Piłka nożna kobiet: młodość wygrała z doświadczeniem - Górnik Łęczna uległ Śląskowi
Irek Pindral

Piłka nożna kobiet: młodość wygrała z doświadczeniem - Górnik Łęczna uległ Śląskowi

  • Dodał: Wiktoria Kornat
  • Data publikacji: 19.04.2022, 16:55

W szesnastej kolejce sezonu kobiecej Ekstraligi nie obyło się bez niespodzianek. Faworyzowany Górnik Łęczna przegrał na wyjeździe z wrocławskim Śląskiem. Medyk Konin stracił komplet punktów w starciu z bydgoskim Sportisem w ostatniej akcji meczu. Pewne zwycięstwo nad beniaminkiem z Bielska-Białej zanotowała ekipa SMS-u Łódź, umacniając się tym samym na pozycji lidera rozgrywek.

 

UKS SMS Łódź – Rekord Bielsko-Biała

 

Przed przerwą reprezentacyjną piłkarki łódzkiego SMS-u objęły fotel lidera ligi, dzięki skromnemu, jednobramkowemu zwycięstwu nad Medykiem Konin. W 16. kolejce trwającego sezonu na podopieczne trenera Marka Chojnackiego czekało starcie z rywalem z plasującym się na samym dnie tabeli, Rekordem Bielsko-Biała. „Rekordzistki” desperacko potrzebują punktów, by utrzymać się w Ekstralidze. Jak dotychczas w swoim debiutanckim sezonie na najwyższym poziomie kobiecego piłkarstwa w Polsce, zawodniczki z południa kraju zdobyły zaledwie pięć oczek. Był to zatem pojedynek drużyn o zupełnie odmiennych celach i oczekiwaniach względem aktualnego sezonu. Od samego początku dzieląca w tabeli oba zespoły przepaść punktowa była doskonale widoczna. To gospodynie dyktowały warunki gry i szybko ułożyły sobie to spotkanie. Otwierające trafienie łodzianki zdobyły w szóstej minucie, kiedy to Anna Rędzia z dużą łatwością przedryblowała trzy defensorki Rekordu i z bliskiej odległości uderzyła obok wychodzącej z bramki Inhy Mostowej. Na podwyższenie prowadzenia liderki tabeli musiały poczekać do 25. minuty, kiedy to do siatki Rekordzistek trafiła Dominika Kopińska. Napastniczka SMS-u najszybciej dopadła do odbitej przez Mostową piłki i pewnie wykorzystała okazję. Worek z bramkami rozwiązał się na dobre, w pierwszej odsłonie łodzianki beniaminkowi rozgrywek wbiły jeszcze dwa gole. Najpierw po dwóch kwadransach gry swoje nazwisko w protokole meczowym po indywidualnym rajdzie prawą flanką zapisała Klaudia Jedlińska, a siedem minut później dublet ustrzeliła Kopińska. Po zmianie stron stroną dominującą niezmiennie pozostawały zawodniczki łódzkiego SMS-u. Gospodynie bezlitośnie punktowały każdy mankament przeciwniczek i w drugiej odsłonie dołożyły kolejne cztery trafienia. W 48. minucie z błędu defensywy Rekordu skorzystała kapitan łodzianek, Gabriela Grzybowska, a niespełna minutę później przyjezdne ponownie musiały rozpoczynać grę ze środka boiska, bo do siatki Mostowej drogę znalazło uderzenie Rędzi. Na 7:0 dziesięć minut później podwyższyła Jedlińska, a ostateczny rezultat pojedynku w doliczonym czasie gry ustaliła Julia Kolis. O niespodziance nie było mowy, walczący o mistrzostwo kraju SMS Łódź pewnie ograł beniaminka z Bielska-Białej.

 

Śląsk Wrocław – GKS Górnik Łęczna

 

Dokończenie ligowej kolejki miało miejsce w środku tygodnia. Ciekawie zapowiadało się starcie ambitnego, młodego zespołu z Wrocławia z bijącym się o mistrzostwo kraju Górnikiem Łęczna. W poprzedniej serii gier „Górniczki” z niemałymi problemami uporały się z walczącą o pozostanie w Ekstralidze drużyną Olimpii Szczecin. Śląsk natomiast sprawił sporą sensację, urywając punkty mistrzyniom kraju z Sosnowca. Do stolicy Dolnego Śląska łęcznianki przyjechały w roli faworyta, ale ekipa z Lubelszczyzny w rundzie wiosennej meczu wyjazdowego jeszcze nie wygrała. Lepiej w to spotkanie weszły przyjezdne, zmuszając przeciwniczki do sporego wysiłku w defensywie. Gospodynie swoich szans upatrywały w grze z kontrataku i stałych fragmentach. Po jednej z prób z rzutu rożnego bliska pokonania Anny Palińskiej była jedna z defensorek Śląska, ale piłka przeleciała nad poprzeczką bramki. W odpowiedzi „Górniczki” przeprowadziły szybką kontrę, jednak czujnie na przedpolu interweniowała Anna Bocian. W kolejnych minutach tempo gry nieco spadło, ale w 24. minucie dobra, skrupulatnie przygotowana akcja Górnika zaowocowała w postaci trafienia Chinonyerem Macleans. Podopieczne trenera Roberta Makarewicza potrzebowały kilku podań, by przedostać się w pole karne wrocławianek, z prawej flanki wprost na głowę wbiegającej Macleans dograła Oliwia Rapacka, a najskuteczniejsza snajperka zespołu skierowała futbolówkę do siatki. Po otworzeniu wyniku pojedynku „Górniczki” z takim samym zapałem konstruowały swoje ataki, często goszcząc w okolicach pola karnego Śląska. Pierwsza odsłona nie przyniosła jednak kolejnych goli i po 45 minutach przyjezdne z Lubelszczyzny prowadziły skromnie, różnicą jednego trafienia. Po powrocie na murawę oglądaliśmy nieco bardziej wyrównane zawody, choć z upływem czasu do głosu zaczęły dochodzić miejscowe. Wrocławianki mocno nacisnęły doświadczone piłkarki z Łęcznej i w 69. minucie doprowadziły do wyrównania. Z prawego sektora boiska w pole karne dośrodkowywała Joanna Wróblewska, a w zamieszaniu podbramkowym najlepiej odnalazła się Aleksandra Żurek, doprowadzając do remisu. Zdobycie gola wyrównującego rozochociło gospodynie, które dłuższymi fragmentami były w stanie zdominować przeciwniczki. Ambitnie walczące wrocławianki nabrały wiatru w żagle i dopięły swego w samej końcówce. Po rajdzie prawym skrzydłem Karolina Iwaśko wycofała piłkę do Wróblewskiej, a kapitan Śląska Wrocław uderzyła poza zasięgiem Palińskiej. Dzięki bardzo dobrej postawie w drugiej połowie wrocławianki sprawiły małą niespodziankę, zatrzymując ekipę Górnika Łęczna. Utrata punktów komplikuje przyjezdnym walkę o mistrzostwo kraju, do liderującego SMS-u „Górniczki” tracą już sześć oczek.

 

Sportis KKP Bydgoszcz – KKPK Medyk Konin

 

Po trzech tygodniach przerwy na mecze reprezentacyjne do gry powróciła rodzima Ekstraliga kobiet. Najwięcej emocji spodziewano się w Bydgoszczy, gdzie piłkarki miejscowego Sportisu podjęły Medyk Konin. Wielkopolanki nad Brdę przyjechały z zamiarem wzięcia rewanżu na rywalkach, które na jesień sprawiły niespodziankę, ogrywając podopieczne trenera Romana Jaszczaka na ich własnym terenie. Aktualnie oba zespoły w tabeli dzieli zaledwie oczko, sobotnie spotkanie było zatem istotne w kontekście układu tabeli. Trudno było wskazać faworyta do zwycięstwa, choć warto odnotować fakt, że „Medyczki” w tym sezonie na wyjeździe z siedmiu meczów wygrały zaledwie jeden. W ciągu pierwszych minut starcia żadna z drużyn nie zaznaczyła wyraźnie swojej dominacji. Serię dobrych akcji ofensywnych przerywały niedokładne podania po stronie obu zespołów. W 13. minucie pierwszy celny strzał w tym spotkaniu oddała Paulina Oleksiak, jednak próba zawodniczki miejscowego Sportisu była zbyt słaba, by zaskoczyć bramkarkę konińskiego Medyka. W kolejnych minutach meczu oglądaliśmy twardą grę prezentowaną przez zawodniczki obu ekip, choć częściej przy piłce utrzymywały się gospodynie. W końcówce drugiej połowy inicjatywę przejęły podopieczne trenera Romana Jaszczaka, koninianki kreowały sobie okazje do zdobycia otwierającego gola, ale ich starania owocowały jedynie w postaci sporej ilości rzutów rożnych. Wydawało się, że w przerwie na stadionie w Bydgoszczy będzie widniał bezbramkowy remis, jednak w 44. minucie przyjezdnym przyznany został rzut karny. Do „jedenastki” podeszła kapitan „Medyczek”, Anna Gawrońska i zachowując zimną krew pewnie pokonała Natalię Piątek. W drugą odsłonę utytułowane zawodniczki z Wielkopolski weszły zdecydowanie, ale brakowało im nieco dokładności, by podwyższyć prowadzenie. Sportis przeważał w posiadaniu piłki, ale żadnej klarownej okazji do doprowadzenia do remisu nie potrafił sobie wypracować. Mało efektywne wrzutki w pole karne przyjezdnych nie były w stanie w żaden sposób zagrozić „Medyczkom”. Końcówka meczu należała do zawodniczek z Konina, które dobrze pracowały w ofensywie, jednocześnie skutecznie niwelując próby rywalek. Wszystko wskazywało na to, że Medykowi Konin uda się odskoczyć Sportisowi w tabeli na różnicę czterech oczek, jednak tuż przed gwizdkiem kończącym mecz po rzucie rożnym dla gospodyń bramkę wyrównującą zdobyła Aleksandra Sudyk. Koninianki dały sobie wbić gola w ostatniej akcji spotkania i musiały zadowolić się podziałem punktów.

 

Tarnovia Tarnów – Czarni Sosnowiec

 

Bardzo kosztowne potknięcie przed przerwą reprezentacyjną zanotowały piłkarki Czarnych Sosnowiec. Obrończynie mistrzowskiego tytułu zgubiły punkty w starciu ze Śląskiem Wrocław i w tabeli dały się wyprzedzić łódzkiemu SMS-owi. W środku tygodnia ekipę Czarnych, która może pochwalić się najlepszym atakiem w lidze, czekał pojedynek z broniącą się przed spadkiem Tarnovią Tarnów. Zawodniczki z południa kraju to najgorsza defensywa Ekstraligi, a o sile mistrzyń Polski tarnowianki przekonał się jesienią, kiedy to sosnowiczanki wygrały aż 11:0. Wtorkowe spotkanie wyglądało zupełnie inaczej niż to rozegrane w rundzie jesiennej. Gospodynie postawiły faworyzowanym podopiecznym trenera Łukasza Wojtali trudne warunki. Przyjezdne prowadzenie objęły w 17. minucie za sprawą gola Agnieszki Jędrzejewicz. Wydawało się, że to może być początek festiwalu strzeleckiego Czarnych, ale osiem minut później miejscowe zaskoczyły rywalki i na tablicy mieliśmy remis. Niedługo później sosnowiczanki ponownie objęły prowadzenie, kiedy to rzut karny pewnie egzekwowała Martyna Wiankowska. Jeszcze przed przerwą zawodniczki beniaminka z Tarnowa pokonały Annę Szymańską po raz drugi i do szatni obie drużyny schodziły przy stanie 2:2. Cztery minuty po rozpoczęciu drugiej odsłony Gabriela Gębica w nieprzepisowy sposób zatrzymywała rozpędzoną rywalkę, a arbiter główna zdecydowała się pokazać zawodniczce Tarnovii czerwony kartonik. Od tego momentu miejscowe grały w osłabieniu i nie były już w stanie dotrzymać tempa sosnowiczankom, które w odstępie dziewięciu minut ustawiły sobie to spotkanie. Na listę strzelczyń wpisywały się Patricia Fischerova, Martyna Wiankowska i Zofia Buszewska. Końcówka przyniosła jeszcze dwa gole, najpierw na 6:2 trafiła Kinga Kozak, a chwilę później straty nieco zmniejszyła Klaudia Kubaszek. Po dwóch zupełnie różnych połowach w wykonaniu obiu drużyn, ostatecznie lepsze okazały się mistrzynie kraju z Sosnowca. Po wymagającym starciu Czarne zainkasowały komplet punktów i utrzymały pozycję wicelidera tabeli.

 

Olimpia Szczecin – GKS Katowice

 

W przedświątecznej serii gier GKS Katowice ograł AZS UJ Kraków, powiększając przewagę nad sąsiadem z tabeli do pięciu oczek. W niedzielę na katowiczanki czekało wyjazdowe spotkanie z Olimpią Szczecin. Piłkarki z Pomorza wprawdzie walczą o utrzymanie w lidze, ale niejednokrotnie napsuły krwi faworyzowanym rywalkom. Tak było w poprzedniej kolejce w Łęcznej, kiedy to doświadczony Górnik do samego końca musiał drżeć o wygraną, a także w Sosnowcu, gdzie Czarne bardzo długo nie były w stanie znaleźć sposobu na pokonanie Natalii Radkiewicz. Przed GieKSą spore wyzwanie, ale zawodniczki ze stolicy Górnego Śląska to zespół z najdłuższą serią meczów bez porażki w tym sezonie. Początek sobotniego pojedynku należał jednak do gospodyń, szczecinianki wywierały mocne naciski na wyżej notowanych rywalkach. Ofensywny, bez kompleksowy futbol opłacił się z 20. minucie, kiedy to na prowadzenie „Olimpijki” wyprowadziła debiutująca w barwach miejscowych, Yana Kalinina. Ukrainka popisała się fenomenalnym uderzeniem z woleja z okolic linii pola karnego. Chwilę później bliska podwyższenia rezultatu była Agnieszka Grabowska, ale czujnie między słupkami interweniowała Weronika Klimek. Podrażnione katowiczanki ruszyły do ataków i w ostatnim kwadransie pierwszej połowy zdołały zniwelować straty. Rajd lewą stroną boiska Anity Turkiewicz zakończył się wyłożeniem futbolówki do Nikoli Brzęczek, która uderzyła między defensorkami Olimpii i na tablicy wyników widniał remis. Przed końcem tej partii do siatki ekipy z Pomorza trafiła jeszcze Klaudia Maciążka, jednak zawodniczka GieKSy była na spalonym. Druga połowa to wymiana ciosów pomiędzy obiema drużynami, zarówno miejscowe, jak i przyjezdne za wszelką cenę chciały przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Wraz z upływem kolejnych minut coraz mocniej zarysowywała się przewaga katowiczanek, gospodynie wyraźnie opadały z sił i nie były w stanie skutecznie przeciwstawiać się coraz to mocniejszym naciskom rywalek. W 82. minucie na prowadzenie GKS Katowice wyprowadziła Maciążka, która po indywidualnej akcji położyła golkiperkę Olimpii i wpakowała piłkę do pustej bramki. Komplet punktów dla przyjezdnych w ostatniej minucie podstawowego czasu gry przypieczętowała debiutująca w Ekstralidze, Zuzanna Witek. Zawodniczki GKS-u Katowice dopisały do ligowego dorobku kolejne ważne punkty, a szczecińska Olimpia musi ich szukać w kolejnych spotkaniach.

 

Wyniki 16. kolejki Ekstraligi kobiet:

Sportis KKP Bydgoszcz – KKPK Medyk Konin 1:1 (0:1)

Olimpia Szczecin – GKS Katowice 1:3 (1:1)

UKS SMS Łódź – Rekord Bielsko-Biała 8:0 (4:0)

Śląsk Wrocław – GKS Górnik Łęczna 2:1 (0:1)

Tarnovia Tarnów – Czarni Sosnowiec 3:6 (2:2)

AZS UJ Kraków – AP Lotos Gdańsk

Wiktoria Kornat – Poinformowani.pl

Wiktoria Kornat

Miłośniczka sportu, w szczególności piłki nożnej w kobiecym wydaniu.