Snooker - Mistrzostwa Świata: niełatwy początek turnieju dla obrońcy tytułu

Snooker - Mistrzostwa Świata: niełatwy początek turnieju dla obrońcy tytułu

  • Dodał: Mateusz Czuchra
  • Data publikacji: 17.04.2022, 00:01

Wielka Sobota okazała się podwójnym świętem dla fanów snookerowego stołu. W angielskim Sheffield najlepsi zawodnicy globu rozpoczęli walkę o miano mistrza świata. Już w premierowym dniu nie zabrakło emocji, a w rolach głównych występowali m.in. obrońca tytułu Mark Selby, a także sześciokrotny triumfator tej imprezy Ronnie O'Sullivan. 

 

Podczas inauguracyjnej sesji tegorocznych mistrzostw świata do stołu podszedł obrońca mistrzowskiego tytułu, który mierzył się z Jamiem Jonesem. Anglik niemrawo rozpoczął pojedynek pierwszej rundy, lecz z każdym kolejnym frejmem czuł się coraz pewniej. Selby zaimponował szczególnie w partii numer cztery, wbijając 134-punktowego brejka. Po krótkiej przerwie 38-latek kontynuował swoją dobrą dyspozycję, dokładając kolejne trzycyfrowe podejście, tym razem licznik zatrzymał się na 129 punktach. Anglik prowadził wówczas 6:2, ale na zakończenie tej części meczu Walijczyk zdołał skrócić dystans do swojego rywala.

 

Dokończenie tego spotkania miało miejsce w sesji wieczornej. W niej dwie pierwsze rozgrywki miały bliźniaczy przebieg. Najpierw wysoką przewagę kreował sobie Selby, później do stołu podchodził Jones, który jednak nie wykorzystywał okazji do odwrócenia losów partii. Tym samym Anglik prowadził już 8:3, ale to nie podcięło skrzydeł kwalifikantowi. Najdłuższa partia w tym meczu, jednocześnie najbardziej wyrównana i obfita w mnóstwo zwrotów akcji zapisana została na konto Jonesa. Taki scenariusz wyraźnie zmotywował Walijczyka, który poszedł za ciosem i wygrał kolejne dwie partie. Przełamanie Selby'ego miało imponujący charakter, bo zwieńczone zostało 137-punktowym podejściem. Jones jeszcze walczył, ale zmniejszył tylko rozmiary porażki. Tym samym obrońca tytuły został pierwszym graczem, który przypieczętował awans do drugiej rundy.

 

Mark Selby - Jamie Jones 10:7 (4:73, 61:2, 93(71):18, 134(134):0, 46:71(60), 93(64):63, 73(73):6, 129(129):0, 27:82, 86(55):33, 66:50(50), 53:56, 41:83(53), 48:60, 137(137):0, 1:83(51), 91:30)

 

W sesji porannej swoje umiejętności zaprezentowali Zhao Xintong oraz Jamie Clarke. O ile w Chińczyku można było upatrywać faworyta tego meczu, to jednak mało kto spodziewał się aż tak sporej dominacji. Azjata imponował formą w każdym aspekcie i po siedmiu rozegranych partiach prowadził już 6:1. Do tego momentu na swoje konto zapisał dwa stupunktowe brejki, a oprócz tego cztery podejścia powyżej 50 punktów. Ostatecznie sesja zakończyła się rezultatem 7:2, a dokończenie tego pojedynku zaplanowane jest na niedzielny poranek. 

 

Zhao Xintong - Jamie Clarke 7:2 (104 (98):30), 79(57):16, 74(73):35, 11:76, 109(109):14, 83(78):11, 103(103):0, 6:75(67), 63:25)

 

Część popołudniowa była zdominowana przez angielskich zawodników. W pojedynku Synów Albionu rywalizowali Ronnie O'Sullivan i David Gilbert. Niespodziewanie to ten mniej utytułowany rozpoczął w imponującym stylu, wygrywając ku zaskoczeniu pierwsze trzy frejmy. Sześciokrotny mistrz świata przystąpił do pogoni jeszcze przed przerwą i zrobił to w znakomity sposób. Brejk w wysokości 122 "oczek" napędził ulubieńca angielskiej publiczności. Po regulaminowej przerwie O'Sullivan najpierw w ekspresowym tempie doprowadził do remisu, a później zwyciężył w pozostałych partiach. Tym samym do jutrzejszej kontynuacji przystąpi z trzyfrejmową zaliczką.

 

Ronnie O'Sullivan - David Gilbert 6:3 (1:129(56), 0:94(94), 54:65, 122(122):0, 73:35, 96(64):23, 126(104):8, 67(66):25, 67:0)

 

Jeśli mowa o niespodziewanych rozstrzygnięciach, to za takie trzeba uznać aktualny rezultat meczu Barry'ego Hawkinsa i Jacksona Page'a. Faworyzowany Anglik rozpoczął równie niefortunnie, co O'Sullivan. Jednak w tym przypadku Walijczyk utrzymał swoją wypracowaną zaliczkę z początku spotkania. W sesji pierwszej jedyną setkę na swoje konto zapisał właśnie Jackon Page, który stanął przed ogromną szansą prowadzenia nawet 7:2. Hawkins w ostatnim frejmie odrobił stratę jednego brejka i odwrócił losy partii, doprowadzając do stanu 3:6.

 

Barry Hawkins - Jackson Page 3:6 (6:120(53,67), 16:72(55), 0:84(84), 79:0, 20:49, 83:34, 23:69(61), 26:102(102), 64:61(55))

 

Poza dokończeniem meczu Selby'ego i Jonesa, wieczorem kibice mogli oglądać także wyczyny Shauna Murphy'ego oraz Stephena Maguire'a. Początek meczu  zapowiadał wyrównane zawody, lecz obraz spotkania zmienił się diametralnie po regulaminowej przerwie. Od stanu 2:2, pomimo zaciętych frejmów, aż cztery z rzędu rozgrywki na swoje konto zapisał Szkot. W ostatnim fragmencie tej części Murphy obronił się przed blamażem, doprowadzając do stanu 3:6. Sytuacja Anglika nie napawa dużym optymizmem, szczególnie biorąc pod uwagę jego aktualną dyspozycję.

 

Shaun Murphy - Stephen Maguire 3:6 (32:74, 89(53):26, 33:91(65), 66:0, 58:71, 56:72(67), 26:62, 33:73, 89(79):1)