Tour de France: nieuchwytny Jakobsen zwycięzcą etapu, zmiana na pozycji lidera

  • Dodał: Kacper Adamczyk
  • Data publikacji: 02.07.2022, 17:35

Drugi etap Tour de France padł łupem Holendra Fabio Jakobsena (Quick-Step Alpha Vinyl Team), który wyprzedził na mecie Wouta van Aerta (Jumbo - Visma). Belg z holenderskiej drużyny też ma jednak powody do radości, ponieważ został nowym liderem wyścigu.

 

Drugi etap tegorocznej Wielkiej Pętli liczył aż 202 kilometry (trzeci najdłuższy w całej 109. edycji wyścigu) i podobnie jak pierwszy odbywał się w Danii. Rozpoczął się w miejscowości Roskilde na wyspie Zelandia (ta sama, na której znajduje się Kopenhaga), a zakończył w Nyborg na wyspie Fionia. Po drodze miał zostać wyłoniony pierwszy posiadacz koszulki w czerwone grochy dla najlepszego górala, bo na trasie wyznaczono trzy górskie premie czwartej kategorii (wszystkie jeszcze przed setnym kilometrem). Organizatorzy zaplanowali także jedną lotną premię w miejscowości Kalundborg. Etap, który na profilu wyglądał na szansę dla sprinterów, zapowiadano jako ten, gdzie cały wyścig można przegrać i to już w drugim dniu ścigania. Jako głównego sprawcą zamieszania przewidywano wiatr, który miał dać się kolarzom we znaki podczas przeprawy mostem nad cieśniną Wielki Bełt z jednej wyspy na drugą. Połączenie warunków atmosferycznych z charakterystyczną dla początkowych fragmentów Wielkiej Pętli nerwowością wydawało się być gotowym przepisem na dzień pełen emocji na duńskich szosach. 

 

Już na samym początku etapu, tuż po tym jak dyrektor wyścigu dał znak do rozpoczęcia ścigania, zawiązała się czteroosobowa ucieczka. Stworzyli ją: dwaj Francuzi z drużyny B&B Hotels - KTM Cyril Barthe i Pierre Rolland oraz Norweg Sven Erik Bystrøm (Intermarche - Wanty - Gobert Materiaux) i Duńczyk Magnus Cort (EF Education - Easypost). Właśnie ten ostatni był największym zagrożeniem dla lidera wyścigu Yvesa Lampaerta (Quick-Step Alpha Vinyl Team), ponieważ we wczorajszej czasówce był jedenasty i przed tym etapem tracił do Belga tylko 21 sekund. Harcownicy szybko zbudowali sobie dwuminutową przewagę, ale wtedy kontrolę nad ściganiem przejęły zespoły mające w swoich składach sprinterów: Lotto Soudal Caleba Ewana, Team BikeExchange - Jayco Dylana Groenewegena oraz Quick-Step Alpha Vinyl Team Fabio Jakobsena. 

 

Pierwsza premia górska została usytuowana 140 kilometrów przed metą i padła łupem reprezentanta gospodarzy. Podczas walki o pierwsze punkty na trasie 109. edycji Tour de France ucieczka się podzieliła. Cort i Bystrøm odjechali dwójce Francuzów z B&B. Różnica między obiema parami pomiędzy pierwszą, a drugą premią górską wynosiła kilkanaście sekund. Po premii, którą ponownie wygrał Cort, przewaga czołowej dwójki nad pościgiem wyraźnie wzrosła. Ostatnia rywalizacja o punkty do klasyfikacji górskiej odbyła się 117 kilometrów przed metą i ponownie wygrał ją Cort. Tym razem Bystrøm oddał jeden punkt rywalowi bez walki. Dzięki takiemu rozstrzygnięciu Duńczyk z EF Education - Easypost został, ku uciesze licznie zgromadzonej przy trasie miejscowej publiczności, pierwszym posiadaczem koszulki w czerwone grochy, którą założy na trzecim etapie. 

 

Strata Barthe i Rollanda do dwuosobowej czołówki regularnie rosła, aż w końcu Francuzi zrezygnowali z dalszej walki i 102 kilometry przed metą zostali doścignięci przez peleton. W szczytowym momencie główna grupa traciła do duetu Cort - Bystrøm trzy minuty i 15 sekund, ale cały czas ekipy sprinterów kontrolowały sytuację. Tempo w peletonie mocno wzrosło około 80 kilometrów przed metą z powodu przygotowań do lotnej premii, tuż przed nią przewaga uciekinierów spadła do 20 sekund. Harcownicy, mimo przyspieszenia w peletonie, zdołali powalczyć o punkty do klasyfikacji punktowej. Białą linię pod zielonym banerem jako pierwszy przeciął Norweg, któremu Duńczyk oddał zwycięstwo tam bez walki, jakby zadowalając się wygranymi na premiach górskich. Peleton ścigał się o trzecie miejsce i 15 punktów, a tę rozgrzewkę przed sprintem na metę wygrał Ewan przed Woutem van Aertem oraz Peterem Saganem (TotalEnergies). 

 

Po lotnej premii tempo w głównej grupie ponownie spadło, co pozwoliło Cortowi i Bystrømowi pozostawać jeszcze na czele. Na 61 kilometrów przed metą, gdy peleton był już bardzo blisko ucieczki, o czerwony numer postanowił powalczyć Bystrøm, który odjechał od Corta, decydując się na solową akcję. Duńczyk wtedy już odpuścił i poczekał na główną grupę. Norweg kontynuował jazdę przed resztą kolarzy jeszcze przez wiele kilometrów, dając się doścignąć 31 kilometrów przed finiszem. 

 

21 kilometrów przed metą rozpoczął się przez wszystkich wyczekiwaniu most, który wiódł nad cieśniną Wielki Bełt. Tuż przed wjazdem na niego w kraksie brał udział Rigoberto Uran (EF Education - Easypost), czyli jeden z kandydatów do wysokich miejsc w klasyfikacji generalnej. Wraz z kolegami z drużyny Kolumbijczyk długo gonił peleton, ale ostatecznie pogoń ta okazała się udana. Na samym początku mostu, 19 kilometrów przed metą, upadek zaliczył lider wyścigu Yves Lampaert, ale dzięki pomocy partnerów z ekipy, podobnie jak Uran, wrócił do głównej grupy. Więcej atrakcji, poza wyżej wymienionymi pościgami, most nie przyniósł, dlatego można powiedzieć, że z wielkiej chmury spadł mały deszcz i na tym odcinku spodziewanych emocji zabrakło. 

 

Na dwa kilometry przed metą doszło w połowie peletonu do dużej kraksy, ale na szczęście nikt z jej powodu nie poniósł strat czasowych, bo całe zdarzenie miało miejsce w strefie ochronnej. Na ostatnich metrach, po chaotycznym finiszu, najszybszy okazał się Fabio Jakobsen, dzięki któremu ekipa Quick-Step Alpha Vinyl odniosła drugie zwycięstwo z rzędu. Holender, dzięki fantastycznym ostatnim depnięciom wyprzedził na linii mety Wouta van Aerta oraz Madsa Pedersena (Trek - Segafredo). Dzięki zdobytej na kresce, sześciosekundowej bonifikacie, Belg został nowym liderem Tour de France i w klasyfikacji generalnej wyprzedza tylko o jedną sekundę, dotychczasowego posiadacza żółtej koszulki, Yvesa Lampaerta. 

 

Polacy zajęli odległe pozycje, ale zaliczono im taki sam czas jak zwycięzcy. Najwyżej z naszych sklasyfikowany został Łukasz Owsian, który był  78., Kamil Gradek 135., Maciej Bodar 136., a Rafał Majka 149. Polscy kolarze wykonywali w dniu dzisiejszym zadania dla swoich liderów, a najbardziej widoczny z nich był Kamil Gradek, który na wyżej wspominanym moście bardzo długo jechał z przodu peletonu na czele pociągu ekipy Bahrain Victorius.