Five o’clock Tea: Piekło Czerwonych Diabłów
pixabay.com

Five o’clock Tea: Piekło Czerwonych Diabłów

  • Data publikacji: 06.09.2018, 17:00

Manchester United to klub wielki. Zespół z piękną historią, legendarnym stadionem I fanatycznie oddanymi kibicami. Są to fakty z którymi uczciwy człowiek nie może polemizować. Niestety, dla fanów zespołu oni nie mogą dyskutować z tym, że na Old Trafford od dłuższego czasu dzieje się coś złego.

 

12 maja 2013 roku. Data z jednej strony nieodległa, z drugiej strony natomiast, wydaje się jakby było to w innym życiu. Żywa legenda klubu – Sir Alex Ferguson po raz ostatni wychodzi na murawę Old Trafford jako trener Red Devils. Okazuję się również że były to ostatnie dni chwały drużyny z czerwonej części Manchesteru. Od tamtego czasu minęło już ponad 5 lat a w klubowej gablocie nie zagościło jeszcze trofeum za mistrzostwo Anglii. Dla klubu który w erze Premier najczęściej (13 razy) wygrywał ligę taka sytuacja jest ciężka do przełknięcia. Manchester Sir Alexa Fergusona był drużyną, która słynęła z nieustępliwości, gry do końca i przede wszystkim umiejętności wychodzenia z sytuacji bez wyjścia. Historia nie zna drugiej takiej drużyny, która w finale Ligi Mistrzów w doliczonym czasie gry strzeliłaby dwie bramki i przekuła porażkę w spektakularne zwycięstwo. Dziś na próżno szukać takich wydarzeń, Czerwone Diabły zdecydowanie za często grają zbyt asekuracyjnie, a w nastawieniu zawodników nie widać mentalności zwycięzców. Szukanie nowej tożsamości po emeryturze Fergusona wciąż trwa i nic nie wskazuję by miało zakończyć się w najbliższym czasie.

 

 

W jednym z ostatnich English Breakfest Przemysław Rudzki zacytował komentarz jednego z widzów programu który idealnie opisał aktualną atmosferę na Old Trafford. – „Manchester United stał się tym, z czego śmiali się jego kibice. Wydaje pieniądze jak City, zmienia trenerów jak Chelsea, wspomina historie jak Liverpool, a gra jak Arsenal”. Ciężko byłoby znaleźć bardziej trafne sformułowanie tego co się dzieje przy Sir Matt Busby Way. Od momentu odejścia Sir Alexa Fergusona, w przeciągu 6 letnich okienek transferowych klub wydał na wzmocnienia ok 770 milionów funtów! To są ogromne wydatki które z jednej strony można tłumaczyć zmieniającym się rynkiem, aczkolwiek wiele z tych transferów to były przepłacone inwestycje. Tacy piłkarze jak Di Maria, Depay czy Schneiderlin ponad 120 milionów funtów, a nie wnieśli do drużyny nic. Wciąż zmieniająca się kadra, a także ławka trenerska nie pomaga zespołowi na wypracowanie konkretnego stylu gry. Bo o autobusie w polu karnym klasycznym dla taktyki Van Gaala i Mourinho, nie można mówić jak o stylu adekwatnym, dla drużyny walczącej o najwyższe cele w Anglii i Europie.  Czy trofea takie jak Puchar Anglii, Puchar Ligi Angielskiej, albo najpoważniejsze z nich Ligę Europy można traktować jako znaczące osiągnięcia? Z jednej strony są to nagrody stanowiące ważne uzupełnienie gabloty, których brakuje choćby chwalonemu ostatnio Tottenhamowi, jednak z drugiej strony są to puchary drugiej kategorii, coś w rodzaju nagrody pocieszenia lub ciekawego uzupełnienia do trofeów najwyższej rangi, których w ostatnich latach brak.

 

Łatka winowajcy całego bałaganu, jest ostatnimi czasy przypisywana portugalskiemu szkoleniowcowi Red Devils. Uczciwie trzeba przyznać, że jest w tych słowach sporo prawdy. Mourinho od lata ma opinię człowieka jedynego w swoim rodzaju – prawdziwego The Special One. Niezwykle arogancki, ale również niebywale skuteczny. W trakcie swojej kariery niejednokrotnie prezentował swoje możliwości piłkarskiemu światu. Czy to podczas pracy w Porto, lub Interze, a także podczas pierwszej przygody na Stamford Bridge. Od momentu kiedy w 2010 przejął Real Madryt coś się zacięło. Wyniki drużyny Jose zaczynały się psuć, a trofea takie jak mistrzostwo okazywały się zbyt mało znaczące w obliczu coraz gorszej atmosfery w drużynie. Taki kryzys zawsze nadchodził w trzecim sezonie pracy. Podobny obrót zaczynają teraz przybierać sprawy w Manchesterze. Ogromne wydatki transferowe przełożyły się jedynie na wygranie Ligi Europy, a także Pucharu Ligi i Tarczy Wspólnoty. To zdecydowanie za mało, a zeszłosezonowe wicemistrzostwo ze stratą 19 punktów do City wcale nie polepsza złego wrażenia. Przełożenie na wyniki ma też w dużym stopniu dyspozycja piłkarzy. Zawodnicy pokroju Pogby czy Sancheza powinni być liderami drużyny, niestety ich gra absolutnie nie jest proporcjonalna do umiejętności. Defensywna i asekuracyjna taktyka hamuje ich potencjał. Jakby tego było mało, to atmosfery nie polepsza sam Jose. W obliczu jakiegokolwiek niepowodzenia, Portugalczyk, wypatruję błędów u każdego, tylko nie u siebie. Oskarża dyrektora wykonawczego – Eda Woodwarda o brak należytego wsparcia na rynku transferowym. Krytykuje idee tournée po USA, gdyż, jak twierdzi musi wtedy korzystać z niepotrzebnych piłkarzy z akademii, czym na starcie podcina skrzydła młodym piłkarzom. Aż wreszcie, nie szczędzi zawodnikom pierwszej drużyny publicznej krytyki. O ile do tej pory z reguły obrywał tylko Luke Shaw, to teraz do grono zostało powiększone. Antonio Valencia i Anthony Martial mieli nie przykładać się należycie do okresu przygotowawczego, natomiast Paulowi Pogbie zarzucane jest zbyt małe zaangażowanie w rolę lidera drużyny. To wszystko składa się na smutny obrazek, klubu który zagubił się i nie może odnaleźć. Morinho, jak się okazało nie jest właściwą osobą na stanowisku trenera, a takie konferencje prasowe jak ta po meczu z Tottenhamem powinny to jak najszybciej uświadomić zarządowi.

 

 

Wielką stratą dla brytyjskiego, a także światowego futbolu byłby słaby Manchester United. Ten klub jest symbolem piłki nożnej jako pasji łączącej ludzi. Emerytura Sir Alexa Fergusona okazała się, jednak czymś, na co drużyna nie była przygotowana, przez co do dziś są odczuwane konsekwencje tamtego wydarzenia. Mourinho nie okazał się idealnym następcą, a swoją kadencją tylko udowodnił, że jego czas przemija. W czerwonej części Manchesteru jest potrzebna nowa twarz, która przywróci utraconą tożsamość i pomoże wrócić klubowi na szczyt.