PKO Ekstraklasa: zacięty mecz w Warszawie, Raków z kompletem punktów

  • Dodał: Izabela Szukowska
  • Data publikacji: 25.09.2021, 21:55

W sobotni wieczór na stadionie przy Łazienkowskiej 3 obecny mistrz i wicemistrz Polski pojedynkowali się o komplet punktów w 9. kolejce PKO Ekstraklasy. Przez większą część meczu siły rozkładały się równomiernie, ale ostatecznie bardziej skuteczni okazali się goście i to oni zgarnęli cenne "oczka".

 

Atmosferę rywalizacji dało się wyczuć już od pierwszego gwizdka – nie tylko między zawodnikami. Kibice obu zespołów skandowali i śpiewali, co starczy w gardle sił, wspierając swój klub. Pierwszy celny strzał na bramkę zanotowali gospodarze. Kacper Trelowski powstrzymał jednak zbyt lekkie uderzenie i złapał futbolówkę w rękawice bez najmniejszego problemu. Wojskowi rozgrywali długie piłki, szukając sposobu, by znaleźć się bliżej pola karnego oponentów. Linia defensywna podopiecznych Marka Papszuna była bardzo szczelna, a zagrania Legionistów za słabe, aby mogły sprawić kłopot przeciwnikom. W 27. minucie Ivi Lopez posłał piłkę nad poprzeczką, dając pierwsze ostrzeżenie. Wkrótce w strefie jedenastki zawodnik Wojskowych w sposób nieprzepisowy zatrzymał oponenta i Jarosław Przybył wskazał na wapno. Do stałego fragmentu gry podszedł Lopez i stojąc „oko w oko” z bramkarzem, pewnie umieścił futbolówkę w siatce, posyłając ją po ziemi w kierunku lewego słupka. Mistrzowie Polski rozpoczęli szturm, chcąc odrobić straty. Szybko dopięli swego – po dynamicznej akcji w wykonaniu duetu Mladenović – Emreli, było już 1:1. Snajper uderzył z dużą siłą z bliskiej odległości i nie pozostawił cienia szans Kacprowi Trelowskiemu na obronę.

 

Początek drugiej połowy należał do Rakowa Częstochowa. Zawodnicy krążyli blisko bramki przeciwników, nie wypuszczając piłki spod własnych stóp. Fakt ten przyniósł owoce już w 53. minucie, kiedy wrzutkę z rzutu rożnego przyjął Fran Tudor i wtoczył ją między słupki. To nie starczyło ekipie gości, wkrótce podwyższyli wynik na 3:1. Ivan Lopez zdecydował się na strzał z dystansu, czym zaskoczył Misztę. Legia straciła dwa gole w krótkim odstępie czasu, ale nie zmierzała pozostać bierna. Po kilku nieudanych próbach, Wojskowi zaczęli odrabiać straty. Doping kibiców podniósł ich na duchu i w 71. minucie było już 3:2. Na listę strzelców wpisał się Ihor Charatin, który odebrał doskonałe podanie i z okolicy 15 metrów kopnął piłkę w kierunku linii. Nie trudno się domyślić, że niecałe 20 minut do końca i przewaga własnego stadionu wzmogła w Legionistach chęć wyrównania, a może nawet zwycięstwa. Wszystko to dało się zaobserwować na murawie – zawodnicy Michniewicza wkładali sporo wysiłku, by zdobyć „twierdzę” przeciwników. Wszystkie zagrania były zbyt słabe lub niedokładne, by mogły zagrozić gościom. Pewniejsze strzały zatrzymywał czujny Trelowski.

 

Legia Warszawa – Raków Częstochowa 2:3 (1:1)
Bramki: 33’ Emreli, 70’ Charatin – 30’ (k.) i 57’ Lopez, 53’ Tudor
Legia Warszawa: Miszta – Jędrzejczyk, Wieteska, Nawrocki, Mladenović – Slisz (64’ Pekhart), Andre (58’ Martins), Josue – Kastrati (71’ Lopes), Emreli, Skibicki (58’ Muci)
Raków Częstochowa: Trelowski – Papanikolaou, Petrasek, Niewulis – Wdowiak, Polatenović, Gvilla, Tudor (78' Udovicic) – Musiolik (78' Guedas), Gutkovskis (71’ Sturgeon), Lopez (78' Szelągowski)
Żółte kartki: 16’ Slisz, 19’ Jędrzejczyk, 25’ Nawrocki, 90+5' Charatin – 33’ Gutkovskis, 48’ Papanikolaou
Sędzia: Jarosław Przybył