Największe sukcesy w polskim sporcie w 2021 roku #7 - Lewandowski w pogoni za Muellerem
Sven Mandel, sven.mandel@wikipedia.de, all rights reserved.

Największe sukcesy w polskim sporcie w 2021 roku #7 - Lewandowski w pogoni za Muellerem

  • Dodał: Rafał Kozieł
  • Data publikacji: 28.12.2021, 15:01

Maszyna. Terminator. Kiler. Supersnajper. Po prostu on – Robert Lewandowski. Ze względu na to, że piłka nożna to sport zespołowy, bardzo ciężko wyróżnić pojedynczego gracza. Jeśli jednak ktoś bije rekord, który wydawał się poza zasięgiem i przetrwał prawie 50 lat, nie można przejść obok tego obojętnie. A tego właśnie dokonał napastnik Bayernu Monachium w sezonie 2020/2021, bijąc rekordowy wynik 40. zdobytych bramek w jednym sezonie Gerda Muellera o jedno trafienie.

 

Legendarny napastnik bawarskiego klubu dzierżył rekord Bundesligi od sezonu 1971/1972, kiedy to w jednym sezonie zdobył 40 bramek. Przez lata wydawało się, że ten rezultat na zawsze zapisze się w historii ligi. Choć przez lata nie brakowało znakomitych napastników, to przekroczenie 30 goli w jednym sezonie było nie lada wyczynem. W XXI wieku taka sztuka udała się tylko dwóm napastnikom: Pierre-Emerickowi Aubameyangowi (31 goli w sezonie 2016/2017) oraz Robert Lewandowskiemu  w sezonie 2019/2020. Apogeum „Lewego” miało jednak nadejść w kolejnym sezonie.

 

Początek sezonu nie zwiastował takiej historii. Na inaugurację sezonu Bayern wygrał z Schalke aż 8:0, a „Lewy” zdobył jedną z bramek. W kolejnym spotkaniu, z Hoffenheim, polski napastnik nie „użądlił”, jednak potem nadrobił to sobie z nawiązką, bowiem w kolejnych trzech spotkaniach zdobył aż dziewięć bramek! To pozwoliło mu wysunąć się na czoło rywalizacji strzelców, którego – jak się później okazało – nie oddał do końca sezonu.

 

Ze względu na bezpieczną przewagę Bayernu w tabeli Lewandowski często był oszczędzany przed ważniejszymi spotkaniami (np. rozgrywkami Ligi Mistrzów). Mimo to Polak ani myślał zwalniać swojego tempa, zdobywając bramki w spotkaniach z Borussią Dortmund oraz Stuttgartem. Mimo to nikt w Niemczech nie przypuszczał w dalszym ciągu o tym, czego dokona nasz napastnik. Ot,  szósta korona króla strzelców dla „Lewego” nie była niczym nadzwyczajnym. Zwłaszcza, że pojawiły się głosy o kryzysie drugiego strzelca Bundesligi w historii po dwóch spotkaniach z pustym przebiegiem – z Werderem Brema oraz RB Lipsk. Po spotkaniu z drużyną z Saksonii Lewandowski jednak pokazał, dlaczego od lat uważany jest za czołowego (o ile nie najlepszego) napastnika świata.

 

Od 11 do 27 kolejki kapitan reprezentacji Polski grał w każdym spotkaniu. W tym czasie zaliczył „pusty przelot” w … zaledwie jednym spotkaniu – z Herthą Berlin. Klasa rywala nie miała dla niego znaczenia, bowiem strzelił hattricka Borussi Dortmund oraz Stuttgartowi oraz „zapakował” dublet m. in. Bayerowi Leverkusen i Mainz. Z każdym kolejnym meczem i zdobytą bramką realna stawała się wizja pobicia mitycznego rekordu Gerda Muellera. Kiedy po meczu z VfB Polak miał na koncie 35 bramek oraz osiem spotkań do rozegrania, zrodziło się pytanie – nie czy, a o ile – rekord legendarnego napastnika zostanie pobity. Wówczas nastąpiło coś, co zachwiało tą pewność.

 

28 marca 2021 roku. Mecz eliminacji do mistrzostw świata Polska – Andora na Stadionie Narodowym w Warszawie, który nasza reprezentacja wygrywa 3:0. Po spotkaniu zamiast o wydarzeniach na boisku mówi się więcej o kapitanie naszej kadry. Na skutek starcia z obroną rywali „Lewy” doznaje uszkodzenia więzadła pobocznego w prawym kolanie. Wstępne diagnozy wskazują na krótki, kilkudniowy odpoczynek od treningów, jednak po powrocie do Monachium diagnoza brzmi: cztery tygodnie przerwy. Postawiło to pod sporym znakiem zapytania możliwość pobicia rekordu przez Lewandowskiego. On sam pokazał, że nieskutecznie.

 

W pierwszym spotkaniu po powrocie do pełni sił z Mainz polski napastnik wszedł z ławki rezerwowych, jednak nie przeszkodziło mi to w zdobyciu bramki numer 36. Kiedy tydzień później „Lewy” zdobył swojego czwartego hattricka w sezonie (tym razem w spotkaniu z Borussią Moenchengladbach), ponownie wrócił temat rekordu. Dwa mecze do końca sezonu i jeden gol do wyrównania rekordu Muellera – rzecz jak najbardziej do zrobienia. W przedostatnim spotkaniu ze „Źrebakami” Polak szybko zdobył bramkę i wyrównał legendarny, prawie 50-letni wyczyn. Pomimo prób i okazji, do końca spotkania nie udało się Lewandowskiemu po raz drugi umieścić piłkę w siatce, przez co o wszystkim miał zadecydować ostatni mecz – z Augsburgiem.

 

Broniący dostępu do bramki zespołu ze Szwabii Rafał Gikiewicz dwoił się i troił, aby uniemożliwić rodakowi przejścia do historii. Sam Lewandowski kilkukrotnie miał dobrą okazję, aby zdobyć historycznego gola, jednak za każdym razem „Giki” okazywał się górą. Kiedy już wszyscy tracili nadzieję, że polskiemu napastnikowi nie uda się pobić osiągnięcia Muellera, nadeszła 90 minuta spotkania. Leroy Sane oddaje strzał zza pola karnego, bramkarz Augsburga „wypluwa” piłkę przed siebie, do piłki dobiega Robert Lewandowski i umieszcza piłkę w bramce, zdobywając swojego 41. gola w sezonie. Kosmos.

 

Podsumowując, w sezonie 2020/2021 kapitan reprezentacji Polski poprawił rekord Gerda Muellera w ilości zdobytych bramek w jednym sezonie Bundesligi, który od 22 maja br. wynosi 41 bramek. Co ważne, taki bilans Robert uzyskał w … zaledwie 29 spotkaniach, co daje niesamowitą średnią 1,41 bramki/mecz. Mistrzowski wyczyn.

 

Poza wyżej opisanym osiągnięciem „Lewy” poprawił jeszcze jedno osiągnięcie legendarnego niemieckiego napastnika. 17 grudnia, dzięki bramce zdobytej przeciwko Wolfsburgowi, Polak poprawił o jedno trafienie wyczyn Muellera, jeśli chodzi o ilość zdobytych goli w jednym roku kalendarzowym w Bundeslidze. W 1972 roku legendarny napastnik zdobył 42 bramki, natomiast w spotkaniu z drużyną spod koncernu Volkswagena Lewandowski wyśrubował ten rekord do 43 trafień. Oprócz tego Mueller stracił także rekord, jeśli chodzi o strzelone dla Bayernu bramki w Lidze Mistrzów/Pucharze Europy Mistrzów Krajowych. Zmarły w sierpniu br. niemiecki napastnik miał na koncie 62 trafienia, natomiast „Lewy” poprawił ten rezultat już w listopadowym spotkaniu Ligi Mistrzów z Benficą. Dzięki bramce z Wolfsburgiem polski napastnik stał się współrekordzistą – wraz z Cristiano Ronaldo – w jeszcze jednej klasyfikacji. Obaj mają na koncie po 69 bramek w jednym roku kalendarzowym we wszystkich rozgrywkach.

 

Mimo takich liczb w poprzednim sezonie Lewandowski nie znalazł uznania w oczach niektórych jurorów Złotej Piłki. W ostatecznym rozrachunku Polak zajął drugie miejsce, tuż za Lionelem Messim, co jest najlepszym osiągnięciem piłkarza z naszego kraju. Wielu ekspertów uważa jednak, że nasz napastnik został skrzywdzony i nagroda powinna trafić do niego. „Lewy” musiał zadowolić się „nagrodą pocieszenia”, jaką była statuetka dla najlepszego strzelca.