Premier League: kolejny emocjonujący weekend na angielskich boiskach

  • Dodał: Rafał Judka
  • Data publikacji: 19.09.2021, 20:45

Premier League się nie zatrzymuje. Za nami 5. kolejka spotkań w lidze angielskiej. Swoje mecze zgodnie wygrali kandydaci do mistrzostwa: Chelsea, Liverpool czy Manchester United. Potknięcie zaliczył z kolei Manchester City. Nadal zaskakuje Brighton, które wygrało kolejne spotkanie i zajmuje 4. pozycję w tabeli.

 

Piątek

 

Zmagania rozpoczęliśmy już w piątek meczem Newcastle - Leeds. Ekipa Mateusza Klicha mocno rozpoczęła spotkanie i już w 13. minucie wyszła na prowadzenie za sprawą Raphinhi. Goście dominowali w pierwszej połowie, ale gospodarze zdołali wyrównać jeszcze przed przerwą. W 44. minucie gola strzelił Saint-Maximin. Druga połowa wyrównała się i do końca meczu nie zobaczyliśmy już goli. Obu ekipom zależało na trzech punktach, ponieważ w tym momencie Leeds znajduje się na 17., a Newcastle na 18. pozycji w lidze.

 

Newcastle - Leeds 1:1 (1:1)
44’ Saint-Maximin - 13’ Raphinha

 

Sobota

 

Kolejny dzień rozpoczęli gracze Wolverhampton i Brentford. Gospodarze w poprzedniej kolejce zwyciężyli po raz pierwszy w sezonie i w meczu z beniaminkiem chcieli kontynuować dobrą passę. Lecz bardzo dobrze radzące sobie na początku sezonu Brentford miało inne plany. Już w pierwszej połowie wyszło na dwubramkowe prowadzenie po golach Toneya i Mbeumo. I nawet pomimo czerwonej kartki w drugiej połowie nie dało gospodarzom dochodzić do klarownych sytuacji strzeleckich, a tym bardziej do wyrównania.

 

Wolves - Brentford 0:2 (0:2)
28’ Toney, 34’ Mbeumo

 

Arsenal po beznadziejnym początku sezonu zaczyna powoli kolekcjonować punkty. Nie prezentuje co prawda porywającego stylu, ale po raz drugi z rzędu wygrali mecz wynikiem 1:0. Kolejną ofiarą Kanonierów było Burnley. Gola na wagę trzech punktów zdobył w 30. minucie Odegaard i Arsenal uciekł z okolic strefy spadkowej. Tam znajduje się z kolei Burnley, które do tej pory zdobyło jedynie jeden punkt.

 

Burnley - Arsenal 0:1 (0:1)
30’ Odegaard

 

Punktuje, i to na dodatek w bardzo dobrym stylu, także Liverpool. Tym razem ekipa Jurgena Kloppa pokonała 3:0 Crystal Palace. W pierwszej połowie wynik otworzył Mane, a w drugiej części meczu gole dołożyli Salah i Keita w końcówce spotkania. Zwycięstwo gości w poprzedniej kolejce z Tottenhamem to chyba jednak jeszcze za mało, żeby chwalić zespół Orłów. The Reds z kolei zasługują na wielkie słowa uznania za to w jakim stylu weszli w nowy sezon i zasłużenie utrzymują się w czubie tabeli.

 

Liverpool - Crystal Palace 3:0 (1:0)
43’ Mane, 78’ Salah, 89’ Keita

 

Kolejną wpadkę zaliczył mistrz Anglii Manchester City. Drużyna Pepa Guardioli przez 90. minut próbowała dostać się pod bramkę rywali, ale zdołała w tym czasie oddać tylko jeden celny strzał. Duża w tym zasługa Jana Bednarka, który wrócił do podstawowej jedenastki Świętych i znacznie przyczynił się do utrzymania tego remisu. Goście nadal nie zwyciężyli w tym sezonie, ale podział punktów z obiema ekipami z Manchesteru należy uznać za dobry prognostyk przed resztą sezonu.

 

Manchester City - Southampton 0:0

 

Kolejnym sobotnim spotkaniem był mecz Norwich z Watford. Rywalizacja dwóch beniaminków miała być pierwszą poważną szansą na punkty dla gospodarzy, którzy z dorobkiem zera punktów zajmują ostatnie miejsce w tabeli Premier League. W pierwszej połowie czuć było, że to spotkanie jest bardzo ważne dla obu ekip, a na tablicy wyników długo utrzymywał się remis 1:1 po bramkach Dennisa i Pukkiego. Jednak w drugiej połowie dubletem popisał się Sarr i to goście mogli dopisać sobie trzy punkty.

 

Norwich - Watford 1:3 (1:1)
35’ Pukki - 17’ Dennis, 63’, 80” Sarr

 

Wynik ostatniego sobotniego meczu mógł być zaskoczeniem dla kibiców ligi angielskiej. Aston Villa po dobrym punktowo, ale słabym stylowo początku sezonu złapała małą zadyszkę remisując z Brentford i przegrywając z Chelsea. Everton z kolei, nie licząc remisu z Leeds, wszedł w nowe rozgrywki bardzo dobrze. Jak się jednak okazało to gospodarze wygrali okazale, bo aż 3:0. Pierwsza połowa nie zapowiadała jeszcze takiego rezultatu, ale pomiędzy 66. a 75.. minutą na listę strzelców najpierw wpisał się Cash, samobójcze trafienie dołożył Digne, a wynik ustalił Bailey. Aston Villa może teraz ze spokojniejszą głową przygotowywać się na starcie z Manchesterem United w następnej kolejce.

 

Aston Villa - Everton 3:0 (0:0)
66’ Cash, 69’ Digne (sam.), 75’ Bailey

 

Niedziela

 

O dwóch najciekawszych starciach kolejki, czyli meczu West Hamu z Manchesterem United i Tottenhamu z Chelsea przeczytacie w osobnych tekstach. Warto jeszcze wspomnieć o spotkaniu Brighton i Leicester, które zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 2:1. Mewy prowadziły już 2:0 za sprawą bramek Maupaya i Welbecka, ale dały sobie wbić kontaktowego gola Vardiego. Tuż przed końcem spotkania wyrównać mógł Ndidi, ale sędzia odgwizdał spalonego. Dzięki kolejnym trzem punktom Brighton zajmuje sensacyjnie czwarte miejsce w tabeli, ustępując jedynie Chelsea, Liverpoolowi i Manchesterowi United. Wpływ na to na pewno miał nie najtrudniejszy kalendarz na początku sezonu, ale w przyszłej kolejce ekipa Jakuba Modera zmierzy się z Crystal Palace, więc dobra passa Mew może jeszcze trwać.

 

West Ham - Manchester United 1:2 (LINK)

 

Tottenham - Chelsea 0:3 (LINK)

 

Brighton - Leicester 2:1 (1:0)
35’ Maupay, 50’ Welceck - 61’ Vardy