Liga Mistrzów: City w bólach wygrywa z Hoffenheim

Liga Mistrzów: City w bólach wygrywa z Hoffenheim

  • Data publikacji: 02.10.2018, 20:49

2. kolejka Ligi Mistrzów rozpoczęła się w Niemczech. Na Rhein-Neckar-Arena przyjechał jeden z największych klubów w Europie, czyli Manchester City. Obywatele z trudem, ale jednak po golach Aguero i Davida Silvy pokonali dzielnych Wieśniaków, choć przegrywali już po bramce w 1. minucie autorstwa Belfodila.

 

Angielski zespół przyjechał do Sinsheim, mając zero punktów na koncie. Nie miał łatwego zadanie, bowiem na ławce trenerskiej gospodarzy siedział człowiek, który nie raz i nie dwa zalazł za skórę Pepowi Guardioli. Obaj panowie spotykali się na meczach Bundesligi, kiedy Guardiola trenował Bayern Monachium. Tym razem przyszło im się mierzyć na europejskich salonach.

 

Hoffenheim wyszło na mecz ze zdecydowanie bardziej renomowanym rywalem całkowicie bez kompleksów. Ofensywne ustawienie z trzema napastnikami było jasnym sygnałem wysłanym do Guardioli, że tutaj nikt nie chce za darmo oddawać punktów, a nawet walczyć tylko o remis. Liczyła się tylko pełna pula.

Ofensywne ustawienie widniało nie tylko na kartce ze składami przedmeczowymi, lecz miało przełożenie na to, co działo się na murawie. Już w 45 sekundzie Belfodil dostał doskonałą prostopadłą piłkę od Demirbaya, nie złamał linii spalonego i gdy stanął oko w oko z Edersonem, to nie miał żadnych problemów, by posłać futbolówkę wprost do siatki.

 

Szybko odpowiedział na tę bramkę Kun Aguero, bo już w 8. minucie argentyński supersnajper wykorzystał dogranie Sane. W tej akcji kapitalnym podaniem popisał się David Silva, który lewą stroną uruchomił niemieckiego skrzydłowego.

 

Silva w ogóle był mózgiem City w pierwszej połowie, to on stawiał stempel na każdej akcji Obywateli i był najbardziej widocznym piłkarzem na boisku. Niemal identyczne podanie wykonał w 15. minucie, tym razem na prawo do Sterlinga. Anglik dzięki swojej szybkości urwał się obrońcom i wypracował sobie doskonałą okazję, ale gdy piłką przechodziła między nogami Baumanna, delikatnie zahaczyła o łydkę bramkarza Hoffenheim i przeszła tuż obok słupka.

 

Kolejną kapitalną interwencją Baumann popisał się w 35.minucie. Gospodarze stracili piłkę niebezpiecznie blisko własnego pola karnego, Sane natychmiastowo podał do Aguero, a ten ze skraja pola karnego próbował zakręcić piłkę w samo okienko. Niemiecki bramkarz wyciągnął się jak struna i do teraz dalej nie wiadomo, co było lepsze – strzał Argentyńczyka czy parada Baumanna.

 

 

Uczciwie trzeba przyznać, że mecz nie przebiegał tak, jak wielu to sobie wyobrażało. Gospodarze byli mocno skupieni w obronie, grali konsekwentnie, a i w ataku potrafili zagrozić defensorom Obywateli. Groźnie strzelali Joelinton i Belfodil, ale w obu przypadkach ich strzały odbijał Ederson.

 

Przed końcem pierwszej połowy goście jeszcze dwukrotnie byli blisko zdobycia gola. Najpierw znowu niezmordowany Aguero huknął sprzed pola karnego tuż nad poprzeczką, a sekundy przed gwizdkiem sędziego Skominy piłkę za plecy Silvy zagrał Sane i zmarnował tym samym doskonałą okazję.

 

Drugą połowę ponownie lepiej rozpoczęli gospodarze. Groźnie atakowali Belfodil i Grillitsch. Na odpowiedź City trzeba było poczekać kilka minut. Obywatele nie mogli złapać po przerwie swojego rytmu. Gdy już jednak zaatakowali, to konkretnie. Laporte ograł rywala przy linii bocznej płasko dograł do Silvy, a Hiszpan minimalnie przestrzelił.

 

Niecodziennie akcja miała miejsce w 59. minucie, kiedy daleko od własnej bramki musiał interweniować Ederson. Brazylijski bramkarz popisał się nie lada szybkością, bowiem w ostatniej chwili powstrzymał szarżującego rywala. To tylko pokazywało przewagę Hoffenheim w drugiej połowie, bowiem gospodarze na wiele sposobów przedostawali się pod pole karne Obywateli. Duża w tym wprowadzonego po przerwie Kramaricia, który rozrywał szybki obronne gości. To też pokazuje nastawienie Nagelsmanna, który za napastnika wprowadził innego napastnika. Guardiola odpowiedział zmianą Otamendiego, za którego na boisku pojawił się inny stoper – Stones.

 

Podopiecznym Guardioli powoli kończyła się cierpliwość, a częściej wkradała się bezradność i w konsekwencji brutalność. Częściej popełniali faule, wynikające z bezsilności, a prawdziwym pokazem chamstwa było wejście Walkera. Sędzia pokazał tylko żółtą kartkę, choć mógł spokojnie pokazać czerwoną.

 

Kilka chwil rozkojarzenia miał Olivier Baumann. Najpierw zanotował pusty przelot przy dośrodkowaniu Sane, ale zdążył wrócić do opuszczonej bramki i złapać zbyt lekki strzał Aguero. Później w polu karnym szarżował Sane, Baumann wybijał piłkę spod nóg Niemca i dał powody sędziemu do podyktowania jedenastki, ale Skomina nie zdecydował się na wskazanie na wapno. 

 

I gdy już wydawało się, że City wróci do Manchesteru z jednym punktem, do akcji wkroczył Posch i Silva. Defensor Hoffenheim fatalnie zachował się przy dośrodkowaniu z lewej strony, piłka została mu pod nogami, co natychmiastowo wykorzystał David Silva. Hiszpan błyskawicznie doskoczył od rywala, odebrał mu futbolówkę i strzelił obok bezradnego Baumanna, tym samym potwierdzając, że był jednym z lepszych aktorów tego widowiska.

 

Gospodarze zaprezentowali się bardzo dobrze, imponowali skuteczną grą w defensywie i pomysłowością w rozegraniu. Stawili dziś czoła jednej z najlepszych drużyn na świecie i choć fani mogą być zawiedzeni wynikiem, to jednak na chłodno stwierdzą, że było to dobre widowisko. City natomiast pokazało kilka zrywów, ale od takich drużyn wymaga się jednak więcej niż indywidualne szarże Sane i zmysł strzelecki Aguero. 

 

TSG 1899 Hoffenheim 1:2 (1:1) Manchester City

 

Bramki: Belfodil 1’ – Aguero 8’, David Silva 87'

 

TSG 1899 Hoffenheim: Baumann – Akpoguma, Hoogma, Posch – Kaderabek, Grillitsch (Bittencourt 82'), Brenet, Demirbay (Hack 89') – Belfodil, Joelinton, Szalai (Kramarić 52’)

 

Manchester City: Ederson – Walker, Kompany, Laporte, Otamendi (Stones 65’) – Silva, Fernandinho, Gundogan (Bernardo Silva 68’) – Sane, Sterling (Mahrez 75'), Aguero

 

Żółte kartki: Demirbay - Otamendi, Fernandinho, Walker


Sędzia: Damir Skomina