Łyżwiarstwo figurowe: Kurakowa z kwalifikacją olimpijską, „Spełniły się moje marzenia” [wywiad]
Agnieszka Musiał

Łyżwiarstwo figurowe: Kurakowa z kwalifikacją olimpijską, „Spełniły się moje marzenia” [wywiad]

  • Dodał: Agnieszka Musiał
  • Data publikacji: 04.10.2021, 12:25

Reprezentantka Polski Jekatierina Kurakowa we wspaniałym stylu wywalczyła kwalifikację na zimowe igrzyska olimpijskie 2022. Bilet do Pekinu gwarantowało miejsce w pierwszej szóstce solistek na Nebelhorn Trophy, ale Kurakowa przywiozła coś więcej - srebrny medal.

 

Kwalifikacje olimpijską w łyżwiarstwie figurowym można wywalczyć na dwa sposoby - na mistrzostwach świata (tam zadanie jest prostsze i reprezentacje mają szansę na więcej niż jedno miejsce na raz) i na zawodach ostatniej szansy w Oberstdorfie - Nebelhorn Trophy. Na mistrzostwach globu miejsce dla pary tanecznej na igrzyskach wywalczyła Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew. Sztuka ta nie powiodła się Kurakowej, która popełniła nietypowe dla siebie błędy w przejeździe krótkim i nie przeszła do dalszego etapu zmagań.

 

Zawody ostatniej szansy odbyły się pod koniec września, więcej o zmaganiach pisaliśmy tutaj. Łyżwiarka nie kryła swoich emocji po wyniku końcowym. - Jestem przeszczęśliwa. Ta radość przyszła dopiero dwa dni temu, po zawodach cały czas w to nie wierzyłam. Było mi dziwnie. Przygotowywałam się ponad pół roku, codziennie o tym myślałam. To było bardzo trudne mentalnie, mieć na sobie tak wielka odpowiedzialność. Czuć, że tak wiele osób mnie wspiera i że oni wszyscy chcą tej kwalifikacji, zresztą tak jak ja. Niby była blisko, ale jak zobaczyłam listę startową - 39 solistek i tylko sześć miejsc pomyślałam, że będzie trudno - opowiadała Kurakowa

 

Pierwszy przejazd poszedł dobrze, bez poważnych błędów, jednak łyżwiarka straciła trochę punktów przez dokręcanie skoków po wylądowaniu. - Po programie krótkim byłam szósta. Tak blisko kwalifikacji olimpijskiej i tak daleko. To było dla mnie dziwne, wszystko zależało tylko od czterech minut. Te cztery minuty programu dowolnego były dla mnie najtrudniejsze i najważniejsze - podkreślała 19-latka.

 

Zawodniczka świetnie zaprezentowała się w drugiej części rywalizacji. Z Oberstdorfu przywiozła nie tylko kwalifikację, ale również swój trzeci w karierze medal z imprezy wchodzącej w skład Challenger Series. - Później budziłam się w środku nocy i biegłam do szafy, gdzie schowałam medal, by sprawdzić, czy to prawda, czy to na pewno nie jest sen. Bałam się, później już spałam z tym medalem. Pierwsze kilka dni nie wierzyłam. Pół roku przygotowań, cztery minuty i koniec, zrobione. Teraz już wierzę, bardzo się cieszę i czuję tę moją olimpiadę. Moje marzenia się spełniły, cieszę się że wytrzymałam tę odpowiedzialność i że tyle ludzi jest ze mnie dumnych. Jest mi tak miło, wiele osób do mnie podchodzą, gratulują. Jestem bardzo wdzięczna, naprawdę. Byliście przy mnie jak się nie udało, byliście zawsze i mnie wspieraliście. Czułam, że nie jestem sama, dziękuję - mówiła nam łyżwiarka.

Stawka była niezwykle wyrównana. Ograniczona liczba miejsc do wywalczenia i świetnie obsadzona lista startowa nie pozwalała na pewne przewidywania. - Między programem krótkim a dowolnym był dzień przerwy. Zwykle to odpoczynek i moment na rozluźnienie, ale dla mnie to był cały czas stres. Podczas mojego wieczornego treningu kończyły się zawody solistów. Gdy wychodzili, widziałam kto się cieszy, kto jest smutny i rozumiałam, że muszę to jeszcze wytrzymać. W nocy przed ostatnim przejazdem płakałam ze strachu i stresu. Trening też był dla mnie trudny - opowiadała Kurakowa. - Jak przyszłam na rozgrzewkę przed startem poczułam dużą siłę. Wiedziałam, że idę nie po czołową szóstkę, ale po coś więcej. Może nie wygraną, ale po medal, po coś większego. Wiedziałam, że na lodzie stanie się coś, czego nie zapomnę. Tego się bałam! Jak czuję, że będzie dobrze, to wychodzi źle. Nawet już podczas występu myślałam, że coś za dobrze mi idzie (śmiech). Do ostatniego elementu byłam skupiona. Walczyłam o każdy punkt, o każdą setną bo wiedziałam, że wszystko będzie cenne. Między mną, a drugą zawodniczką były cztery punkty różnicy, a to już dużo. Punkt lub pół punktu to też sporo, ale można nadgonić. Jak zobaczyłam wynik byłam niesamowicie szczęśliwa, ogromne emocje. To było szczęście, ale też poczucie wolności. Zrozumiałam, że się udało i to było to. Nie chciało mi się płakać, zaczęłam się śmiać.

 

Kurakowa w sezonie olimpijskich prezentuje program dowolny do muzyki z filmu Limelight. Od podszewki stworzono dla niej w tym roku występ krótki. Do tej pory prezentowała się do raczej delikatnych i spokojnych melodii. Tym razem postawiono na coś bardziej tajemniczego, utwór Steppe w wykonaniu Rene Aubry'ego. - Miałam kompletnie inny pomysł na ten program. Choreograf, Benoît Richaud, prosił „zaufaj mi”. Mówiłam mu, że nie, nie chcę takiego układu, to nie jest moje, wiem co „czuję”. Ale Benoît mówił cały czas „zaufaj, spróbujemy”. Zaczęliśmy tworzyć i w trakcie procesu dalej nie byłam pewna. Później ludzie podchodzili i mówili „wow, jest super, to jest to”, a ja dalej nie byłam przekonana. Teraz jestem bardzo wdzięczna mojemu choreografowi, że naciskał. Bardzo dobrze się czuję w tej choreografii. To jest dokładnie to, co musieliśmy zrobić. Coś nowego, kompletnie innego i właśnie dlatego jest szansa, że zostanę zapamiętana w tym roku. To coś wspaniałego, specjalnego - opowiadała wielokrotna mistrzyni Polski.

 

Wywiad powstał przy okazji organizowanego w Polsce etapu Junior Grand Prix. O zawodach można przeczytać więcej informacji tutaj. - Przyjechałam do Gdańska kibicować naszym reprezentantom, kolegom z Torunia, w tym przede wszystkim Filipowi Bojanowskiemu, mojemu kochanemu chłopakowi. Wiem, że potrzebuje teraz wsparcia, więc jestem tutaj dla niego. Przyjechałam do Polski na kilka dni, chcę zobaczyć rodzinę swoją i rodzinę Filipa, są mi naprawdę bliscy. Niesamowicie się cieszę, że mogę z nimi spędzić trochę czasu - tłumaczyła.

 

Za naszą reprezentantką ważne starty i już dwa srebrne medale, ale poważne otwarcie sezonu jeszcze przed nią. Wystartuje na dwóch etapach prestiżowego cyklu Grand Prix - w USA (Skate America, 22-24/10) i Rosji (Rostelecom Cup, 26-29/11). Później mistrzostwa Europy i ... zimowe igrzyska olimpijskie. - Po dobrym starcie w Oberstdorfie moi rodzice powiedzieli, że mogę przyjechać, ale tylko jeśli będę dalej normalnie pracować nad formą. To nie są dla mnie wakacje ani wycieczka, tylko ciężkie treningi. Prawdopodobnie zorganizujemy też zajęcia online z moim trenerem Lorenzo Magri i choreografem. Musimy wprowadzić jeszcze trochę poprawek w programach, udoskonalić je, by były jeszcze lepsze. Już w 10 października wracam do Włoch. To będzie moja baza treningowa do końca sezonu - zapowiedziała Kurakowa.

 

Rozmawiała Agnieszka Musiał.
Agnieszka Musiał – Poinformowani.pl

Agnieszka Musiał

Od dzieciaka na lodzie, teraz częściej na trybunach. Piszę o łyżwiarstwie figurowym, hokeju i gimnastyce.