Jakub Bogusz o mistrzostwach świata: "stawiam na potrójne złoto" [WYWIAD]

Jakub Bogusz o mistrzostwach świata: "stawiam na potrójne złoto" [WYWIAD]

  • Dodał: Aleksandra Suszek
  • Data publikacji: 28.09.2022, 10:20

Jakub Bogusz pochodzi z niewielkiego miasta i ma dopiero 17 lat, ale już wkrótce będzie miał szansę dać się poznać całemu światu. Zawodnik UKS-u RedBull Squad już za dwa dni wyjeżdża na mistrzostwa świata do Lido di Jesolo. Jak sam powiedział w rozmowie z nami, celuje w potrójne złoto. Rozmawiała Aleksandra Suszek.

 

Aleksandra Suszek/Poinformowani.pl: Cztery tytuły mistrzostw Polski w tym sezonie – zdobyłeś praktycznie wszystko, co się dało. Jak się czujesz z takimi osiągnięciami w tak młodym wieku?

 

Jakub Bogusz: Myślę, że napawa mnie duża duma i szczęście, ale też poczucie, że zapracowałem na to wszystko. To efekt ciężkiej pracy i wielu wyrzeczeń, kontuzji, łez i wylanych kropli krwi i potu. Na ten moment nie jest to jeszcze wszystko, co mógłbym osiągnąć na naszym podwórku, w przyszłym sezonie będę celował właśnie w zdobycie każdego z tytułów, na ten moment zostały mi jeszcze dwie formacje – low kick oraz K1.

 

Pamiętasz swój pierwszy trening?

 

Tak, jeśli dobrze pamiętam, było to w piątej klasie podstawówki. Zabrał mnie na niego mój dobry znajomy, który na tamten moment trenował w naszym klubie (UKS RedBull Squad – przyp. red.). Wtedy miałem 12 lat i moje życie polegało głównie na graniu w gry, borykałem się z naprawdę dużą nadwagą. To nie było tak, że ważyłem kilka kilogramów za dużo, ale nadwaga była do tego stopnia, że przeszkadzała mi w czynnościach życia codziennego. Pomyślałem więc, że przejdę się na trening i zobaczę, jak to jest. Byłem bardzo przestraszony i niepewny tego, co się tam stanie. Pamiętam do dziś słowa jakie wypowiedziałem do trenera po rozgrzewce – „jest już pompa”, a wtedy on odpowiedział „pompa to się dopiero zacznie”. Uczyłem się wtedy też skakać na skakance, trening był ogólnorozwojowy.

 

Wiedziałeś wtedy, że będziesz chciał trenować kickboxing?

 

Szczerze mówiąc miałem duży mętlik w głowie, ale pamiętam, że powiedziałem do mamy „chcę być jak Conor McGregor”, że będę sportowcem i będę z tego zarabiał. Mama podeszła wtedy do tego sceptycznie, jak do większości moich dziecięcych marzeń, bo wcześniej była i piłka nożna i epizod z karate, nawet granie na gitarze. Ale z czasem nie mogłem doczekać się każdego kolejnego treningu, odliczałem dni szkolne, aż wreszcie znów pojawię się na sali. Wtedy myślę, że zrodziło się takie uczucie, że faktycznie chcę to robić w życiu.


Co robiłby Jakub Bogusz, gdyby nie kickboxing? Masz jakiś plan B?

 

Zaczynałem od zera w tym sporcie jako dziecko. Wcześniej bardzo chciałem zostać e-sportowcem. Razem z przyjacielem marzyliśmy o byciu profesjonalnymi graczami w Counter Strike’u, ale z czasem te marzenia odeszły w niepamięć bo pojawił się kickboxing. Myślę, że od czasu kiedy trenuję, postawiłem wszystko na jedną kartę i kickboxing stał się moim planem numer jeden.


Wcześniej trenowałeś też taekwondo. Dlaczego jednak ukierunkowałeś się na tę dyscyplinę?

 

Taekwondo trenuję dodatkowo, choć kickboxing jest moją główną dyscypliną. Co prawda jeździmy na różne zawody z trenerami, chociażby na Puchar Polski czy mistrzostwa Polski do Będzina. Natomiast zboczyłem trochę z tej drogi bo nie do końca odpowiada mi formuła walki w pozycji bocznej. W kickboxingu można walczyć bardziej otwarcie, po prostu czuję się w nim jak ryba w wodzie.


Czy taka wszechstronność w sporcie jakoś Ci pomaga? Przekładasz jakoś doświadczenie w taekwondo na kickboxing?

Pomaga bardzo, ponieważ z taekwondo wyniosłem spryt, stosowanie technik kopanych, czego wielu zawodnikom w kickboxingu brakuje. Podczas gdy rywale częściej używają rąk jak w boksie, ja jestem bardziej wszechstronny, lubię czasem pokopać. Tak więc z pewnością to doświadczenie z taekwondo ma wpływ na moją wszechstronność.

 

Co jest Twoją najsilniejszą stroną?

 

Myślę, że mam ich kilka. Mam na ten moment 198 cm wzrostu, długie ręce i nogi, co zdecydowanie pomaga w walkach – zwiększa się zasięg, co ułatwia zadanie ciosu przeciwnikowi. Prócz warunków fizycznych, które odziedziczyłem po tacie to myślę, że mogę przypisać sobie determinację. To, że nie poddaję się w trudnych momentach, od zawsze w siebie wierzyłem i nadal wierzę. W skrócie - determinacja, ciężka praca i pewność siebie.

 

Wolisz rywalizować na planszach czy na ringu? Jakie są różnice w tych dwóch formułach?

 

W kickboxingu jest sześć formuł – trzy matowe i trzy ringowe. Full contact to formuła z kopnięciami powyżej pasa i uderzeniami na głowę oraz tułów, odbywa się na ringu. Formuła low kick to kopnięcia od łydki po głowę, reszta bardzo zbliżona do full contractu. Z kolei K1 to otwarta walka, dochodzą uderzenia kolanami i można używać techniki uderzenia pięścią po obrocie, która nie jest dozwolona w pozostałych formułach. Matowe formuły różnią się od ringowych tym, że walka na macie ma być bardziej techniczna niż siłowa. Na macie nie może dojść do nokautu. Light contact jest bliźniaczo podobny do full contractu, a kick light jest podobny do low kick’a. Jest także formuła point fighting, która jest chyba najbardziej charakterystyczna, bo w niej walczy się w pozycji bocznej na punkty. Myślę, że tam dominuje szybkość, bo liczy się, kto pierwszy trafi przeciwnika. Uważam, że jestem wszechstronnym zawodnikiem i mogę walczyć zarówno na macie, jak i na ringu, ale gdybym miał wybrać – bardziej odpowiadają mi formuły ringowe.


Czy zaczynając stawiać pierwsze kroki w kickboxingu miałeś któregoś ze sportowców za wzór?

 

 Moim celem było zostać zawodnikiem kickboxingu lub MMA, a kiedy zaczynałem treningi, wzorowałem się na moim idolu. Conor McGregor został jako pierwszy w historii UFC mistrzem dwóch kategorii. Zaraził mnie swoim stylem bycia, pewnością oraz tym, że mimo że dużo mówi to potrafi udowodnić to umiejętnościami. 


Zawsze pytam o to młodych zawodników – jak udaje Ci się łączyć mordercze treningi z nauką? Nauczyciele są wyrozumiali?

 

W szkole podstawowej nie było z tym problemu, bo mówiąc szczerze, na tym etapie nie wymaga się zbyt wiele. Bardziej skupiłem się natomiast na treningach w pierwszej klasie technikum, bo wiedziałem, że jest to moment, kiedy trzeba zacząć myśleć poważnie o przyszłości. Jest ciężko bo robię jeden trening dziennie, podczas przygotowań do czempionatu są to nawet dwa dziennie. Przede mną też matura, ale szkoła daje mi duże wsparcie, nauczyciele rozumieją. Wiadomo, że każdy z nich wykonuje swoją pracę, więc nie są pobłażliwi ale są w stanie zrozumieć to, że nie zawsze daję radę być przygotowany. Duże wsparcie dostaję także od Pani Dyrektor, Pani pedagog i wuefisty Damiana Libery. Chcę starać się jednak o nauczanie indywidualne, by móc bardziej oddać się karierze sportowej, ale oczywiście maturę chcę napisać bo jest dla mnie ważna.


Drezdenko to dość małe miasto, tutaj zazwyczaj każdy każdego zna. Czujesz wsparcie mieszkańców czy większość raczej nie wie, że mają w mieście mistrza Polski?

 

Kiedy zaczynałem to nie było to aż tak rozpowszechnione, natomiast gdy zacząłem odnosić pierwsze sukcesy to zaczęło się robić głośniej. Ja też jestem bardzo medialny, co uważam za duży plus, bo w tych czasach bez konta w mediach społecznościowych ciężko się pokazać. Od miasta dostaję wsparcie większe, niż się spodziewałem. Naprawdę nie byłem na to gotowy, a te małe gesty napędzają. Oczywiście zdarzają się przypadki, kiedy ktoś uważa, że moje osiągnięcia nic nie znaczą i starają się je podważyć, ale nie licząc tych niewielu sytuacji dostaję ogromne wsparcie. Nawet Pani Burmistrz wspiera mnie w tym, co robię i jest to naprawdę bardzo miłe. Ja też jestem dumny z miasta, z którego pochodzę. Zawsze w plecaku mam flagę, z którą często robię sobie zdjęcia i puszczam w eter, by ludzie wiedzieli, że naprawdę jestem związany z Drezdenkiem.

 

Rozwijasz się w Drezdenku, ale czy w najbliższej przyszłości planujesz wyfrunąć z gniazda i zacząć trenować w innym mieście?

 

Na razie o tym nie myślę, bo mam tutaj szkołę i wszystko czego potrzebuję, mam tutaj. Mam trzech doskonałych trenerów: Bartłomieja Więskowicza, Dominika Perzanowskiego i Adriana Materkę – są to naprawdę doświadczeni ludzie, którzy przekazują mi ogrom wiedzy. Z tyłu głowy mam myśl, że kiedyś pewnie będzie to potrzebne, ale mam nadzieję, że tylko na jakiś czas. Bardzo sobie cenię to, że mimo Drezdenko bardzo się rozwija to jednak cały czas jest tutaj taki spokój, którego potrzebuję.


Pod koniec września jedziesz na mistrzostwa świata, to Twoja pierwsza tak ogromna impreza w karierze. Mental to Twoja mocna strona czy raczej stawiasz na wygraną fizycznymi atutami?

 

Tak, to pierwsza taka duża moja impreza. Wcześniej miałem jechać na Mistrzostwa Europy w taekwondo, ale niestety zostały odwołane. Cieszy mnie to, że wchodzę w ten wielki świat z przytupem. Jadę tam z nastawieniem takim, jak jadę na każde zawody – że jestem najlepszy w tym co robię przez to, ile pracy i bólu w to wkładam. Wierzę, że jeżeli ja tego nie zrobię to nikt tego nie zrobi. Myślę, że pomogą mi zarówno warunki fizyczne, jak i mental i pewność siebie, ale najbardziej będzie miało wpływ moje przygotowanie, na które naprawdę wiele czasu poświęciłem.


Robiłeś „research”, kto będzie startował na czempionacie i z kim przyjdzie Ci się zmierzyć? Kto wydaje Ci się być najtrudniejszym rywalem?

 

Myślę, że moim największym rywalem będzie Jakub Bogusz. Najtrudniejsze będzie przełamanie się bo ja wiem, że jadę tam po to by odebrać to, o co walczę. Najtrudniejszym rywalem będę więc ja sam. W naszych głowach często rodzi się myśl, że dany zawodnik jest z takiego i takiego kraju, ale to nic nie zmienia. To są tacy sami ludzie, niczym się nie różnią. Dlatego ja podchodzę do tego, że niezależnie od tego czy moim rywalem będzie Hiszpan, Chorwat czy Francuz – jadę tam się bić, jadę tam wygrać i przywieźć Drezdenku pierwszego potrójnego mistrza świata w historii. Często ludzie mówią, że jestem zbyt pewny siebie, ale to jest moja pewność siebie. Nikogo tym nie krzywdzę – mogę skrzywdzić tylko siebie, jeśli sam w środku się zamknę.

Gdybyś miał ocenić swoje szanse na ten moment – celujesz w medal? A może nie gdybasz i wyznajesz zasadę „co będzie, to będzie”?

 

Stawiam na potrójne złoto. Chciałbym, żeby coś takiego się wydarzyło bo pierwszy raz w historii kickboxingu zdarzy się, że zawodnik będzie startował w trzech formacjach. Zazwyczaj sportowcy występowali w dwóch, a z tego co mi wiadomo będę pierwszym Polakiem, jak i nie pierwszym na świecie, który może tego dokonać.

 

Pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci powodzenia!

 

Dziękuję bardzo.

 

 

Aleksandra Suszek – Poinformowani.pl

Aleksandra Suszek

Siatkówka to całe moje sportowe życie, trochę mniej figurowe.