Suzuki 1LM - Dziki Warszawa najlepsze podczas Mieszczańska Cup 2021
Piotr Janczarczyk

Suzuki 1LM - Dziki Warszawa najlepsze podczas Mieszczańska Cup 2021

  • Dodał: Piotr Janczarczyk
  • Data publikacji: 29.08.2021, 14:57

Dla obu ekip był to drugi sparing w ciągu dwóch dni. We Wrocławiu trwa Mieszczańska Cup 2021, w ramach którego Śląsk II pokonał wczoraj Górnik Trans.eu, a Dziki wygrały z Weegree AZS Politechniką Opolską. W bezpośrednim starciu Śląsk II - Dziki lepsi byli warszawianie.

 

Rezerwy Śląska wyszły piątką: Kacper Gordon, Kacper Marchewka, Miłosz Góreńczyk, Michał Sitnik i Szymon Walski. Szkoleniowiec Dzików, Krzysztof Szabłowski, wytypował do gry: Bartosza Majewskiego, Grzegorza Grochowskiego, Tomasza Żeleźniaka, Przemysława Kuźkowa i Mateusza Szweda. Wynik meczu za sprawą celnego rzutu wolnego otworzył Miłosz Góreńczyk. Trener Dusan Stojkov już na początku spotkania miał jednak spory problem, ponieważ po raptem kilkudziesięciu sekundach od rozpoczęcia rywalizacji Kacper Gordon doznał urazu. Dziki szybko wyszły na sześciopunktowe prowadzenie za sprawą trzech udanych akcji Tomasza Żeleźniaka. Kibice drużyny gości mogli czuć jednak niedosyt, ponieważ były zawodnik WKS-u był bliski zanotowania akcji 2+1. Gospodarze w końcu wzięli się za zdobywanie punktów - skuteczni byli Miłosz Góreńczyk i Michał Sitnik. Znów dobrze prezentował się Szymon Walski, który już w pierwszej kwarcie zanotował dwie trójki. Wówczas mały przestój w ofensywie miały Dziki - szczególny kłopot mieli ze skutecznością z linii rzutów wolnych. Mimo tego, warszawianie po pierwszych dziesięciu minutach gry prowadzili 20:15. Druga kwarta również rozpoczęła się lepiej dla przyjezdnych. Karol Nowakowski spisywał się lepiej niż Kacper Marchewka, czego efektem były dwie skuteczne akcje pod rząd. Chwilę później z dystansu trafił Jan Piliszczuk i było już +13 dla Dzików. Dobry moment przyjezdnych przerwał Szymon Walski, znów trafiając zza linii 6,75. Kolejne akcje to jednak sporo niecelnych prób z dystansu. W końcu spod kosza łatwe punkty zdobył Mateusz Szwed, co dla trenera Śląska było powodem do sięgnięcia po time-out. Minuta przerwy niewiele zmieniła w grze "Trójkolorowych". Na koniec drugiej kwarty stracili jeszcze piłkę, Dziki zdobyły kolejne dwa punkty, a gospodarze po 20 minutach rywalizacji przegrywali 25:42.

 

Dość niespodziewanie od początku trzeciej kwarty trener Śląska II zdecydował się na eksperymentalne ustawienie, bo za takie można uznać jednoczesną obecność na boisku Szymona Walskiego i Kamila Białachowskiego. Taki pomysł prędko zaprocentował - 19-letni środkowy zdobył pięć oczek. Gdy gra "Trójkolorowych" wyglądała coraz lepiej, pojawił się kłopot z przewinieniami. Zastępujący Kacpra Gordona Sebastian Bożenko złapał czwarte przewinienie i niejako był zmuszony opuścić parkiet. Nie przeszkodziło to jednak wrocławianom, by zanotować serię 10:4. Dziki skutecznie utrzymywały prowadzenie za sprawą celnych rzutów wolnych. Wśród nich punktowali najczęściej Karol Nowakowski oraz Tomasz Żeleźniak. Trzecią kwartę należy przypisać wrocławianom, którzy tę część gry wygrali 20:18, choć wciąż w całym spotkaniu przegrywali 45:60. Śląsk II ostatnią odsłonę niedzielnego sparingu rozpoczął od odrabiania strat - zza łuku skuteczny był Sebastian Bożenko. Podopieczni trenera Stojkova wciąż popełniali sporo błędów, co skrzętnie wykorzystywali przyjezdni. Znów szkoleniowiec gospodarzy musiał poprosić o przerwę na żądanie, gdy Bartosz Majewski zdobył łatwe punkty z kontry. Wówczas wrocławianie faktycznie zaczęli prezentować się lepiej. Dwie trójki dołożył od siebie Kacper Marchewka, a Dziki prowadziły już tylko czteroma oczkami. Wówczas "za dwa" trafił Dominik Groth, a "za trzy" Jan Piliszczuk i było +9 dla gości. Co więcej, Sebastian Bożenko faulował po raz piąty, a tym samym wyeliminował się z dalszej rywalizacji. Świetnie spisywał się środkowy gości, Dominik Groth, który co rusz punktował niemal spod samej obręczy. Finalnie Dziki Warszawa pokonały rezerwy Śląska Wrocław 75:67.

 

 

TBS Śląsk II Wrocław 67:75 Dziki Warszawa

Piotr Janczarczyk – Poinformowani.pl

Piotr Janczarczyk

Jestem entuzjastą koszykówki i MMA. Nazywam siebie melomanem i przedstawicielem jednoosobowej subkultury. Koncertowy tłum to moje naturalne środowisko.