu, ale w moim sercu gości głównie siatkówka.