Piłka nożna: droga na mundial (12) - Hiszpania
Олег Дубина (Wikimedia)

Piłka nożna: droga na mundial (12) - Hiszpania

  • Dodał: Dominik Mazur
  • Data publikacji: 29.07.2022, 18:53

Dwunasty odcinek naszego cyklu "Droga na mundial" poświęcamy Hiszpanii, która - wiedziona marzeniem selekcjonera Luisa Enrique - znów chciałaby być wielka. Nie mają już Torresa i Iniesty, aby strzelili dla nich upragnione gole w finałach. Wciąż żywe wspomnienia pozwalają jednak kibicom spoza kręgu hiszpańskojęzycznego wierzyć, że drużyna niemal pozbawiona dawnych wielkich nazwisk pokaże pressingowy pazur, może doda jeszcze nieco starej-nowej brudnej gry i odniesie upragniony sukces. Gol na wagę mistrzostwa świata autorstwa Alvaro Moraty, i tylko on, dałby samemu Luisowi Enrique impuls do tego, by z dumą wyjść z długiego cienia Vincente del Bosque.

 

Faworyt, w którego wątpią najbliżsi

 

Złoty okres reprezentacji Hiszpanii na arenie międzynarodowej w latach 2008-2012 sprawił, że La Furia Roja często jest wymieniana jednym tchem wśród faworytów do zwycięstwa w mistrzostwach Europy i świata. Hiszpanie jako nacja musieli jednak przetrwać lata niepowodzeń i upokorzeń, by zerwać z łatką turniejowych nieudaczników. Wspomnienia z ostatnich dwóch mundiali — brak wyjścia z grupy w Brazylii i totalna klapa w 1/8 finału z gospodarzami w Rosji — przypomniały starszym kibicom traumy przeszłości. Z kolei młodszym uświadomiły, że Hiszpania potrafi zarówno zachwycająco zwyciężać, jak i fatalnie przegrywać.

 

Nie ma nic pomiędzy, żadnej przestrzeni do negocjacji między dwoma obozami: tych gorzko kontestujących rzeczywistość i pamiętających nie tak dawne klapy oraz tych, którym wręcz mogła spowszednieć rola turniejowego hegemona. Po upływie paru lat wciąż są zdziwieni, że w tej samej słodkiej bułeczce w wakacje 2014 i 2018 roku dwukrotnie natrafili na pestkę i ukruszyli sobie ząb. Teraz mundial będzie jesienią, pora idealna by fusy z kawy czy liście yerby wlazły w dziurę po wyrwanym trzonowcu.

 

Tę przestrzeń, nie międzyzębową, lecz narodowego pojednania lub narodowej kłótni, mógłby spróbować wypełnić selekcjoner Luis Enrique. Jest niezaprzeczalnie gwiazdą prowadzonej przez siebie drużyny. Z niespecjalnym zapałem przyjmuje jednak rolę mediatora, a kontruje zwłaszcza nadgorliwych dziennikarzy. Nie zamierza być Vincente del Bosque czy Luisem Aragonesem. Nie zamierza udawać poczciwego dżentelmena z zasadami. Ma swoją specyficzną charyzmę, swój styl i pomysł na grę z rywalami oraz mediami. Nie stara się przekonać nieprzekonanych, bo wie, że zamknąć usta krytykom może wyłącznie wynikami. O styl i sposób gry reprezentacji Hiszpanii, a tym bardziej różne kontrowersyjne powołania selekcjonera spierają się i tak wszyscy i wszędzie — tylko nie ludzie poza „hiszpańską bańką” ekspertów czy fanów.

 

Ogółem można odnieść wrażenie, że kibice z Europy i szerokiego futbolowego świata w ostatnich latach niemal zawsze widzą w Hiszpanach potencjał do wygrania mistrzostw Europy czy (rzadziej) świata. W reprezentację Hiszpanii najbardziej wątpią sami doświadczeni życiowo Hiszpanie, którym choćby na myśl o porażkach jak te z Chile czy Holandią w 2014 roku przewraca się w żołądku. Nie ma sensu przywoływać dawniejszych demonów, skoro ostatnie mundialowe rany są zupełnie świeże. Bolesna porażka z Rosją w 2018 roku może wyznaczać datę zmierzchu tiki taki, rozumianej przez samego Pepa Guardiolę jako określenie stereotypowe i krzywdzące. Europa mówi swoje, Hiszpanie wiedzą lepiej i mają inne definicje własnego stylu gry.

 

Szef robi wyniki

 

Luis Enrique musiał wgrać aktualizację systemu, wprowadzić parę nowych zasad, niekoniecznie boiskowych. Na czele z: 1. Szef ma zawsze rację. (A jak nie ma racji, to patrz wyżej). Tak przynajmniej można ocenić to z boku, taki przekaz płynie do mainstreamu europejskich mediów i samych kibiców. - Brawo Czesiu, tak jak Luis Enrique w Hiszpanii! - zakrzyknął w ekstazie Wojciech Kowalczyk, gdy selekcjoner Michniewicz wygłosił swoją płomienną tyradę i „przejechał się” po kilku znanych dziennikarskich personach, które nadepnęły mu na odcisk.

 

Nie znam się, nie wiem, kto nadepnął na odcisk Luisowi Enrique, ale nie ma to znaczenia. Liczą się wyniki i styl gry drużyny, a potem wynikająca z tego przyszłość najważniejszej reprezentacji kraju. Media są dla Enrique tylko pewną konwencją, teatrem, przedstawieniem, w którym — niczym Tomasz Hajto w słynnym tweecie Kamila Grabary — gra szefa. Piłkarze za nim idą. Robią wyniki i są przekonani do jego pomysłu. Nieprzekonanych czy grających za zasługi podobno w tej kadrze już dawno nie ma. Chyba, że ten ktoś to ufający mu jak matce Sergio Busquets lub powracający do niego jak syn marnotrawny Jordi Alba.

 

Na ostatnim Euro było przecież wspaniale aż do półfinału, który został osiągnięty w stylu dość charakterystycznym dla tej drużyny. Albo jazda bez trzymanki z Chorwacją (5:3 po dogrywce) albo wymęczone zwycięstwo po karnych z pozbawioną gwiazd, lecz grającą rozsądnie i kompaktowo Szwajcarią. Gola zupełnie fuksem strzelił w tym meczu Jordi Alba, niechciany jeszcze stosunkowo niedawno przez swojego byłego szefa z FC Barcelony. Zmienił się Alba i Enrique — obaj ewoluowali, obaj potrafią, a to zachwycić decyzją, a to zdenerwować wyborem.

 

W środku pola w trakcie Euro rządzili i dzielili stary lis Sergio Busquets i młody wilk Pedri — przedstawiciele dwóch różnych pokoleń, uosabiających ten sposób grania, za który Europa i świat pokochały reprezentację Hiszpanii na przełomie ostatnich dwóch dziesięcioleci. Od tego czasu z góry bukujemy im miejsce wśród drużyn, które mają, wręcz muszą, zagrać na wielkim turnieju. A przed Hiszpanami nikt czerwonego dywanu nie rozwija, każdy chce z nimi chociaż zremisować. Wystarczy przypomnieć sobie niedawne starcie biało-czerwonych z Hiszpanią zakończone wydartym lwu z gardła wynikiem 1:1.

 

Nastoletni piłkarz-symbol

 

Rezultaty w eliminacjach do katarskiego mundialu nie zaskakują. Nawet mniej uważny obserwator europejskiego futbolu wyplułby niczym serię z karabinu pewne proste fakty. Nie musi zerkać w tabelę, by zagrać w krótkie bingo hiszpańskich eliminacji:

 

  1. pierwsze miejsce w grupie? Jest.
  2. najwięcej strzelonych goli? Jest.
  3. najmniej straconych goli? Jest.

 

Po przyjrzeniu się bliżej poszczególnym rezultatom może jednak zacząć udzielać nam się pewien niepokój, charakterystyczny dla kibica, który jeszcze pamięta czasy, gdy o awans wcale nie było tak łatwo. Nie można spać za spokojnie, bo przytrafiły się:

 

  1. porażka z drugą w tabeli Szwecją, która po udanym Euro, gdy postawiła Hiszpanom trudne warunki w grupie, stała się dla niej niewygodnym rywalem; martwi letarg defensywy, Hiszpania tuż po objęciu prowadzenia, błyskawicznie straciła bramkę na 1:1;
  2. trudny do wytłumaczenia rezultat 1:1 z Grecją;
  3. tryb mocno ekonomiczny w starciach ze słabszymi rywalami (Gruzja, Kosowo); co jeśli przy galowym składzie na mundialu Hiszpanie nie będą w stanie dobić takiego grupowego rywala jak np. Kostaryka?

Dominacja w posiadaniu piłki jest pewna jak Amen w pacierzu. O posiadaniu piłki w kontekście Hiszpanii powiedziałoby i obudzone w środku nocy dziecko i zaspana komentatorska „dwójka” każdej polskiej stacji telewizyjnej. Co jednak gdy rywalowi przypartemu do muru trochę się poszczęści i nisko ustawiona obrona pozwoli zachować korzystny remis? Turniej rządzi się swoimi prawami, jak głosi wyświechtany slogan, który z przyjemnością przytoczą Hiszpanie po kolejnym fartownym zwycięstwie 1:0.

 

Luis Enrique samymi tylko wynikami wysyła w świat komunikat, że jego zespół będzie na to przygotowany, a tryb ekonomiczny nie jest grzechem śmiertelnym, choć kibice czasem twierdzą inaczej. Ma piłkarzy, którzy potrafią podostrzyć i przypomnieć fanom La Furia Roja czasy dawnego boiskowego terroru Basków, którzy nie mieli litości dla kości rywali. Tak, kiedyś grali brzydko, o czym pisze pięknie Magazyn Kopalnia. 

 

Symbolem nowego stylu jest produkt katalońskiej szkółki Barcelony, czyli Gavi — nienaganną technikę łączy z zamiłowaniem do pressingu i biegania. A że podczas turnieju będzie miał 18 lat? To pasuje Enrique, który lubi uchodzić za trenera stawiającego na młodych. Gavi to dla niego nie przyszłość, a teraźniejszość kadry. Trzeba przyznać, że ma pewien talent oratorski i potrafi zbudować lub podbudować swoich żołnierzy. Nie tylko Wojtkowi Kowalczykowi przychodzi teraz na myśl pewna osoba z polskich futbolowych salonów.

 

Don Vincente patrzy

 

O tym, jak do przesady wręcz Luis Enrique darzy zaufaniem tych z piłkarzy, których uznaje za „swoich”, przekonał się nieoczywisty bohater fazy finałowej Euro — Alvaro Morata. Wystawiany mimo prowadzonych niemal pod oknem selekcjonera protestów, wprowadził drużynę do ćwierćfinału, zdobywając gola na początku dogrywki arcytrudnego spotkania z Chorwacją. Brak dziewiątki o klasie Davida Villi? Choć Enrique widział wady Moraty to nie zamierzał z niego zrezygnować, a ten odwdzięczył się w samych tylko eliminacjach do tegorocznego mundialu choćby golem z Grecją na wagę remisu. Że niby Gerard Moreno lepiej sprawdziłby się w tej roli? Enrique woli go na skrzydle w myśl starego polskiego hasła: - Słychać wycie...? Znakomicie. 

 

Pora na słowo o rywalach w grupie na katarskim mundialu. Oczywiście w Hiszpanii będzie się lekceważyć Japonię i Kostarykę, bo przecież jak można nie zmieść z boiska rywala pochodzącego z odmiennej kultury piłkarskiej. Otóż można, wystarczy wygrać jedną bramką tak, jak arcyważne półfinałowe starcie z Niemcami podczas pięknego dla Hiszpanii mundialu w RPA. Luis Enrique nie miałby nic przeciwko, gdyby historia powtórzyła się podczas grupowego starcia z naszymi zachodnimi sąsiadami na tegorocznym mundialu. (Die Maanschaft to dopiero drużyna turniejowa, o czym przekonałaby nas komentatorska „dwójka” z czasów, gdy Polska remisowała z mistrzami świata 0:0 na pewnym wielkim turnieju).

 

Luis Enrique, choć pewnie próbowałby zaprzeczać, nie ucieknie od długiego cienia Vincente del Bosque. Tak jak nie uciekł od Sergio Busquetsa, tak jak nie odciął się od Jordiego Alby, z którym wojował. Albo od barcelońskiej przeszłości dudniącej w uszach nie tylko hymnem wygranej Ligi Mistrzów. Pewnie wciąż cicho kwilą mu na dnie serca, absurdalne skądinąd zarzuty, że oto zbudował tam drużynę, tylko dzięki fundamentom wylanym przez Pepa Guardiolę. A już na pewno nie ucieknie od wojennej muzyki plemion niewierzących i wierzących w jego drużynę. 

 

Jeśli będzie stylowo i skutecznie — będą fanfary. Okaże się, że jednak Hiszpanie piękniej się kwalifikują, niż grają na turnieju? Pewnie Enrique będzie chciał zostać na stanowisku, by, niczym desperat w kreatywnym szale, nie tylko zbudować coś swojego od podstaw, ile znów zyskać uznanie. Jak w 2015 roku, ale jednak inaczej. Uznanie całego kraju, nie tylko pewnej jego części.

 

Chce być w głębi serca jak don Vincente, który pogodził podczas swojej kadencji dwa barcelońskie i madryckie żywioły. Zresztą nieprzypadkowo mowa o tym Luisie Enrique, który w swoim CV ma i FC Barcelonę i — choć wielu cules woli o tym nie pamiętać — Real Madryt.

 

Nie znam się oczywiście, ale mam silne przeczucie, że Luis Enrique, ma nawet ambicje, by na 90 minut pogodzić cały kraj, który składa się z małych ojczyzn. Pewnie finałowy gol Gaviego nie będzie miał tego samego smaku, co trafienie Iniesty z 2014 roku, ale kto powiedział, że ma być tak jak wtedy? Hiszpania chce tylko znów być wielka.

 

Ta tęsknota za triumfem może albo poprowadzić ich do triumfu, albo — aż do kolejnego wielkiego turnieju — wtrącić znów do kategorii turniejowych nieudaczników. Półfinał zy jakiś śmieszny medal za 3. miejsce nikogo nie zadowoli. Ani Luisa Enrique, ani jego żołnierza Sergio Busquetsa, dla którego to ostatni taniec. Tylko kibic La Furia Roja spoza kręgu hiszpańskojęzycznych ekspertów wtrąci nieśmiało: - Ale Gavi dał ciasteczko do Pedriego, co? 

 

Hiszpanie wiedzą swoje. A polski kibic czuje, że takich dwóch jak ich trzech to ma na razie tylko jednego. I wcale nie nazywa się Lewandowski. 

 

Mecze reprezentacji Hiszpanii w eliminacjach mistrzostw świata w Katarze:

Hiszpania - Grecja 1:1

Gruzja - Hiszpania 1:2

Hiszpania - Kosowo 3:1
Szwecja - Hiszpania 2:1

Hiszpania - Gruzja 4:0

Kosowo - Hiszpania 0:2

Grecja - Hiszpania 0:1

Hiszpania - Szwecja 1:0

 

Lp. Drużyna Mecze Bramki zdobyte Bramki stracone Bilans bramkowy Punkty
1. Hiszpania 8 15 5 +10 19
2. Szwecja 8 12 6 +6 15
3. Grecja 8 8 8 0 10
4. Gruzja 8 6 12 -6 7
5. Kosowo 8 5 15 -10 5