Tour de France: etapowy triumf Jungelsa po pięknej, solowej szarży
Remigiusz Nowak/Poinformowani

Tour de France: etapowy triumf Jungelsa po pięknej, solowej szarży

  • Dodał: Kacper Adamczyk
  • Data publikacji: 10.07.2022, 17:50

Luksemburczyk Bob Jungels po solowym, sześćdziesięciokilometrowym ataku został zwycięzcą dziewiątego etapu tegorocznego Tour de France. Liderem klasyfikacji generalnej pozostał Tadej Pogacar, który dzisiaj był piąty. 

 

Ostatni przed dniem przerwy etap Tour de France był prawdziwym górskim wyzwaniem dla kolarzy. Start do dziewiątego, 192-kilometrowego, etapu wyznaczono w szwajcarskiej miejscowości Aigle, gdzie znajduje się kwatera główna Międzynarodowej Unii Kolarskiej. Prawie cała trasa etapu była wyznaczona w kraju Helwetów, a do Francji kolarze wjechali na ostatnie kilka kilometrów przed finiszem w Châtel les portes du Soleil. Pierwsza część odcinka, którego suma przewyższeń wynosiła 3743 metry, była jednak dość płaska. Na trzydziestym siódmym kilometrze zaplanowano premię górską czwartej kategorii Cote de Bellevue. Miała ona urozmaicić rywalizację o ucieczkę, bo to właśnie harcownicy mogli mieć nadzieję na walkę o zwycięstwo etapowe na dzisiejszym odcinku. Na pięćdziesiątym szóstym kilometrze organizatorzy wyznaczyli lotną premię w miejscowości Semsales. Dużo ciekawiej zapowiadała się druga część etapu, gdzie zaplanowano trzy górskie premie: jedną drugiej kategorii i dwie pierwszej. Szczyt ostatniego wyznaczonego na trasie podjazdu znajdował się na dziewięć kilometrów przed metą (Pas de Morgins; 15,4 km, średnia 6,1%). Następnie kolarzy czekał zjazd i wzniesienie na metę (około 4 km, średnia 4,3%), na którym nie były do zdobycia punkty do klasyfikacji górskiej. Właśnie walka o zdobycie koszulki w czerwone grochy przed dniem przerwy dodawała dzisiejszemu odcinkowi dodatkowego smaczku. 

 

Przed startem w Aigle z wyścigu wycofali się: Kasper Asgreen (Dania, Quick-Step Alpha Vinyl Team), Ruben Guerreiro (Portugalia, EF Education-EasyPost), Guillaume Martin (Francja, Cofidis). Ten ostatni, który przed dzisiejszym odcinkiem był czternasty w klasyfikacji generalnej, nie stanął dzisiaj na starcie z powodu pozytywnego wyniku testu na COVID. Etap dziewiąty rozpoczął się od szalonego tempa w peletonie, ponieważ wiele ekip chciało mieć swojego przedstawiciela w ucieczce, co też zaowocowało kraksami. W jednej z nich leżał m.in. Michael Woods (Kanada, Israel - Premier Tech). Żadnej grupie nie udało się też odłączyć na pierwszej dzisiejszej premii górskiej czwartej kategorii, gdzie jedyny punkt zdobył Jonathan Castroviejo (Hiszpania, Ineos Greandiers). Ostatecznie ucieczka zawiązała się około 150 kilometrów przed metą, gdy od peletonu oderwała się 15-osobowa grupa. W jej skład weszli: Castroviejo, Bob Jungels (Luksemburg, AG2R Citroën Team), Patrick Konrad (Austria, Bora - Hansgrohe), Carlos Verona (Hiszpania, Movistar Team), Simon Geschke (Niemcy, Cofidis), Luis Leon Sanchez (Hiszpania, Bahrain - Victorius), Thibaut Pinot (Francja, Groupama - FDJ), Kobe Goossens (Belgia, Intermarche - Wanty - Gobert Materiaux), Joe Dombrowski (USA, Astana - Qzaqstan Team), Rigoberto Uran (Kolumbia, EF Education - Easypost), Warren Barguil (Francja, Team Arkea - Samsic), Jasper Stuyven (Belgia, Trek - Segafredo), Guy Niv (Izrael, Israel - Premier Tech), Hugo Houle (Kanada, Israel - Premier Tech), Franck Bonnamour (Francja, B&B Hotels - KTM). Po kilku kilometrach do ucieczki dołączyło kolejnych sześciu zawodników, tworząc 21-osobową grupę harcowników: Brandon McNulty (USA, UAE Team Emirates), Wout van Aert (Belgia, Jumbo - Visma), Benoit Cosnefroy (Francja, AG2R Citroën Team), Nils Politt (Niemcy, Bora - Hansgrohe), Ion Izagirre (Hiszpania, Cofidis), Pierre Latour (Francja, Totalenergies). 

 

Dla lidera wyścigu Tadeja Pogacara (Słowenia, UAE Team Emirates) najgroźniejszym kolarzem w pierwszej grupie był Rigoberto Uran, który przed tym etapem tracił do lidera wyścigu trzy minuty i dwadzieścia cztery sekundy. Dla Kolumbijczyka początek tegorocznej Wielkiej Pętli z powodu kraks, w których brał udział nie był udany, ale to doskonały góral. Zawodnicy UAE Team Emirates zdawali sobie sprawę, że w kontekście całego wyścigu Uran jest zbyt groźny, by go odpuścić. W związku z tym pomocnicy Pogacara dyktowali tempo w peletonie, nie pozwalając ucieczce uzyskać zbyt dużej przewagi. Zgodnie z oczekiwaniami lotną premię w miejscowości Semsales wygrał Wout van Aert, dopisując dwadzieścia punktów do swojego dorobku w klasyfikacji punktowej. Belg tym samym powiększył przewagę nad najgroźniejszymi konkurentami w rywalizacjo o zieloną koszulkę. 

 

Na drugiej tego dnia górskiej premii Col des Mosses (druga kategoria) różnica między peletonem, a ucieczką ustabilizowała się na poziomie trochę ponad trzech minut. Komplet pięciu punktów na szczycie podjazdu zdobył Pierre Latour, zgłaszając swój akces do walki o koszulkę w czerwone grochy. 

 

Następne wzniesienie to był już podjazd pierwszej kategorii Col de la Croix, gdzie działo się trochę więcej. Za tempo w peletonie zaczął odpowiadać Marc Soler (Hiszpania, UAE Team Emirates), który przejął taką rolę od swojego kolegi z drużyny Mikkela Bjerga (Dania). Praca Hiszpana spowodowała zmniejszenie się straty peletonu do ucieczki do poziomu poniżej dwóch minut. Wtedy nastąpiło przyspieszenie w prowadzącej grupie. Na samotny atak zdecydował się Bob Jungels, a potem doskoczył do niego Simon Geschke. Niemiec wygrał premię górską Col de la Croix, zgarniając dziesięć punktów do klasyfikacji górskiej i awansując wirtualnie na pozycję lidera w walce o koszulkę w czerwone grochy. Luksemburczyk i Niemiec mieli nad resztą, podzielonych na liczne grupy harcowników, ponad dwadzieścia sekund przewagi. Główna grupa traciła w tamtym momencie, na sześćdziesiąt jeden kilometrów przed kreską dwie minuty i piętnaście sekund. Na zjeździe Jungels odjechał Geschke, który znalazł się w 13-osobowej grupie pościgowej. W jej skład poza nim weszli: Uran, Sanchez, Barguil, Konrad, McNulty, Pinot, Houle, van Aert, Izaguirre, Goossens, Verona i Castroviejo. 

 

Luksemburczyk w momencie rozpoczynania podjazdu na ostatnią tego dnia górską premię Pas de Morgins (pierwsza kategoria), na dwadzieścia pięć kilometrów przed metą, miał nad grupą pościgową prawie dwie minuty przewagi, a nad peletonem ponad trzy minuty. Jungels wykonał ogromną pracę na zjeździe i odcinku płaskim, wypracowując sobie solidną zaliczkę przed decydującą tego dnia rozgrywką. Dwadzieścia dwa kilometry przed metą z grupy lidera odpadł Daniel Felipe Martinez (Kolumbia, Ineos Grenadiers), dziesiąty kolarz klasyfikacji generalnej przed dzisiejszym etapem. Osiemnaście kilometrów przed kreską na szarżę z grupy pościgowej zdecydował się Thibaut Pinot. Wtedy jego strata do samotnego Jungelsa wynosiła około dwóch minut. Czternaście kilometrów przed finiszem z grupy lidera odpadł dwunasty zawodnik klasyfikacji generalnej Aleksander Vlasov (Bora - Hansgrohe). Wtedy też za peletonem został Rigoberto Uran, który wcześniej był w ucieczce. Na szczycie Pas de Morgins, na niecałe dziesięć kilometrów przed metą, dziesięć punktów zdobył Bob Jungels. Pinot w tamtym momencie tracił do Luksemburczyka dwadzieścia sekund, a hiszpański duet Jonathan Castroviejo- Carlos Verona czterdzieści sekund. Strata grupy lidera, prowadzonej przez kolarzy UAE Team Emirates wynosiła zaś niecałe dwie minuty. Na górskiej premii jako piąty zameldował się Geschke, zapewniając sobie koszulkę w czerwone grochy na następny etap. 

 

Finałowy podjazd bardzo dobrze wytrzymał jednak Bob Jungels i to właśnie on wpadł jako pierwszy na metę w Châtel les portes du Soleil. Na drugim miejscu przyjechał Castroviejo, trzeci był Verona, a czwarty Pinot. Tuż za Francuzem kreskę przekroczył Pogacar, który na plecach miał Jonasa Vingegaarda (Dania, Jumbo - Visma). Ta dwójka na finiszu zdobyła kilka sekund przewagi nad resztą faworytów, po raz kolejny pokazując między kim rozstrzygnie się walka o zwycięstwo w tegorocznej Wielkiej Pętli. Liderem oczywiście pozostał Tadej Pogacar. Przed dniem przerwy ma on trzydzieści dziewięć sekund przewagi nad Duńczykiem. 

 

Najlepszym z Polaków ponownie był Rafał Majka (UAE Team Emirates), który tradycyjnie wspierał właściciela żółtej koszulki, Tadeja Pogacara. Popularny "Zgred" przekroczył metę na 17. miejscu (minuta straty do zwycięzcy), 58. był Łukasz Owsian (Team Arkea - Samsic), 133. Kamil Gradek (Bahrain - Victorius), a 135. Maciej Bodnar (Totalenergies).