Katar 2022: czy to będzie najlepszy mundial w historii?
Oleg Bkhambri/wikimedia commons

Katar 2022: czy to będzie najlepszy mundial w historii?

  • Dodał: Kacper Adamczyk
  • Data publikacji: 19.11.2022, 20:20

Już w niedzielę o godzinie 17.00 wybrzmi pierwszy gwizdek spotkania otwarcia 22. edycji piłkarskich mistrzostw świata, w którym gospodarze imprezy, Katarczycy podejmą Ekwador. Pomimo wielu kontrowersji wokół wyboru akurat kraju znad Zatoki Perskiej na gospodarza jednej z najważniejszych imprez, nie tylko sportowych, na świecie, to nadal może ona być jednym z najlepszych turniejów w dziejach. 

 

Poziom na przekór innym okolicznościom 

 

Dla wielu pytanie, które postawiłem w tytule może wydawać się niestosowne, ponieważ mowa w końcu o imprezie, organizowanej przez państwo o rygorystycznej kulturze i mającym problemy z przestrzeganiem praw człowieka. W związku z tym pojawiły się głosy wzywające do bojkotu mundialu, ale ostatecznie nikt się na tak odważny i jednocześnie bezsensowny ruch nie zdecydował. 

 

Osobiście ubolewam nad tym, że FIFA, przyznając prawo do organizacji imprezy Katarowi postanowiła przenieść termin jej rozegrania na listopad i grudzień, co wywróciło cały kalendarz piłkarski do góry nogami. W ten sposób zostaliśmy pozbawienie możliwości zbudowania odpowiedniej atmosfery dla tego wydarzenia, ponieważ piłkarze polecieli na imprezę czterolecia praktycznie od razu po zakończeniu zmagań klubowych, bez możliwości kilkutygodniowych przygotowań. Właśnie podczas nich można było poczuć już napięcie i emocje przed nadchodzącym turniejem. Niestety w tym roku taką możliwość mieli tylko nieliczni. Do nich można zaliczyć m.in.: grupowych rywali Polaków, czyli Arabię Saudyjską oraz Meksyk.

 

Pomimo niewątpliwych wad związanych z wyborem organizatora (nie tylko jeśli chodzi o kwestie etyczne, ale też możliwości tego niewielkiego kraju, chociażby związane z ilością miejsc noclegowych) czy terminem przeprowadzenia imprezy, należy też spojrzeć na kwestie czysto sportowe, ponieważ one wskazują, że to naprawdę może być najlepszy mundial w historii. Po raz pierwszy piłkarze przybyli na wielki turniej niezmęczeni trudami całego sezonu, tylko maksymalnie jego połową, co powinno wpłynąć pozytywnie na ich dyspozycję. Wydaje się, że będą oni w odpowiedniej formie fizycznej i mentalnej, z czym latem bywały kłopoty. Tym samym, kto wie, czy nie obejrzymy najbardziej pasjonującego, pod względem sportowym, widowiska w dziejach. 

 

Takiego życzenia nie trzeba kierować na pewno do Gianniego Infantino, ponieważ prezydent FIFA niezależnie od rozwoju sytuacji na zakończenie imprezy stwierdzi, że była ona najlepsza w historii, a Katar stanął na wysokości zadania. 

 

Z pewnością trudnością dla piłkarskiego kibica na etapie fazy grupowej okaże się intensywność rozgrywania meczy nad Zatoką Perską, ponieważ będą się one odbywać aż cztery razy dziennie, o następujących w Polsce godzinach: 11.00, 14.00, 17.00, 20.00. Tym samym trudno będzie komukolwiek z zwykłych fanów poszczycić się osiągnięciem obejrzenia całego mundialu "od deski do deski". Warto w tym miejscu przypomnieć, że za cztery lata, gdy najlepsze drużyny narodowe zawitają do Ameryki Północnej, to będzie ich w stawce aż czterdzieści osiem, co oczywiście wiąże się z chęcią jeszcze większego zarobku przez światową federację. W związku z tym impreza w Katarze okaże się ostatnią w dobrze wszystkim znanej i najlepszej formule. 

 

Magia mundialu

 

Całkowicie zrozumiały jest fakt, dlaczego w ostatnich miesiącach tak dużo mówiło się w kontekście katarskiego mundialu o pieniądzach i łamaniu praw człowieka. Warto jednak przypomnieć tuż przed jego startem, dlaczego każda edycja piłkarskich mistrzostw świata jest tak wyjątkowa i budzi tyle emocji. 

 

Futbol coraz bardziej kojarzy się większości ludzi na całym świecie z ogromnymi pieniędzmi, jednak sami piłkarze nie grają na mundialu z ich powodu. Za uczestnictwo w nim nie przysługuje im żadne wynagrodzenie (oczywiście mogą otrzymać premie, za osiągnięcie dobrego wyniku, nie są to jednak kwoty gwarantowane), mimo to poświęcają swój czas i ryzykują swym zdrowiem dla barw narodowych. Jest to związane z tym, że właśnie występy w reprezentacji generują największe emocje, są największym honorem oraz umożliwiają osiągnięcie uznania godnego prawdziwych bohaterów narodowych, co wiąże się z ogromną popularnością piłki nożnej na świecie. Właśnie sukcesy reprezentacyjne są często przepustką do nagród indywidualnych. Poza tym czas turnieju jest niesamowity także dla nas, kibiców, ponieważ w trakcie niego można dostrzec pewnego rodzaju zjednoczenie narodu, który w całości wspiera swoich rodaków. Żadne mecze piłkarskie nie generują takiego zainteresowania, jak te rozgrywane na mistrzostwach świata. Tak licznej widowni, jak spotkania drużyn narodowych nie gromadzą nawet najważniejsze mecze w piłce klubowej. 

 

Czas mistrzostw świata, to właśnie okres, gdy nawet osoby nieinteresujące się na co dzień futbolem kierują swoje myśli ku graczom z swojego państwa, którzy są traktowani jako dobro narodowe. O tym mogli przekonać się także nasi reprezentanci, którzy do Kataru przybyli samolotem rządowym, a z Warszawy do granic kraju eskortowały ich samoloty F-16. 

 

Przez wielu fanów na świecie, to właśnie mundial jest uważany za sól najpopularniejszej dyscypliny świata i to właśnie on obrazuje kondycję futbolu na kuli ziemskiej oraz obowiązujące trendy. Ten ostatni pogląd na pewno nie jest zgodny z prawdą, ponieważ selekcjonerzy mają zbyt mało czasu, aby wypracować takie automatyzmy u swoich piłkarzy, jakie są możliwe do wytworzenia w klubach. Pokazuje on jednak tylko siłę piłki reprezentacyjnej i samych mistrzostw świata. Są one tak cenione na świecie m.in. dzięki temu, że odbywają się raz na cztery lata, więc nie można się nimi "przejeść", a także czynią dany rok wyjątkowy. Każdy pragnie być właśnie na tej imprezie w szczytowej formie, bo następna okazja do zaprezentowania się na największej scenie futbolowej na świecie będzie dopiero na cztery lata. W związku z tym dobrze, że FIFA nie zrealizowała pomysłu mundialu, co dwa lata, bo wpłynąłby on na spadek prestiżu tego turnieju. 

 

Czy puchar świata wreszcie trafi poza Europę?

 

Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 2002 roku, gdy mundial też był rozgrywany w Azji. Wówczas najlepsza okazała się Brazylia. Teraz takie rozwiązanie nie jest niemożliwe, ponieważ to właśnie wspomniani Canarinhos oraz Argentyna są głównymi faworytami do zgarnięcia złotych medali. Obie reprezentacje mają drużyny zbudowane wokół gwiazd, za którymi ich koledzy są w stanie pójść w ogień, a obie ekipy tworzą prawdziwe monolity. Tymi postaciami numer jeden są oczywiście na co dzień klubowi koledzy z PSG, Neymar oraz Lionel Messi. Co ciekawe, dla obu ma to być mundialowy last dance. Obaj w tym sezonie w barwach mistrza Francji prezentują się znakomicie i są bardzo zdeterminowani, aby w Katarze osiągnąć sukces. Albiceleste na ostatniej prostej przygotowań plany krzyżowało zdrowie poszczególnych graczy, ponieważ z powodu urazów nad Zatoką Perską nie wystąpią Giovani Lo Celso, Nicolas Gonzales oraz Joaqiun Correa, a walkę z czasem ostatecznie wygrali Paulo Dybala czy Juan Foyth. Jeśli w obu ekipach gdzieś szukać słabych punktów, to na pewno w defensywie, a najczęściej to ona okazuje się kluczowa w tego typu turniejach. 

 

Notowania drużyn z Ameryki Południowej tylko podnoszą problemy najsilniejszych europejskich reprezentacji. Mistrzowie starego kontynentu, Włosi, w ogóle na mistrzostwa świata się nie zakwalifikowali, a wicemistrzowie, Anglicy, w tym roku spadli z dywizji A Ligi Narodów. Słabo w tych rozgrywkach prezentowali się także obrońcy tytułu z Rosji, Francuzi, którzy w dodatku zostali najmocniej dotknięci przez urazy z całej stawki, ponieważ z powodów zdrowotnych w Katarze zabraknie, chociażby: Paula Pogby, N'Golo Kante, Presnela Kimpembe, Mike'a Maignan czy Christophera Nkunku. 

 

Wobec tego wśród Europejczyków najsilniejsi mogą okazać się Niemcy, Holendrzy czy Hiszpanie. Z tego grona najbardziej przekonywująco w ostatnich miesiącach wyglądali Oranje, którzy po nieudanym dla nich zeszłorocznym Euro (porażka z Czechami w 1/8 finału) nie zaznali jeszcze porażki pod wodzą nowego-starego selekcjonera, Luisa van Gaala. Za to La Furia Roja pod wodzą Luisa Enrique, to najrówniej grająca ekipa na starym kontynencie, co regularnie potwierdza meldując się w Final Four Ligi Narodów czy w półfinale mistrzostw Europy, a wiadomo, że Hiszpanie, jak zawsze mają w kadrze bardzo dużo talentu. Z kolei nasi zachodni sąsiedzi mogą wiązać nadzieje z debiutującym na wielkim turnieju w roli selekcjonera Hansim Flickiem. Ich skład personalny na kolana nie rzuca, ale są to nadal bardzo dobrzy piłkarze, grający w większości w czołowych klubach Bundesligi. W związku z tym są przyzwyczajeni do gry na wysokiej intensywności w oparciu o wysoki pressing. Pytanie jednak, czy akurat te czynniki okażą się w Katarze decydujące.

 

Faza grupowa, czyli pierwszy krok

 

Zanim jednak rozpocznie się decydująca faza turnieju, to najpierw odbędzie się rywalizacja grupowa. Najciekawiej zapowiada się walka w grupach: E i G. W tej pierwszej znaleźli się: Hiszpanie, Kostarykańczycy, Niemcy oraz Japończycy. W teorii sprawa pierwszego miejsca powinna rozstrzygnąć się między drużynami europejskimi, mającymi chrapkę przynajmniej na zajęcie na koniec turnieju pozycji medalowych. Oba zespoły będą musiały jednak uważać na zawsze groźnych i niewygodnych piłkarzy z kraju kwitnącej wiśni. Nigdy graczom z naszego kontynentu nie rywalizuje się łatwo z solidnymi ekipami z innych części świata, a za taką uchodzi przecież Japonia. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Samurajowie cztery lata temu napsuli sporo krwi w 1/8 finału Belgom, czyli późniejszym brązowym medalistom. Azjaci do sześćdziesiątej dziewiątej minuty prowadzili 2:0, ale ostatecznie ulegli Czerwonym Diabłom 2:3. Tanio skóry nie sprzeda zapewne także Kostaryka, która wielką niespodziankę potrafiła sprawić w 2014 roku, gdy zatrzymała się dopiero na ćwierćfinale, a przecież wcześniej wygrała grupę "śmierci" z Włochami, Anglią i Urugwajem. Kto wie, czy i tym razem Los Ticos nie pokuszą się o kolejną sensację. 

 

W skład drugiej z wyróżnionych grup wchodzą: Brazylia, Serbia, Szwajcaria, Kamerun. Oczywistym jej faworytem są Canarinhos, ale już w fazie grupowej powinni oni zostać solidnie przetestowani. W końcu wielu widzi Serbię jako czarnego konia turnieju, która nieprzypadkowo zepchnęła w kwalifikacjach do barażów Portugalię, a także wygrała dywizję B Ligi Narodów. Drużyna ta ma w swoich szeregach kilku już uznanych w Europie zawodników, takich jak: Dusan Vlahović, Dusan Tadić, Aleksandar Mitrović, Filip Kostić czy Sergiej Milinković-Savić. Swoje ambicje posiada także bardzo solidna w skali Europy Szwajcaria. Helweci wychodzili z grupy podczas dwóch ostatnich czempionatów globu. Tym razem do Kataru wybrali się bez Vladimira Petkovicia, który po zeszłorocznym Euro zakończył swoją siedmioletnią kadencję w roli selekcjonera. Zastąpił go Murat Yakin. Pracujący dotąd przede wszystkim w lidze szwajcarskiej trener ma nadal do dyspozycji grono bardzo solidnych w skali europejskiej piłkarzy, którzy powinni powalczyć o awans do 1/8 finału. Stawkę uzupełnia Kamerun. Gwiazdą afrykańskiego zespołu jest Eric Maxim Choupo-Moting, czyli będący w życiowej dyspozycji snajper Bayernu Monachium. Nieposkromione Lwy jako drużyna z zupełnie innego kręgu kulturowego też zapewne spróbuje zagrozić faworyzowanym rywalom, co zapowiada duże emocje w tej grupie. 

 

Na co stać Polaków?

 

Piłkarze znad Wisły wybrali się do Kataru, aby przerwać niekorzystną dla nich passę występów na mistrzostwach świata w XXI wieku, kiedy to za każdym razem wracali do ojczyzny już po zaledwie trzech spotkaniach. Tym razem rywalami Biało-czerwonych będą: Meksykanie, Saudyjczycy oraz Argentyńczycy. Kluczowe, jak pokazuje historia będzie pierwsze starcie z przedstawicielem Ameryki Północnej. El Tri mają swoje problemy, a atmosfera wokół ich drużyny nie jest najlepsza. Meksyk ostatni raz będąc na mundialu z grupy nie wyszedł w 1978 roku, ulegając wtedy między innymi Polakom. Oby i tym razem Biało-czerwoni okazali się dla nich za silni. Próbkę tego, jak może wyglądać strategia Czesława Michniewicza na wtorkowe spotkanie, mogliśmy oglądać w środowym meczu towarzyskim z Chile. Nasi reprezentanci pokonali rywali z Ameryki Południowej 1:0, ale w bardzo słabym, michniewiczowskim stylu, opartym o głęboką defensywę. Można zaryzykować stwierdzenie, że jeśli Polacy ulegną na inaugurację El Tri, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że po raz kolejny próba wyjścia z grupy im się nie powiedzie. Za to ewentualne zwycięstwo bardzo przybliży Biało-czerwonych do upragnionego awansu do najlepszej "szesnastki" imprezy, na co z pewnością ich stać. W końcu remis pozostawi sytuację w grupie całkowicie otwartą. 

 

Polacy w rywalizacji o dobry wynik w Katarze nie są bez szans, ponieważ posiadają kilku zawodników, grających na wysokim, europejskim poziomie z Robertem Lewandowskim, Piotrem Zielińskim i Wojciechem Szczęsnym na czele. Pozostaje nam wszystkim, jako kibicom tego zespołu, mieć nadzieję, że Czesław Michniewicz dobierze odpowiednią taktykę do potencjału drużyny i pośle na boisko zawodników we właściwej formie. Jeśli tak się stanie, to Biało-czerwoni powinni dać wszystkim fanom futbolu nad Wisłą wiele radości.