Tour de Pologne: z polskim kolarstwem nie dzieje się dobrze
Paweł Ukleja / Poinformowani.pl

Tour de Pologne: z polskim kolarstwem nie dzieje się dobrze

  • Dodał: Kacper Adamczyk
  • Data publikacji: 09.08.2022, 00:00

W piątek w Krakowie zakończyła się 79. edycja wyścigu Tour de Pologne. Niestety tegoroczny wyścig nie zapisał się najlepiej w pamięci kibiców i pewnie też samych kolarzy. Czesław Lang przed przyszłoroczną, jubileuszową 80. edycją ma o czym myśleć. 

 

Organizacja wyścigu

 

Za nim przejdę do spraw czysto sportowych, to warto poruszyć ogólnie mówiąc sprawy organizacyjne. Dyrektor wyścigu, Czesław Lang, w mediach często chwali się, jak dobrze odbierany jest nasz narodowy Tour we władzach Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI). Jako przykład przytaczane zazwyczaj jest to, że Tour de Pologne był pierwszym wyścigiem wieloetapowym rangi World Tour organizowanym w czasie pandemii. Jest to oczywiście fakt dobrze odbierany przez oficjeli UCI. Generalnie organizacja wyścigu zazwyczaj była na odpowiednim poziomie, ale tym razem ewidentnie coś zawiodło, co sygnalizowali sami kolarze. Na przykład zawodnik grupy EF Education - EasyPost, Belg Jens Keukeleire, napisał na Twitterze, że kolarze podczas wyścigu spędzili więcej czasu w autokarach, niż na rowerach. Jednym z czynników, który o tym zaważył jest fakt, że gdy jednego dnia zawodnicy finiszowali w jednym mieście, to na drugi dzień start mieli już w innym, co wymuszało dłuższe transporty. Można się domyślać, że taka sytuacja była związana z kwestiami finansowymi, ponieważ organizacja startu i mety nie kosztuje groszy. Symboliczny w tej kwestii był też ostatni etap wyścigu. Zaczął się on z opóźnieniem, ponieważ autokary z kolarzami stały w korkach, co nie powinno mieć miejsca. Inna dziwna wpadka organizacyjna miała miejsce po piątym odcinku, gdy podczas dekoracji koszulkę najlepszego sprintera otrzymał Olav Kooij, mimo że liderem tej klasyfikacji był Arnaud Demare. 

 

Wielu zagranicznych dziennikarzy i ekspertów wprost pisze o tym, że Tour de Pologne powinna zostać odebrana ranga wyścigu World Tour. Mają wtedy na myśli wtedy przede wszystkim kwestie bezpieczeństwa, ponieważ nasz narodowy Tour wręcz słynie z chaotycznych, sprinterskich końcówek, okraszonych kraksami. Zdarzają się one niestety, co roku. Organizatorzy starają się działać w tej kwestii, ale niestety zbyt nieporadnie. Zrezygnowano z umieszczania mety na zjeździe w Katowicach, Czesław Lang sprowadza specjalnie z Belgi dmuchane barierki pozbawione nóżek, by umieszczać je na ostatnich metrach etapów, ale i tak w każdej edycji jakby o czymś zapominano. Tym razem tak było podczas etapu piątego z finiszem w Rzeszowie, gdzie kilometr przed metą doszło do wielkiej kraksy, spowodowanej niezrozumiałym zwężeniem drogi, wyznaczonej dla kolarzy. Oczywiście nie zawsze przy kraksach winni są organizatorzy, ponieważ ostatecznie to kolarze na końcu znajdują się na trasie, ale zdaje się, że Czesław Lang i jego ludzie mogą robić więcej, by poprawić bezpieczeństwo zawodników. 

 

Trasa

 

Zastanawiam się, czy na dużą liczbę kraks i sporą nerwowość w peletonie podczas Tour de Pologne nie wpływa charakterystyka tego wyścigu, który rozgrywa się na sekundy i nikt nie chce nic stracić, dlatego każdy próbuje jeździć z przodu peletonu.  Może zrobienie tego wyścigu trochę trudniejszym, by pomogło w ograniczeniu wypadków. Oczywiście nie ma tutaj żadnej gwarancji, ale może warto tę kwestię rozważyć.

 

Przechodzimy tutaj do kolejnej palącej kwestii, czyli trasy tegorocznego wyścigu dookoła Polski. Czesław Lang, co roku chwali się w mediach, że impreza przez niego organizowana jest najlepszą reklamą turystyczną naszego kraju, ponieważ ukazuje jego piękne zakątki i zachęca, żeby go zwiedzić. Warto jednak pamiętać, że w wyścigu kolarskim walory krajoznawcze i historyczne są ważnym, ale tylko dodatkiem, ponieważ najważniejsza jest rywalizacja sportowa. W tej edycji trasa nie uczyniła jej ciekawą, ponieważ faworyci całej imprezy nie mieli, gdzie atakować swoich bezpośrednich rywali. Do jakieś selekcji w głównej grupie nadał się tylko etap trzeci z metą w Przemyślu, a decydująca była jazda indywidualna na czas, która nie była aż tak trudna, jak zapowiadano. Brakowało nawet etapu wokół Bukowiny Tatrzańskiej. W ostatnich latach częste były opinie, że on się obserwatorom już znudził i warto wprowadzić jakieś odświeżenie. Jednak w tej edycji zabrakło odcinków, gdzie można tworzyć poważne różnice w klasyfikacji generalnej, a etap dookoła Bukowiny Tatrzańskiej stwarzał takie możliwości. O pozostałych odcinkach tegorocznego Tour de Pologne nie ma, co wielce wspominać, ponieważ były one raczej nudne, choć kończyły się nerwowymi ostatnimi kilometrami. Mało ekscytująca okazała się też rywalizacja o zwycięstwo w "generalce", a zakończyła się ona zgodnie z przewidywaniami wielu ekspertów, czyli zwycięstwem Ethana Haytera. Brytyjczyk, czy pierwszy lider tegorocznej edycji, Olav Kooij kontynuują ciekawą tradycję sukcesów na trasie Tour de Pologne kolarzy jeszcze na dorobku, którzy dopiero w przyszłości będą odnosić wielkie sukcesy. Ten pierwszy ma dopiero dwadzieścia trzy lata, a drugi zaledwie dwadzieścia. 

 

W przyszłorocznej edycji Czesław Lang i odpowiadający za przebieg trasy Przemysław Niemiec muszą wyznaczyć etapy dużo ciekawsze i bardziej urozmaicone. Powinny się na nich znaleźć większe trudności, niż w tym roku, żeby nawet specjaliści od pagórków mieli się, gdzie ścigać, bo typowi górale to chyba nigdy w Polsce nie będą czuli się, jak w raju. Wyżej wymienieni panowie powinni zadbać o emocje, dla których ogląda się sport, bo w tym roku były one dość sztuczne. 

 

Ciekawym wątkiem było też wyznaczenie w tej edycji górskich premii. Na trasie całego wyścigu zaplanowano tylko jedną górską premię pierwszej kategorii, na ostatnim siódmym etapie. W dodatku była ona premią podwójnie punktowaną, ponieważ nosiła imię Joachima Halupczoka. Oczywiście nie podważam pragnienia uczczenia w ten sposób wybitnego polskiego kolarza, jednak takie rozlokowanie punktowanych wspinaczek negatywnie wpłynęło na walkę o koszulkę najlepszego górala. Sytuacja tak się ułożyła w tej klasyfikacji, że aby ją wygrać, to należało tylko zdobyć komplet oczek na podwójnie punktowanej Bienkówce. Wydaje mi się, że nie o to w walce o wiktorię w tej klasyfikacji chodzi. Od dawna kłują w oczy wyznaczane na trasie symboliczne górskie premie, których trudność jest wręcz śmieszna, ale to można zrozumieć, ponieważ tutaj decydującą rolę odgrywają zobowiązania sponsorskie. Jednak na innych etapach powinny być stworzone ciekawsze warunki do walki o białą koszulkę w niebieskie grochy, skoro ona już istnieje. 

 

Klasyfikacja najaktywniejszych

 

Chciałem poruszyć temat walki w tej klasyfikacji, ponieważ zastanawia mnie jej sens. Wydaje mi się, że jest to unikalny na wyścigach tej rangi sposób nagradzania uciekinierów. Zazwyczaj granatowa koszulka jest celem, któregoś z gorzej radzących sobie w pagórkowatym terenie reprezentanta Polski. Ja bym w ogóle tę klasyfikację zlikwidował i zamiast jej wykorzystał lotne premie do uatrakcyjnienia rywalizacji w klasyfikacji punktowej, czy generalnej. W tym roku żaden z liczących się kolarzy w "generalce" o sekundowe bonifikaty nawet nie walczył. Myślę, że warto umiejscowić takie premie albo tuż po starcie albo dość blisko mety, by najlepsi zawodnicy wyścigu o nie walczyli. Tour de Pologne to rywalizacja tocząca się na sekundy, więc walka najlepszych o dodatkowe sekundy na premiach byłaby kolejnym smaczkiem imprezy. 

 

Wiadomym jest, że zamiast koszulki dla najaktywniejszego należałoby wprowadzić jakiś trykot w zamian, by sponsor był zadowolony. Tutaj rozwiązanie wydaje się gotowe, ponieważ już funkcjonuje klasyfikacja młodzieżowa imienia Bjorga Lambrechta, tylko, że jej lidera nie oznacza się specjalną koszulkę. Moim zdaniem można byłoby to zmienić, a nie kontynuować tradycję dość sztucznej klasyfikacji aktywnych, a dla najbardziej walecznego zawodnika danego odcinka przeznaczyć specjalny kolor numeru, jak na wielkich tourach. 

 

Sportowa postawa Polaków

 

Niestety 79. Tour de Pologne potwierdził, że z polskim kolarstwem dobrze nie jest. Jeśli na starcie ważnych wydarzeń kolarskich nie pojawiają się Michał Kwiatkowski i Rafał Majka, to o ewentualnym sukcesie polskiego zawodnika można zapomnieć. Wiadomym jest, że obaj mają już swoje lata (są odpowiednio z roczników 1990 i 1989) i nie zawsze pełnią w swych ekipach role liderów czy osób mających tzw. wolną rękę, ale jeżeli mamy liczyć na jakikolwiek sukces polskiego męskiego kolarstwa na poziomie World Touru, to tylko w ich wykonaniu. Nie wiemy tego jednak od dzisiaj. Pozostali biało - czerwoni rzadko kiedy mogą pojechać w tej rangi wyścigach na własne konta, lecz nawet jeżeli mają takie szanse, to okazują się dużo słabsi od swych konkurentów. 

 

Dobrze uwidacznia się ta sytuacja podczas imprez reprezentacyjnych. W tego typu zawodach od lat liderami polskiej kadry są Kwiatkowski i Majka, a gdy ich zabraknie, to polski kibic nie ma żadnej nadziei na dobry wynik. Naprawdę era po tej dwójce doświadczonych kolarzy wydaje się malować w niezbyt radosnych barwach, ponieważ następców nie widać, ale oby niedługo się pojawili.

Generalnie nie można też zapominać o sukcesach w ostatniej dekadzie Macieja Bodnara czy Tomasza Marczyńskiego, ale okres czasu w jakim Kwiatkowski i Majka utrzymują stosunkowo wysoki poziom jest imponujący. Jeszcze dwa lata temu wydawało się, że w przyszłości w czołówce wielkich imprez może znajdować się Kamil Małecki. Polak w 2020 roku był szósty w klasyfikacji generalnej Tour de Pologne czym pozytywnie zaskoczył wszystkich kibiców. Następnie Małecki otrzymał angaż do World Tourowej grupy Lotto Soudal, ale na przeszkodzie do dalszego rozwoju stanął poważny wypadek z jesieni tamtego roku, po którym Polak odbudowuje się do dzisiaj. W końcówce tego sezonu będzie on walczył o nowy kontrakt, ponieważ obecny wygasa wraz z końcem obecnego roku. W związku z tym w Tour de Pologne 26-latek jechał aktywnie, by godnie zaprezentować się przed potencjalnymi pracodawcami. 

 

W tegorocznej edycji wyścigu dookoła Polski Kwiatkowski i Majka nie wystartowali, a najwyżej sklasyfikowanym biało - czerwonym był Jakub Kaczmarek, zajmując dopiero dwudziestą ósmą lokatę. Stanisław Aniołkowski starał się walczyć na sprinterskich końcówkach, ale jego najwyższą pozycją była dziewiąta na mecie czwartego etapu. Na pewno 25-latkowi do światowej czołówki sprinterów jeszcze sporo brakuje. Patryk Stosz wygrał klasyfikację najaktywniejszych, a podczas piątego odcinka przekroczył kreskę jako dziesiąty, ale wydaje się, że ten 28-latek już pewnego poziomu nie przeskoczy. Reszta naszych reprezentantów nie spisała się specjalnie pozytywnie, może poza ambitnie ścigającym się Małeckim. 

 

W ostatnich latach dużym zawodem jest Szymon Sajnok, czyli mistrz świata w kolarstwie torowym z 2018 roku w konkurencji omnium. Następnie Polak w 2019 roku był trzeci na ostatnim odcinku Vuelta a Espana i wydawało się wtedy, że mamy sprintera na lata. Potem Sajnok rozczarował na torze podczas Igrzysk Olimpijskich w Tokio, a teraz kompletnie nieudana jest jego przygoda z francuską grupą Cofidis, z którą ma kontrakt do końca tego roku. 

 

Ciekaw jestem, jak potoczy się kariera Filipa Maciejuka. Od tego roku jeździ on w World Tourowej grupie Bahrain Victorius. 22-latek w 2017 roku zdobył brązowy medal Mistrzostw Świata juniorów w jeździe indywidualnej na czas, a następnie trzykrotnie wygrywał klasyfikację generalną wyścigów młodzieżowych. Od tego wspominanego wyżej sukcesu minęło już pięć lat, a umiejętności w samotnej walce z czasem Maciejuka nie rozwinęły się, tak jak należało oczekiwać. W tym roku był on dopiero czwarty podczas mistrzostw kraju w tej specjalności, a na szóstym etapie Tour de Pologne, czyli "czasówce" był dopiero czterdziesty siódmy, choć należy pamiętać, że nie była to klasyczna jazda indywidualna na czas, bo wiodąca delikatnie pod górę. 

 

Wniosek tej wyliczanki jest prosty. Mimo posiadania kilku niezłych, młodych kolarzy, z dużym potencjałem, nadal nie możemy się doczekać godnych następców Rafała Majki i Michała Kwiatkowskiego, którzy daliby polskim fanom tyle radości, co ta dwójka już doświadczonych zawodników. W końcu emocji, jakich dzięki nim przeżyliśmy, zwłaszcza podczas startów z orzełkiem na piersi, nie zapomnimy nigdy. Majka i Kwiatkowski nadal mogą walczyć w pojedynczych występach o najwyższe laury, jednak tegoroczne Tour de Pologne po raz kolejny potwierdziło, że bez nich w polskim kolarstwie ani rusz. Następny dowód otrzymamy niestety już podczas sierpniowych Mistrzostw Europy w Monachium.