Il Lombardia: Pogačar najlepszy po raz drugi z rzędu
Ray Rogers from Novato, United States, CC BY-SA 2.0 , via Wikimedia Commons

Il Lombardia: Pogačar najlepszy po raz drugi z rzędu

  • Dodał: Kacper Adamczyk
  • Data publikacji: 08.10.2022, 16:53

Tadej Pogačar po raz drugi z rzędu triumfował podczas monumentalnego wyścigu Il Lombardia. Tym razem równorzędnym konkurentem dla Słoweńca okazał się Enric Mas, lecz w sprinterskim pojedynku doskonałą pracę swojej drużyny wykończył Pogačar. Jako trzeci linię mety przeciął Mikel Landa. 

 

Trasa ostatniego tegorocznego monumentu liczyła 253 kilometry i wiodła z Bergamo do Como. Znalazło się na niej wiele podjazdów. W pierwszej części wyścigu wyznaczono następujące wzniesienia: Forcellino di Bianzano (6,3 km, średnie nachylenie: 5%), Ganda (9,2 km, średnie nachylenie: 7,3%), Dossena (5,5 km, średnie nachylenie: 4,9%), Forcella di Bura (7,1 km, średnie nachylenie: 3,3%) oraz Colle di Berbenno (6,9 km, średnie nachylenie: 5%). Ostatni z nich znajdował się 132 kilometry przed metą. Następnie na kolarzy czekał bardziej płaski odcinek, który zakończył początek wspinaczki pod Madonna del Ghisallo (8,6 km, średnie nachylenie: 6,2%), zaplanowany na niecałe siedemdziesiąt kilometrów przed kreską. Potem na ostatnich trzydziestu kilometrach zawodnicy mieli do pokonania sekwencję trzech kolejnych wzniesień: dwukrotnie San Fermo Della Battaglia (2,7 km, średnie nachylenie: 7,2%) oraz raz Civiglio (4,2 km, średnie nachylenie: 9,7%). Te dwa podjazdy były umieszczone na 22-kilometrowej rundzie wokół Como. Z szczytu San Fermo Della Battaglia do mety pozostawało już tylko zaledwie pięć kilometrów zjazdu. Profil wyścigu odpowiadał zarówno specjalistom od wyścigów jednodniowych, jak i części specjalistów od jazdy w wysokich górach, co zapowiadało ogromne emocje na zakończenie tegorocznego ścigania na poziomie World Tour. 

 

 

Ostatni tak wysokiej rangi wyścig w sezonie okazał się także zwieńczeniem karier dla kilku świetnych kolarzy, takich jak: Alejandro Valverde (Hiszpania, Movistar), Vincenzo Nibali (Włochy, Astana Qazaqstan), Mikel Nieve (Hiszpania, Caja Rural-Seguros RGA) czy Tanel Kangert (Estonia, BikeExchange-Jayco). Cała czwórka żegnała się dzisiaj po wielu latach z zawodowym peletonem. 

 

Od samego startu wyścigu trwała walka o znalezienie się w odjeździe. Po dziesięciu kilometrach na czoło wysforowało się trzech kolarzy: Christian Scharoni (Włochy, Astana Qazaqstan), Simone Ravanelli (Włochy, Drone Hopper-Androni Giocattoli) oraz Alex Tolio (Włochy, Bardiani-CSF-Faizanè). Nie oznaczało to jednak końca walki o uformowanie ucieczki. Próby przeskoku do odjazdu próbował chociażby Kamil Małecki (Polska, Lotto Soudal). Po kilku kilometrach został on doścignięty przez siedmioosobową grupę kolejnych kontratakujących zawodników, w której skład wchodzili: Luca Covili (Włochy, Bardiani-CSF-Faizanè), Fernando Barcelò (Hiszpania, Caja Rural-Seguros RGA), Natnael Tesfatsion (Erytrea, Drone Hopper-Androni Giocattoli), Davide Bais (Włochy, Eolo-Kometa), Alessandro De Marchi (Włochy, Israel-PremierTech), Lawson Craddock (USA, BikeExchange-Jayco) oraz Kenny Elissonde (Francja, Trek-Segafredo). Cała ósemka dołączyła do czołówki na 225 kilometrów przed metą podczas wspinaczki pod pierwszy dzisiaj oznakowany podjazd, Forcellino di Bianzano. Niestety jeszcze przed szczytem z pierwszej grupy odpadło dwóch kolarzy: Kamil Małecki, a także Fernando Barcelo. 

 

Na 219 kilometrów przed metą kolejny kontratak z peletonu przeprowadził Aurélien Paret-Peintre (Francja, AG2R Citroën) i dziesięć kilometrów później dołączył do czołówki, która wówczas zaczęła liczyć dziesięciu zawodników. Ta liczba okazała się ostateczną i nikt więcej już nie wszedł w skład ucieczki dnia. W szczytowym momencie ich przewaga wynosiła prawie pięć i pół minuty, a miało to miejsce na około dwieście kilometrów przed finiszem. Sytuację z tyłu starały się kontrolować: Jumbo-Visma, Movistar oraz UAE Team Emirates, czyli najsilniejsze, jak się przynajmniej wydawało, ekipy w stawce. 

 

Przez większość wyścigu na trasie nie działo się praktycznie nic, a główna grupa skutecznie kontrolowała ucieczkę. W międzyczasie z dalszego ścigania z powodu kraks musiało zrezygnować trzech zawodników: 39-letni Domenico Pozzovivo (Włochy, Intermarché-Wanty-Gobert), kończący dzisiaj karierę Mikel Nieve oraz lider swojej ekipy Lorenzo Fortunato (Włochy, Eolo-Kometa). Peleton znacznie przyspieszył podczas dojazdu do Madonna del Ghisallo, w efekcie czego dogonił harcowników na siedemdziesiąt jeden kilometrów przed metą, czyli tuż przed startem wspominanej wspinaczki. 

 

Podczas wspinaczki pod Manodanna del Ghisallo w peletonie przeprowadzono pierwszą istotną selekcję. Nie wytrzymali jej m.in.: Matej Mohorić (Słowenia, Bahrain-Victorius), Alberto Bettiol (Włochy, EF Education-EasyPost) czy mistrz Włoch Filippo Zana (Włochy, Bardiani-CSF-Faizanè). W pierwszej części podjazdu tempo dyktowali kolarze ekipy Jumbo-Visma, a na ostatnich dwóch kilometrach zwiększył je jeszcze Joao Almeida (Portugalia, UAE Team Emirates). Właśnie drużyna zarejestrowana w Zjednoczonych Emiratach Arabskich w tamtym momencie wyścigu wyglądała zdecydowanie najlepiej, ponieważ na czele głównej grupy jechało aż sześciu jej przedstawicieli.

 

Następnie zawodnicy pokonali łatwiejszy fragment trasy, który wielu z nich wykorzystało na powrót do peletonu po problemach z utrzymaniem jego tempa na wzniesieniu. Ponowne przyspieszenie nastąpiło podczas pierwszej dzisiaj wspinaczki pod San Fermo Della Battaglia. Również i tym razem za niego odpowiadali kolarze UAE Team Emirates, a konkretnie Mark Hirschi (Szwajcaria). W wyniku pracy Szwajcara główna grupa została ograniczona do około czterdziestu osób. 

 

Prawdziwa rzeź zaczęła się jednak dopiero podczas wspinaczki pod Civiglio. Na początku tempo dyktowali Matteo Fabbro (Włochy, Bora-Hansgrohe) oraz Rafał Majka (Polska, UAE Team Emirates), a z peletonu odpadali kolejni dobrzy zawodnicy, jak: Julian Alaphilippe (Francja, Quick-Step Alpha Vinyl), Vincenzo Nibali (Włochy, Astana Qazaqstan), Warren Barguil (Francja, Arkéa Samsic) czy Guillame Martin (Francja, Cofidis). Potem zdecydowanie przyspieszył Davide Formolo (Włochy, UAE Team Emirates), przygotowując grunt pod atak dla Tadeja Pogačara (Słowenia, UAE Team Emirates). Na dziewiętnaście kilometrów przed kreską nastąpił zdecydowany atak Pogačara. Tempo Słoweńca potrafił utrzymać tylko Enric Mas (Hiszpania, Movistar), ale Hiszpan niespecjalnie chciał współpracować z swoim konkurentem, dlatego po chwili zdołał dojechać do nich Mikel Landa (Hiszpania, Bahrain-Victorius). Następnie na osiemnaście kilometrów przed finiszem na atak zdecydował się Mas, Pogačar spróbował go skontrować, ale efektem tych akcji było tylko ponowne odczepienie Landy. Nadal jednak współpraca dwóch najmocniejszych kolarzy tegorocznej Il Lombardii nie układała się wzorowo, a Mas pierwszą zmianę Słoweńcowi dał dopiero na zjeździe. Wówczas też ponownie dojechał do nich Landa i powstała trzyosobowa czołówka. Na piętnaście kilometrów przed finiszem mieli oni około czterdziestu sekund przewagi nad dziewięcioosobowym pościgiem w składzie: Sergio Higuita (Kolumbia, Bora-Hangrohe), Rudy Molard (Francja, Groupama-FDJ), Adam Yates (Wielka Brytania, Ineos Grenadiers), Carlos Rodriguez (Hiszpania, Ineos Grenadiers), Jonas Vingegaard (Dania, Jumbo-Visma), Romain Bardet (Francja, Team DSM), Alejandro Valverde (Hiszpania, Movistar), Bauke Mollema (Holandia, Trek-Segafredo) oraz Giulio Ciccone (Włochy, Trek-Segafredo). 

 

W początkowej fazie zjazdu z Civiglio ataku spróbował jeszcze Pogačar, lecz on się nie powiódł. Potem współpraca czołowej trójki na płaskim fragmencie trasy zaczęła się dobrze układać. W efekcie w chwili rozpoczynania drugiej wspinaczki pod San Fermo Della Battaglia mieli oni nadal około czterdziestu sekund przewagi nad Sergio Higuitą oraz Carlosem Rodriguezem, którzy oderwali się od reszty grupy pościgowej. Na podjeździe zmiany przestał dawać Landa, a na sześć kilometrów przed kreską na atak zdecydował się Mas, w efekcie czego ponownie został Hiszpan z Bahrain-Victorius. Kolarz Movistaru poprawił jeszcze kilkaset metrów dalej, lecz Słoweńca nie zgubił. Za to sam zawodnik UAE Team Emirates wykonał kontratak przed samym szczytem, lecz on również się nie powiódł. W efekcie tych akcji kilkanaście sekund stracił Landa. Hiszpan starał się jeszcze doścignąć czarującą się dwójkę, lecz nie dał rady i to Mas z Pogačarem rozstrzygnęli między sobą w sprinterskim pojedynku losy zwycięstwa. W tej walce zdecydowanie szybszy okazał się Słoweniec, który po raz drugi z rzędu triumfował w Il Lombardii. 

 

Najlepszy z dwójki Polaków okazał się Rafał Majka, który przekroczył linię mety jako dwudziesty trzeci ze stratą dwóch minut i siedemnastu sekund. Majkę przede wszystkim cieszy jednak to, że wraz z resztą drużyny UAE Team Emirates przyczynił się do zwycięstwa Tadeja Pogačara. Drugi z biało-czerwonych, Kamil Małecki, ukończył rywalizację na 105. lokacie ponad dwadzieścia siedem minut po triumfatorze.