PlusLiga: GKS wyszarpał zwycięstwo po zaciętym tie-breaku
PLS

PlusLiga: GKS wyszarpał zwycięstwo po zaciętym tie-breaku

  • Dodał: Kinga Filipek
  • Data publikacji: 03.10.2021, 20:20

W hali w Szopienicach zespoły GKS-u Katowice i Trefla Gdańsk zafundowały nam pełne zwrotów akcji pięciosetowe spotkanie na początek rozgrywek PlusLigi. Gospodarze prowadzili już 2:0, jednak Gdańskie Lwy potrafiły odbudować swoją grę i doprowadzić do tie-breaka. W ostatniej odsłonie mogliśmy oglądać zaciętą walkę obu ekip, która ostatecznie zakończyła się zwycięstwem drużyny z Katowic.

 

Trefl Gdańsk, czyli szósta drużyna minionego sezonu nie dokonała wielu zmian w składzie zespołu. Jednak głównym wzmocnieniem gdańskiej ekipy była rotacja na pozycji rozgrywającego, gdzie Marcina Janusza zastąpił doświadczony i bardzo dobrze znany w Polsce Lukas Kampa. Natomiast GKS Katowice w zeszłym sezonie spisał się poniżej oczekiwań i z pewnością w tym roku w mocno zmienionym składzie chce zaprezentować się znacznie lepiej. Mimo wszystko na papierze faworytem inauguracyjnego spotkania wydawał się zespół z Gdańska, jednak pierwsze mecze potrafią zaskoczyć.


Premierową odsłonę niedzielnego spotkania lepiej rozpoczęli siatkarze z Gdańska, którzy mocnymi blokami i dobrą skutecznością w ofensywie zbudowali trzypunktową przewagę - 1:4. Gospodarze jednak rozpędzali się z biegiem seta, a gdy Moritz Reichert zaatakował w aut, doprowadzili do remisu. Gra obu drużyn wyrównała się, lecz to katowiczanie byli o krok przed rywalami, a tablica wyników po kolejnym punktowym ataku Jakuba Jarosza pokazała 13:11. Podopieczni Michała Winiarskiego mieli problemy w przyjęciu, a za każdym razem, gdy udało im się wyrównać wynik, błędy własne pozwalał rywalom ponownie odskoczyć na parę „oczek”. Natomiast drużyna z Katowic różnicę robiła przede wszystkim mocnym serwisem oraz skutecznością w ofensywie i w decydującej fazie seta prowadziła już czterema punktami - 22:18. Gospodarze do końca utrzymali koncentrację, a seta zakończył atak Jakuba Jarosza z prawej flanki.

 

Na początku drugiej partii to siatkarze Trefla Gdańsk dwukrotnie podejmowali próby odskoczenia rywalom, jednak za każdym razem gospodarze potrafili odrobić straty. Podopieczni Grzegorza Słabego przede wszystkim grali skutecznie zarówno na skrzydłach, jak i na środku, a po ataku Jakuba Szymańskiego prowadzili - 11:9. Gdańszczanie natomiast mieli problem z zagrywką, a nieskończone ataki i błędy w przyjęciu nie pozwalały im nawiązać równej walki z lepiej dysponowaną drużyną z Katowic. Tym samym po mocnym uderzeniu ze środka Marcina Kani wynik wynosił 18:14 dla gospodarzy. Siatkarze GKS-u do końca utrzymali wysoką jakość gry i pewnie zwyciężyli drugą odsłonę po efektowny bloku w wykonaniu Piotra Haina - 25:20.

 

Napędzani dopingiem kibiców oraz korzystnym wynikiem katowiczanie od trzypunktowego prowadzenia rozpoczęli też kolejną odsłonę - 6:3. Gdańszczanie znaleźli się pod ścianą, jednak bardzo dobrą zmianę dał Patryk Łaba, przy którego zagrywkach podopieczni Michała Winiarskiego doprowadzili do remisu. Gdańskie Lwy poprawiły też swoje przyjęcie i element bloku, a gdy ataku po raz drugi nie skończył Jakub Szymański, tablica wyników pokazała 11:9 dla drużyny gości. W drużynie gospodarzy przede wszystkim spadła skuteczność w ofensywie, szczególnie na lewym skrzydle, a zespół Trefla pewnie wykorzystywał kontry. Dużo robiła też zagrywka, a po asie serwisowym Patryka Łaby gdańszczanie prowadzili już pięcioma „oczkami” - 18:13. Katowiczanie nie potrafili znaleźć sposobu na odmienioną grę rywali, a ci pewnie zakończyli seta udanym atakiem Mariusza Wlazłego.

 

Czwartą partię lepiej rozpoczęli podrażnieni porażką w poprzedniej odsłonie katowiczanie, którzy dzięki dobrej dyspozycji w ataku Jakuba Jarosza i Gonzalo Quirogi prowadzili 5:2. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo w szeregach Trefla ręki nie zwalniali też Mariusz Wlazły i Mateusz Mika, a atak tego ostatniego doprowadził do remisu. Problemy ze skutecznością zaczęli mieć natomiast siatkarze GKS-u i to gdańszczanie odwrócili wynik na swoją korzyść - 10:12. Śląska drużyna potrafiła odrobić straty i długo mogliśmy oglądać punkt za punkt, jednakże dwa błędy z rzędu podopiecznych Grzegorza Słabego przechyliły szalę zwycięstwa na korzyść gości z Gdańska - 17:19. Gdańskie Lwy wykorzystały „prezent” od przeciwników, a udane ataki Patryka Łaby i Mariusza Wlazłego jeszcze powiększyły ich przewagę. Tym samym podopieczni trenera Winiarskiego zwyciężyli seta 25:21 i doprowadzili do tie-breaka.

 

Decydująca odsłona rozpoczęła się wyrównanie, jednak to katowiczanie jako pierwsi wypracowali sobie kilka punktów przewagi - 6:3. Gospodarze nie ustrzegli się też błędów, które wykorzystali goście z Gdańska i po punktowym bloku Pablo Crera doprowadzili do remisu. Zespół Trefla grał skutecznie, a kolejne ataki psuli przyjmujący GKS-u i tym samym tablica wyników pokazała trzypunktowe prowadzenie Gdańskich Lwów - 10:7. Katowiczanie potrafili zniwelować tę stratę dzięki mocnym zagrywkom i udanym atakom Jakuba Szymańskiego, a dotknięcie siatki rywali i świetne serwisy Micaha Ma’a obróciły wynik na ich korzyść i dały zwycięstwo w całym meczu - 15:12.

 

GKS Katowice - Trefl Gdańsk 3:2 (25:20, 25:20, 19:25, 21:25, 15:12)

MVP: Micah Ma'a