Pekin 2022 - co nas czeka za miesiąc (7): 10 lutego
Wikimedia

Pekin 2022 - co nas czeka za miesiąc (7): 10 lutego

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 10.01.2022, 10:22

Kolejny dzień igrzysk przyniesie przede wszystkim inaugurację turnieju hokeistów. Mimo braku graczy z NHL, zapowiada się on bardzo interesująco, na pewno przyciągnie uwagę kibiców również w Polsce. Polaków na stracie nie będzie zbyt wielu, ale liczymy na dobry wynik saneczkarskiej sztafety.

 

Pierwotnie turniej hokejowy w Pekinie miał być bezwzględnie najciekawszym wydarzeniem igrzysk, jednak ostatecznie graczy najlepszej ligi świata w Chinach nie zobaczymy, czego przyczyną są opóźnienia sezonu NHL związane z pandemią koronawirusa. Można się tego było spodziewać i trzeba się z tym pogodzić. Niemniej rywalizacja zapowiada się bardzo interesująco. Zespoły zostały podzielone na trzy grupy (A: USA, Kanada, Niemcy, Chiny; B: Rosja, Czechy, Szwajcaria, Dania i C: Szwecja, Finlandia, Słowacja, Łotwa), w których każdy gra z każdym. Zwycięzcy grup i najlepsza drużyna z drugiego miejsca awansuje do ćwierćfinału, pozostała ósemka powalczy w barażach. Jednoznacznego faworyta trudno wskazać, o medale walczyć będzie sześć drużyn: Kanada, USA, Finlandia, Szwecja, Czechy i Rosja. Medal jakiejś innej ekipy byłby nie lada sensacją. W pierwszym dniu zagrają Szwecja z Łotwa (5:10), Finlandia ze Słowacją (9:40) oraz Kanada z Niemcami i USA z Chinami (14:10).

 

Na 14:30 zaplanowano najciekawszą z polskiego punktu widzenia konkurencję dnia. Na zakończenie zmagań saneczkarskich na igrzyskach na Yanqiong National Sliding Centre wystartują sztafety, w skład których wchodzą obie jedynki, męska i żeńska, oraz męska dwójka. Po cichu liczymy na miejsce naszego zespołu w czołowej ósemce, stać na to Polaków przy odrobinie szczęścia na pewno. W tegorocznych startach w Pucharze Świata zajmowali miejsca 7., 8. i 9., raz nie ukończyli konkurencji, ale mimo to w rankingu zajmują ósme miejsce. Jednoznacznego faworyta trudno wskazać, w tym sezonie poszczególne zawody wygrywali Austriacy, Rosjanie, Niemcy i Łotysze i chyba wśród tych czterech zespołów należy szukać medalistów olimpijskich. Możliwe, że do rywalizacji włączą się Włosi i Amerykanie. Wszystko będzie jasne 10 lutego niedługo po godzinie 15:00.

 

Będzie środek tygodnia i sam środek nocy, ale fani łyżwiarstwa figurowego (sam się do nich nie zaliczam, podobnie jak wszystkich "artystycznych" dyscyplin sportu letnich i zimowych, nie uważam figurowej jazdy na łyżwach za sporty godne igrzysk, ale to moja osobista, zapewne odosobniona opinia), na pewno wstaną, by oglądać popisy solistów w programie dowolnym. Redakcyjne koleżanki, które zajmują się tym sportem, za faworytów uważają przede wszystkim Japończyków - Yuzuru Hanyu, Shoma Uno i Yuma Kagiyama są w stanie w komplecie stanąć na olimpijskim podium. Hanyu ma szansę na trzeci z rzędu tytuł, a byłby wtedy drugim takim zawodnikiem w historii olimpizmu (Szwed Gillis Grafstroem dokonał tego w latach 1920 - 1928. Tak, tak łyżwiarstwo figurowe było dyscypliną olimpijską na długo przed wprowadzeniem igrzysk zimowych). Jest to realny scenariusz. Największym rywalem japońskiej armady zdaje się być Amerykanin Nathan Chen. Program dowolny rozpocznie się o 2:38, około trzech godzin później wszystko powinno być jasne.

 

Alpejczycy powalczą natomiast w kombinacji. Konkurencja ta rozgrywana jest w zasadzie już tylko na mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich, w pucharowym cyklu już nie, trudno więc wskazać faworytów. Specjalizacja w narciarstwie poszła już bardzo daleko, specjaliści konkurencji szybkościowych w technicznych nie startują i odwrotnie. Zdarzają się specjaliści od jednej tylko konkurencji, żeby tu wspomnieć choćby Marynę Gąsienicę-Daniel, która dobrze jeździ giganta, ale slalomu coraz częściej unika. Kombinację częściej wygrywają slalomiści, wśród nich należy więc szukać kandydatów do medali. Najbardziej uniwersalnym alpejczykiem wydaje się być na tę chwilę Szwajcar Marco Odermatt, o medal może się pokusić Manuel Feller z Austrii. Część szybkościowa kombinacji rozpocznie się o 3:30, techniczna o 7:15.

 

Podobnie jak dzień wcześniej, sporo będzie się działo w snowboardzie: poznamy medalistów w halfpipe kobiet i snowboard crossie mężczyzn. W tej pierwszej konkurencji faworytką jest Chloe Kim. Amerykanka broni tytułu mistrzyni olimpijskiej i wydaje się być poza zasięgiem rywalek. Najważniejszymi z nich są japońskie siostry Ruki i Sena Tomita oraz Chinka Cai Xuetong. W crossie najwyżej stoją akcje Austriaka Alessandro Hammerle i Niemca Martina Noerla. W drugim rzędzie należy wymienić Nicka Baumgartnera i Jakoba Duska. W narciarstwie dowolnym zadebiutuje konkurencja skoków akrobatycznych drużyn mieszanych. To kolejna z konkurencji wpisujących się w olimpijski trend mieszania płci w jednej rywalizacji. O medale powalczą Chińczycy, Amerykanie, Rosjanie, być może też Ukraińcy.

 

Biegaczki narciarskie pobiegną klasykiem 10 kilometrów i tu kwestie medali rozstrzygną się zapewne między Skandynawkami - Norweżkami i Szwedkami. O medale być może powalczą też Rosjanki i Finka Kerttu Niskanen. Z kolei panczenistki pobiegną swój maraton - na 5000 metrów faworytką zdaje się być Holenderka Irene Schouten, do walki o podium zapewne włączy się Włoszka Francesca Lollobrygida, Kanadyjka Isabelle Weidemann, może też Czeszka Martina Sablikova.

 

Trwała będzie rywalizacja w curlingu. Pierwsze dwa ślizgi zaliczą skeletoniści - o tej rywalizacji napiszę jutro przy okazji ślizgów finałowych.

 

Program 10 lutego

 

 

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.