Tenis: koniec historycznego sezonu, czyli podsumowanie 2021 roku
Squeaky Knees/ Wikimedia

Tenis: koniec historycznego sezonu, czyli podsumowanie 2021 roku

  • Dodał: Mateusz Czuchra
  • Data publikacji: 01.12.2021, 15:15

Rok 2021 okazał się być wyjątkowy dla polskiego tenisa. Po raz pierwszy w naszej historii doszło do sytuacji, kiedy mężczyzna i kobieta klasyfikowani są w najlepszych dziesiątkach rankingu. Na przestrzeni całego sezonu ponownie bezkonkurencyjni okazali się Ashleigh Barty oraz Novak Djokovic. Ale zacznijmy wszystko od początku.

 

Obiecująca inauguracja

 

Po imponującej końcówce sezonu 2020, w której Iga Świątek zanotowała zwycięstwo w wielkoszlemowym Roland Garrosie, Polka rozbudziła apetyty polskich kibiców, którzy zaczęli upatrywać w niej następczyni Agnieszki Radwańskiej. Raszynianka ubiegły rok zakończyła na 17. pozycji, a wielu ekspertów uważało, że awans do czołówki światowego rankingu dla ówczesnej 19-latki będzie kwestią czasu. Świątek już na samym starcie sezonu udowodniła, że występ w stolicy Francji nie był dziełem przypadku. Reprezentantka Polski w Australian Open odpadła w czwartej rundzie po boju z Simoną Halep, a kilkanaście dni później wywalczyła tytuł w Adelajdzie. 

 

Po kilku gorszych występach, Iga Świątek doczekała się gry na swojej ulubionej nawierzchni, jaką jest mączka. Polka podczas turnieju w Rzymie pokazała charakter, najpierw broniąc piłek meczowych w meczu z Barborą Krejcikovą, a w finale deklasując Karolinę Pliskovą (6:0,6:0). Wówczas nasza najlepsza tenisistka awansowała po raz pierwszy w karierze do czołowej dziesiątki rankingu. Świątek w dniu swoich 20. urodzin przystąpiła do obrony tytułu Roland Garrosa. Na paryskiej mączce, w ćwierćfinale, serię meczów bez straty seta przerwała Maria Sakkari, która jednocześnie zakończyła marzenia Polki o drugim zwycięstwie w zawodach wielkoszlemowych. 

 

Z nieco gorszej pozycji do sezonu startował Hubert Hurkacz. Wrocławianin do pierwszego turnieju w Delray Beach przystępował jako 35. tenisista świata. Polak zainaugurował sezon w najlepszy sposób - zwyciężył w zawodach na wschodnim wybrzeżu Ameryki. Po owocnym początku, podobnie jak w przypadku Świątek, również Hurkacz zanotował kilka gorszych występów. Jednak na przełomie marca i kwietnia zaimponował swoją formą w zawodach Indian Wells. Odprawił m.in.: Raonica, Shapovalova, Miedwiediewa, Tsitsipasa, a w finałowym pojedynku pokonał Jannika Sinnera. Po zwycięstwie w kalifornijskich rozgrywkach, Hubert dopisał 1000 punktów i przebił się na 16. lokatę rankingu ATP.

 

Wyśmienity występ w stolicy Anglii i olimpijskie rozczarowanie

 

Po życiowym sukcesie, Hurkacz zmagał się z serią meczów bez zwycięstwa. Kłopoty zwycięzcy turnieju Indian Wells spowodowane były w głównej mierze problemami zdrowotnymi. Wrocławianin w czterech turniejach na mączce wygrał tylko jedno spotkanie, a dodatkowo równie słabo rozpoczął sezon na kortach trawiastych, co nie napawało optymizmem przed wielkoszlemowym Wimbledonem. Jednak w stolicy Anglii, już od pierwszego występu, najwyżej notowany polski tenisista imponował formą serwisową. Gdy dotarł do czwartej rundy bez straty seta, wielu spodziewało się, że będzie w stanie postawić się Daniłowi Miedwiediewowi, lecz mało kto spodziewał się, że Hurkacz to spotkanie wygra.

 

Największą nagrodą za udany występ był ćwierćfinał rozgrywany na centralnym korcie przeciwko Rogerowi Federerowi. Wrocławianin po raz kolejny zabłysnął swoją dyspozycją i odprawił doświadczonego Szwajcara w obecności blisko 14 tysięcy fanów tenisa. W półfinale za mocny okazał się jednak Matteo Berrettini, ale pomimo tego Hurkacz mógł czuć się jako wygrany tego turnieju. Nieco gorzej w Londynie spisała się Iga Świątek. 20-latka dotarła do czwartej rundy, gdzie uległa Tunezyjce Ons Jabeur. Niemniej jednak, do Tokio jechała w ścisłym gronie faworytek do wywalczenia medalu.

 

Po obiecujących występach biało-czerwonych, wielu kibiców upatrywało medalowe szanse podczas igrzysk olimpijskich u Igi Świątek, jak i Huberta Hurkacza. Doskwierające upały oraz wolna nawierzchnia nie były sprzyjające dla Polaków na tokijskich zawodach. Dwoje najwyżej notowanych polskich tenisistów odpadło z rywalizacji już w drugiej rundzie. Czy należy uznać to za rozczarowanie? Biorąc pod uwagę wyniki reprezentantów Polski, można odczuwać niedosyt, ale okoliczności, jakie towarzyszyły, nie były zbyt korzystne. Jednocześnie trzeba pamiętać, że dla Hurkacza oraz Świątek były to pierwsze igrzyska w karierze i z pewnością nie ostatnie. Stąd liczymy, że doświadczenie zdobyte w Tokio zaowocuje podczas igrzysk w Paryżu.

 

Debiuty w turnieju mistrzów

 

Mimo że po igrzyskach Iga Świątek wzięła udział tylko w czterech turniejach, to w tym czasie awansowała na rekordowe czwarte miejsce w rankingu WTA. Utrata punktów za zwycięstwo w Roland Garros 2020 kosztowało raszyniankę spadek na 9. pozycję, ale ostatecznie udało się jej awansować do rozgrywek mistrzyń w Guadalajarze. Przeciwny kierunek w liczbie występów obrał w tej części sezonu Hurkacz. 24-latek szczególnie wyróżnił się we francuskich turniejach halowych. Najpierw w Metz sięgnął po trzeci tytuł w tym roku, a na początku listopada odpadł w półfinałowym pojedynku w paryskim Mastersie, gdzie uległ Novakowi Djokovicowi.

 

Świątek i Hurkacz sezon zakończyli na dziewiątej lokacie, lecz udział w turniejach mistrzyń WTA, a także mistrzów ATP, zawdzięczają absencji Ashleigh Barty oraz Rafaela Nadala. Ostatni epizod tego sezonu nie należał do najbardziej udanych dla polskich reprezentantów, od których można było wymagać nieco więcej. Ostatecznie Hurkacz z Turynu wyjechał bez zwycięstwa, natomiast Świątek w ostatnim grupowym pojedynku pokonała Paulę Badosę. Nasi najlepsi singliści w trakcie obecnego sezonu nie szczędzili również gry podwójnej. Iga Świątek wyśmienicie spisała się u boku Bethanie Mattek-Sands, grając w finale French Open. Hubert Hurkacz, poza indywidualnym tytułem w Metz, dorzucił również zwycięstwo deblowe z Janem Zielińskim.  

 

Dla dwójki naszych pierwszorzędnych tenisistów 2021 rok był przełomowy i pozwolił awansować im do ścisłej światowej czołówki. Pomimo kilku niepowodzeń, a najbardziej bolesnych porażek na igrzyskach olimpijskich, Iga Świątek oraz Hubert Hurkacz reprezentowali biało-czerwone barwy w nadzwyczajny sposób. Polski tenis od czasów Agnieszki Radwańskiej i Jerzego Janowicza nie miał na koncie tak wielkich sukcesów, stąd wielkie brawa dla nadal młodych zawodników, w których pokładamy olbrzymie nadzieje na najbliższe lata.

 

Świątek, Hurkacz i... długo, długo nic

 

Magda Linette na stałe zagościła w czołowej setce rankingu WTA, ale poza pojedynczymi pozytywnymi występami ciężko mówić o jakimkolwiek postępie. 29-latka zanotowała regres w stosunku do poprzedniego sezonu o siedem pozycji (z 50. na 57.). Za największy sukces poznanianki w zakończonym sezonie trzeba uznać występy w 3. rundzie Roland Garrosa oraz Wimbledonu. W przeciwieństwie do Linette, kolejny skok w rankingu zaliczyła Magdalena Fręch. 23-latka zakończyła sezon na 102. miejscu, a jeśli dalej będzie się tak rozwijać, może być pewna miejsca w czołowej setce damskiego tenisa. 

 

Nieco gorsze występy w 2021 roku zanotowała Katarzyna Kawa. Na początku sezonu wydawało się, że kryniczanka zagości w pierwszej setce rankingu. Ostatecznie, po kilku gorszych występach, sezon zakończyła na 154. lokacie. Do swoich najlepszych wyników sprzed lat próbuje wrócić Urszula Radwańska. 30-latka jest na początku trzeciej setki WTA i jeśli nie braknie jej motywacji w przyszłym sezonie, może liczyć na kolejny skok na światowych listach.

 

Nieco inaczej wygląda sytuacja w męskim tenisie. Drugi polski reprezentant, Kamil Majchrzak, zanotował niewielki spadek w rankingu, ale pozycja 25-latka (poza czołową setką) może budzić spore rozczarowanie. Przypomnijmy, że piotrkowianin był już klasyfikowany na 83. lokacie w 2019 roku. Wtedy wydawało się, że nieunikniony jest kolejny krok naprzód i awans, ale plany pokrzyżowały mu m.in. kontuzje oraz urazy. Liczymy, że Majchrzak odbuduje swoją formę i przyszły rok będzie dla niego korzystniejszy. 

 

Natomiast wyśmienicie rozwija się kariera Kacpra Żuka. 22-latek zanotował awans o blisko sto pozycji (z 262. na 170.), a w trakcie sezonu zapisał na swoje konto pierwsze turniejowe zwycięstwo - w zawodach rangi challenger w Splicie. Pozycja Kacpra jest w tym momencie na tyle istotna, że pozwala rywalizować mu w kwalifikacjach do wielkoszlemowych imprez. Trzymajmy kciuki, by w przyszłym sezonie Żuk zadebiutował podczas turnieju Wielkiego Szlema.

 

Na koniec kilka słów o polskich deblistach. Nasz najbardziej doświadczony w tym gronie Łukasz Kubot w tym roku nie miał stałego partnera, a co za tym idzie ciężko było mówić o jakiejkolwiek stabilizacji. Po nieudanym początku u boku Wesleya Koolhofa, 39-latek wrócił do współpracy z Marcelo Melo. Polsko-brazylijski duet najlepiej wspomina turniej na londyńskiej trawie. Kubot i Melo w ćwierćfinale zawodów byli blisko wyeliminowania pary, która, jak się później okazało, zwyciężyła w całych zawodach. Ostatecznie urodzony w Bolesławcu zakończył sezon jako 34. deblista świata.

 

Wielkim odkryciem sezonu okazał się duet Szymon Walków i Jan Zieliński. Biało-czerwony debel wspólnymi siłami zwyciężył w zawodach rangi challenger w Braunschweig oraz Meerbusch. Dodatkowo wrocławsko-warszawska para występowała w finale podczas turnieju ATP 250 w Gstaad. Jan Zieliński zanotował również, wspomniane wcześniej, zwycięstwo w Metz, u boku Huberta Hurkacza. Warto się przyjrzeć tej parze, a reprezentacja Polski może ponownie cieszyć się z duetu pokroju Matkowskiego i Fyrstenberga. 

 

Grali rzadko, a konkretnie

 

W porównaniu do roku ubiegłego, niewiele zmieniło się na czele światowych tabel. U kobiet nadal w rankingu przewodzi Ashleigh Barty, która jako światowa jedynka zakończyła swój trzeci z rzędu sezon. Natomiast w rankingu ATP króluje Novak Djokovic, który tym samym przeszedł do historii. 34-latek po raz siódmy zimę spędzi jako lider. Poprzedni rekord należał do Pete'a Samprasa, który sześciokrotnie kończył sezon jako najlepszy tenisista. Jeśli przyjrzymy się ilości turniejów, jakie rozegrali Australijka i Serb, to widać gołym okiem, że nie potrzebowali do bycia najlepszymi forsować organizmu.

 

Barty przez problemy zdrowotne, z którymi borykała się w trakcie roku, sezon zakończyła po US Open. 25-latka do osiągnięcia 7582 punktów potrzebowała 16 występów. Australijka w tym czasie zanotowała pięć turniejowych zwycięstw (w tym jedno wielkoszlemowe, podczas Wimbledonu). Djokovic natomiast zdobył 11540 punktów w ledwie 14 występach. Urodzony w Belgradzie miał szansę na zdobycie Klasycznego Wielkiego Szlema, ale w finałowym pojedynku US Open doznał porażki z Daniłem Miedwiediewem. Wielką sensacją jest brak medalu na igrzyskach olimpijskich dla serbskiego tenisisty. Przypomnijmy, że Nole w swojej bogatej karierze nadal pozostaje z jednym brązowym olimpijskim krążkiem, z Pekinu.

 

Objawienie sezonu

 

Progres, jaki odnotowała Emma Raducanu w trakcie obecnego sezonu, musi robić wrażenie na każdym. Brytyjka próbkę swoich umiejętności pokazała już podczas Wimbledonu. W stolicy Anglii grająca z dziką kartą ówczesna 18-latka odpadła w 4. rundzie. Raducanu jednak największy sukces odniosła w Nowym Jorku. Najpierw jak burza przeszła przez kwalifikacje, a w turnieju głównym odprawiała kolejne rywalki, aż do finału, w którym zwyciężyła nad Leylah Fernandez. Jednocześnie zapisała się w historii dyscypliny jako pierwsza zawodniczka z kwalifikacji, która zwyciężyła w zawodach Wielkiego Szlema, w dodatku bez straty seta. Brytyjka do startu sezonu przystępowała jako 343. rakieta rankingu, a finalnie zakończyła rok na 19. pozycji. Jeśli jej kariera potoczy się w prawidłowy sposób, to Wielka Brytania może mieć wielkie powody do zadowolenia. 

 

Mimo że Carlos Alcaraz nie zanotował takiego skoku w rankingu jak Raducanu, to zdecydowanie tytuł dla męskiego objawienia sezonu należy do Hiszpana. 18-latek w lipcu wygrał swój pierwszy tytuł ATP w karierze. Wówczas zwyciężył w zawodach rangi ATP 250 w Umag. Co ciekawe, ostatnim hiszpańskim tenisistą, który zwyciężył w zawodach ATP w tak młodym wieku, był Rafael Nadal (Sopot, 2004). Stąd też urodzonemu w 2003 roku nie przez przypadek przypina się łatkę następcy Rafy Nadala. Obchodzący w tym roku swoje 18. urodziny, podczas US Open udowodnił, że może rywalizować ze światową czołówką, jak równy z równym. W Nowym Jorku Alcaraz ograł m.in. Stefanosa Tsitsipasa, a całe zawody zakończył w ćwierćfinale. Zawodnik z Półwyspu Iberyjskiego dodatkowo zwyciężył w mediolańskich zawodach Next Gen Series i potwierdził, że jest jednym z najwybitniejszych zawodników młodego pokolenia. Finalnie Alcaraz w trakcie roku przesunął się o 109 pozycji i uplasował się na 32. lokacie w rankingu ATP.