PKO Ekstraklasa: Legia lepsza w szalonym meczu
Jakub Dmoch/poinformowani.pl

PKO Ekstraklasa: Legia lepsza w szalonym meczu

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 06.05.2022, 22:24

Kilkadziesiąt minut beztroskiego futbolu na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej zaowocowało mnóstwem bramek, poprzedzonych niekiedy kuriozalnymi błędami formacji obronnych. Legia w drugim piątkowym meczu najlepszej ligi Europy pokonała Górnika Zabrze.

 

Formalnie rzecz biorąc Legia przed tym meczem pewna utrzymania się w Ekstraklasie nie była, ale scenariusz z relegacją aktualnego wciąż jeszcze mistrza Polski był mało realny. Z kolei Górnik grał w zasadzie o nic, spadek ani gra w europejskich pucharach mu nie grożą. Drużyny mogły więc zagrać zachowawczo, najlepiej na bezbramkowy remis, albo zaprezentować tak zwany radosny futbol. Zgodnie i zdecydowanie wybrały tę drugą opcję. W pierwszej połowie widzieliśmy sześć strzałów w światło bramek i... wszystkie one zakończyły się bramkami. Formacje obronne i bramkarze obu ekip wyglądały, jakby wszelkie posiadane umiejętności pozostawiły w szatni. Mieliśmy więc festiwal pomyłek i bramek, co w sumie kibicom mogło się podobać. Pośmiać się na trybunach czy przed telewizorem też miło. Legia objęła prowadzenie już w pierwszej akcji, po pięciu minutach i drugiej akcji było 2:0. W obu przypadkach zmysłem asystenta popisywał się Josue, a wykonawcami byli Ślisz i Wszołek. Górnik odpowiedział w 16. minucie, z lewej strony dośrodkował Janza, celną główką popisał się Kubica. Po kolejnym kwadransie było już 3:1. Sokołowski pognał z piłką w kierunku bramki Sandomierskiego, obrońcy Górnika rozstępowali się przed nim niczym Morze Czerwone przed Mojżeszem, co musiało się skończyć jak się skończyło. W 42 minucie zabrscy defensorzy uznali, że rozstępowanie się przed Sokołowskim to nie wszystko co potrafią, podali mu więc piłkę i poczekali aż spokojnie kolejny raz trafi do siatki. W tak zwanym między czasie drugą bramkę dla Górnika mocnym strzałem zza pola karnego zdobył Podolski. Udział obrońców Legii w tej akcji też jest nie do przecenienia.

 

W przerwie sprawdzaliśmy w jakim meczu w historii polskiej najwyższej klasy rozgrywkowej padło najwięcej bramek, bo jakikolwiek by to nie był wynik, wydawał się poważnie zagrożony (Wisła Kraków - TKS Toruń 15:0 11 września 1927). Zbliżanie się do rekordu w drugiej połowie zaczął Josue, którą piątą bramkę dla swojej ekipy zdobył, a jakże, po błędzie obrony rywala. Po tym wydarzeniu trener Urban zaprezentował tak zwaną polską myśl szkoleniową, dokonując zmiany zawodników raczej ofensywnych. Brak jakichkolwiek myśli po kilku minutach zaprezentował, jak niemal w każdym meczu, Jędrzejczyk, ścinając rywala równo z trawą, po sekundzie krzycząc na arbitra, który pokazał mu żółtą kartkę. W 77. minucie po raz drugi najwyżej w polu karnym warszawskiej drużyny wyskoczył Kubica i efektowną główką pokonał Misztę. Z lewej strony z rzutu rożnego dośrodkowywał Janza. W ostatnich minutach kibice odpalili race, a mecz się zaostrzył. Kilka brzydkich fauli zakończyło się napomnieniami, odnotowaliśmy kilka zmian i tak oto bramkowy rekord sprzed 95 lat nie został pobity.

 

Legia Warszawa - Górnik Zabrze 5:3 (4:2)

Bramki: Ślisz 1', Wszołek 6', Sokołowski 31', 42', Josue 56' - Kubica 16', 77' Podolski 37'

Legia: Miszta - Rose, Jędrzejczyk, Wieteska, Johansson, Ślisz, Sokołowski, Rosołek (78 Verbic), Josue, Wszołek, Pekhart

Górnik: Sandomierski - Janicki, Wiśniewski (81 Ziółkowski), Janza, Cholewiak, Manneh (60 Mvondo), Kubica, Pawłowski, Podolski, Krawczyk (60 Marin), Nowak (71 Dadok)

Żółte kartki: Jędrzejczyk - Kubica, Ziółkowski

Sędziował: Łukasz Kuźma (Białystok)

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.