PlusLiga: GKS powalczył, jednak trzy punkty zostają w Zawierciu
PI0TR SUMARA/PLS

PlusLiga: GKS powalczył, jednak trzy punkty zostają w Zawierciu

  • Dodał: Kinga Filipek
  • Data publikacji: 16.10.2021, 17:08

Fantastyczne widowisko mogliśmy oglądać w meczu Aluronu CMC Warty Zawiercie z GKS-em Katowice. Katowiczanie świetnie rozpoczęli spotkanie, ale głębia składu Jurajskich Rycerzy i trafione zmiany Igora Kolakovicia zupełnie odmieniły grę gospodarzy. Zawiercianie postawili poprzeczkę bardzo wysoko i ostatecznie zwyciężyli całe spotkanie 3:1.

 

Zarówno Warta Zawiercie, jak i GKS Katowice do sobotniego meczu przystępowali z kompletem zwycięstw. Jurajscy Rycerze na czele ze swoim liderem Urosem Kovaceviciem w świetnym stylu rozegrali pierwsze dwie kolejki i nie stracili nawet seta. Z kolei katowiczanie również pokazali się z bardzo dobrej strony, między innymi pokonując w efektownym stylu faworyzowaną drużynę Asseco Resovii.


Obie drużyny mocno rozpoczęły sobotnie spotkanie. Gra wyglądała bardzo wyrównanie, jednak świetna dyspozycja katowickiego bloku pozwoliła ekipie GKS-u wyjść na dwupunktowe prowadzenie - 6:4. Radość gości nie trwała długo, gdyż niezawodny zarówno na zagrywce, jak i w ataku Kovacevic bezpośrednim punktem z serwisu dał swojej drużynie remis. Ponownie mogliśmy oglądać wymianę fenomenalnych akcji. Oba zespoły świetnie prezentowały się w obronie oraz nie zwalniały ręki w ofensywie. Taką grę mogliśmy oglądać aż do wyniku 15:15, wtedy jednak odrzucające zagrywki Jakuba Szymańskiego rozsypały linię przyjęcia gospodarzy, a gdy podopieczni Igora Kolakovicia zaczęli mylić się w ataku, tablica wyników pokazała 19:15 dla zespołu z Katowic. Po stronie gości piłki świetnie rozdawał Micah Ma’a, a duet Jarosz-Rousseaux pewnie kończyli akcje. Wypracowana przewaga katowiczan okazała się kluczowa dla rozstrzygnięcia premierowej partii. Zmotywowani goście jak natchnieni rozgrywali kolejne akcje, a zawodnicy Warty Zawiercie nie byli w stanie dogonić rozpędzonych rywali. Tym samym Tomas Rosseaux zakończył seta mocnym uderzeniem z lewej flanki - 21:25.

 

Podrażnieni porażką gospodarze rozpoczęli drugą odsłonę od dwupunktowego prowadzenia. Katowiczanie jednak bardzo szybko potrafili odrobić straty, a dzięki świetnej dyspozycji środkowych obrócili wynik na swoją korzyść po efektownym bloku Marcina Kanii - 4:8. Przy takim wyniku bardzo szybko zareagował Igor Kolaković, a trafione przez szkoleniowca zmiany odmieniły grę zawiercian. Różnicę zrobił przede wszystkim Piotr Orczyk, który pojawił się na boisku za Facundo Conte. Mocne zagrywki i bardzo dobra dyspozycja w przyjęciu tego gracza pozwoliły gospodarzom odrobić straty, a gdy Mateusz Malinowski trafił swoim atakiem w boisko, przewaga katowiczan wynosiła już tylko jedno „oczko” - 9:10. Ponownie mogliśmy oglądać bardzo wyrównaną i zaciętą grę, ale wciąż to GKS był o krok przed rywalami. Katowiczanie jednak mieli coraz większe problemy z dokładnym przyjęciem, a duet Kovacević-Orczyk nie zwalniali ręki w ofensywie. To właśnie dzięki mocnym atakom wymienionej dwójki gospodarze najpierw zdołali doprowadzić do remisu, a następnie objąć prowadzenie - 18:17. Podopieczni Grzegorza Słabego jednak nie składali broni i zacięcie walczyli o kolejne punkty. Kluczem do zwycięstwa dla Aluronu okazały się natomiast świetne zagrywki Mateusza Malinowskiego. Przy zagraniach atakującego z Zawiercia katowiczanie zaczęli popełniać coraz więcej błędów, a Kovacević przypieczętował zwycięstwo mocnym atakiem - 25:20.

 

W kolejną odsłonę lepiej weszli napędzani dopingiem kibiców gospodarze. Katowiczanie natomiast popełniali sporo błędów własnych, szczególnie na linii zagrywki, a zatrzymany atak Jakuba Jarosza dał drużynie z Zawiercia trzypunktowe prowadzenie - 8:5. Jurajscy Rycerze jednak też nie byli nieomylni, a gdy Micah Ma’a zaskoczył Piotra Orczyka swoją zagrywką, katowiczanie mogli cieszyć się z remisu. Wtedy jednak po raz kolejny różnicę zrobił właśnie Orczyk. Mocne serwisy, dokładne przyjęcie i skuteczne ataki tego zawodnika natychmiast pozwoliły odskoczyć gospodarzom na kilka „oczek” - 14:11. Siatkarze GKS-u przede wszystkim nie radzili sobie ze świetną dyspozycją rywali na linii zagrywki, a nerwowe reakcje zamieniały się w nietrafione decyzje skrzydłowych. Z kolei zawiercianie jak natchnieni rozgrywali swoje akcje, a gdy do bardzo dobrej gry dołożyli również element bloku, wynik wynosił 19:15 dla Aluronu. Podopieczni Igora Kolakovicia do końca przeważali na boisku, a as serwisowy Patryka Niemca zakończył seta i pozwolił gospodarzom objąć prowadzenie w całym meczu.

 

Ostatnią partię z wysokiego „C” rozpoczęli zawiercianie. Gospodarzom wychodziło niemal wszystko, od świetnych zagrywek po fenomenalne ataki, a po uderzeniu Patryka Niemca prowadzili już 5:0. Katowiczanie zupełnie nie przypominali siebie z poprzednich partii i mieli spore problemy z rozgrywaniem swoich akcji. Różnicę w drużynie GKS-u zrobiły natomiast zagrywki Tomasa Rousseaux’a. Zdekoncentrowani zawiercianie nie mogli poradzić sobie z niepozornym flotem Belga, a goście po ataku z krótkiej Marcina Kani mogli cieszyć się z remisu - 8:8. Przy takim wyniku szybko zareagował Kolakovic, a po przerwie wziętej przez trenera gospodarze potrafili poprawić swoją grę. Tym samym mogliśmy oglądać bardzo wyrównane widowisko, jednak gdy Orczyk wykorzystał kolejną posłaną do niego piłkę, a Malinowski zaskoczył swoją zagrywką rywali, to Warta Zawiercie prowadziła 15:12. Katowiczanie i tę przewagę potrafili szybko zniwelować, a po przestrzelonym uderzeniu Kovacevicia doprowadzili do remisu. Żadna z drużyn nie zwalniała tempa, a końcówka zapowiadała się bardzo zacięcie. Drużyna GKS-u w decydujących momentach nie ustrzegła się jednak błędów i po asie serwisowym Cavany to Jurajscy Rycerze byli bliżej zakończenia tego meczu - 20:17. Zespół z Katowic do końca walczył o odmienienie losów tego seta, jednak szczelny blok na Rousseaux zakończył cały mecz na korzyść drużyny z Zawiercia.


Aluron CMC Warta Zawiercie - GKS Katowice 3:1 (21:25, 25:20, 25:19, 25:21)

MVP: Piotr Orczyk