Wimbledon: deszcz storpedował drugi dzień turnieju
PPP

Wimbledon: deszcz storpedował drugi dzień turnieju

  • Dodał: Andrzej Kacprzak
  • Data publikacji: 04.07.2023, 23:00

Wtorek na kortach Wimbledonu upłynął pod znakiem deszczu. Opady spowodowały, że mecze można było rozgrywać tylko na dwóch głównych kortach. W grze zobaczyliśmy więc największe gwiazdy turnieju takie jak Carlos Alcaraz, Elena Rybakina czy Aryna Sabalenka.

 

Pierwsze spotkania na kortach Wimbledonu rozpoczęły się o godzinie 11:00. Wszystko zgodnie z planem organizatorów szło jednak zaledwie przez godzinę, po której w Londynie zaczął padać deszcz. Jak się później okazało aura nie ustępowała aż do końca dnia przez co spotkania mogły być rozgrywane jedynie na dwóch głównych kortach.

 

Jako pierwsi do gry na nich weszli Carlos Alcaraz oraz Jeremy Chardy. Spotkanie miało oczywistego faworyta, a był nim młody Hiszpan. Numer 1. rankingu ATP bez najmniejszych problemów radził sobie z francuskim weteranem w pierwszych dwóch partiach oddając mu zaledwie 2 gemy. W ostatniej partii Chardy pokazał jednak kawałek dobrego tenisa i w pewnym momencie prowadził nawet z przełamaniem 4:2. Utrata własnego podania bardzo szybko obudziła jednak Alcaraza, który od tego momentu oddał rywalowi tylko jednego gema i wygrał całe spotkanie 6:0, 6:2, 7:5.

 

Pół godziny po rozpoczęciu hiszpańsko-francuskiego starcia na korcie pojawiła się obrończyni tytułu sprzed roku - Elena Rybakina. Reprezentantka Kazachstanu mierzyła się z Shelby Rogers. Amerykanka była w stanie mocno postraszyć wysoko notowaną rywalkę i dzięki przełamaniu uzyskanym już w pierwszym gemie spotkania triumfowała w pierwszej partii 6:4. Rybakina po pierwszym słabym gemie wyglądała jednak znakomicie przy własnym podaniu, ale problem stanowił dla niej serwis rywalki. Kolejne dwie partie zostały jednak całkowicie zdominowane przez Kazaszkę. Aktualna mistrzyni Wimbledonu do końca spotkania nie broniła już choćby jednego break-pointu, a sama odebrała serwis rywalce czterokrotnie i zakończyła mecz w trzech setach 4:6, 6:1, 6:2.

 

W kolejnym spotkaniu na korcie numer 1. mieliśmy polski akcent. Magdalena Fręch mierzyła się z ubiegłoroczną finalistką Ons Jabeur. Wyraźną faworytką meczu była oczywiście Tunezyjka, ale poprzednie starcie obu Pań było bardzo wyrównane i nie należało przekreślać szans Polki. Mecz rozpoczął się dość spokojnie. Obie zawodniczki bez większych problemów utrzymywały swoje podanie, ale pierwszy kryzys przy stanie 2:2 dopadł niestety Polkę. Fręch musiała bronić trzech z rzędu piłek na przełamanie i niestety ostatnia z nich poskutkowała utratą serwisu. Jabeur nie wypuściła już przewagi do końca partii, a w ostatnim gemie zdołała nawet raz jeszcze przełamać rywalkę i triumfowała 6:3. Druga partia zaczęła się bardzo źle dla Fręch. Polka przegrywała już 3:0 ze stratą przełamania, ale zdołała się po tym podnieść. Niżej notowana z zawodniczek odpowiedziała serią trzech wygranych gemów i mieliśmy 3:3. Zawodniczka z Łodzi nie była w stanie niestety utrzymać tego poziomu do końca seta. Jabeur zdołała opanować sytuację, a po chwili przełamała rywalkę i własnym serwisem zakończyła mecz. Magdalena Fręch miała przebłyski bardzo dobrej gry, ale na Tunezyjkę zwyczajnie to nie wystarczyło.

 

W tym samym czasie na korcie głównymi mieliśmy brytyjski pojedynek. Faworyt publiczności - Andy Murray mierzył się z Ryanem Penistonem. Były lider rankingu ATP nie dał najmniejszych szans swojemu rywalowi i w niecałe dwie godziny rozprawił się z nim w trzech setach 6:3, 6:0, 6:1. Mało walki mieliśmy również w meczu Aryny Sabelenki, która od początku do końca dominowała w spotkaniu z Panną Udvardy i ograła Węgierkę 6:3, 6:1.

 

Następnie do gry weszli kolejni Brytyjczycy. Cameron Norrie mierzył się z Tomasem Mahacem, a Daniel Evans rywalizował z Quentinem Halysem. Panowie radzili sobie ze zmiennym szczęściem. Norrie, który był wyraźnym faworytem spotkania z młodym Czechem solidnie wywiązał się ze swojej roli i w czterech setach 6:3, 4:6, 6:1, 6:4 pokonał niżej notowanego rywala. Tego samego nie można było powiedzieć o Evansie. Rozstawiony z numerem 27. Brytyjczyk również uchodził za faworyta meczu pierwszej rundy, ale zdecydowanie nie był to jego dzień. Aktualnie druga rakieta Wielkiej Brytanii w pierwszych dwóch partiach zdobyła jedynie 5 gemów. Evans zdołał się jednak ocknąć i w trzeciej partii triumfował w tie-breaku. Wydawało się wówczas, że pójdzie on za ciosem i zdoła odrobić straty. Niestety dla miejscowych fanów do tego nie doszło. Evans stracił własne podanie przy stanie 5:4 dla rywala i swój udział w Wimbledonie zakończył na pierwszej rundzie.

 

Zdecydowanie najwięcej emocji mieliśmy w ostatnim spotkaniu na korcie numer 1. Tomas Martin Etcheverry mierzył się z Bernabe Zapatą Mirallesem. Biorąc pod uwagę, że tego samego dnia rywalizować mieli chociażby Stefanos Tsitsipas i Dominic Thiem to wybór tego meczu na jedną z głównych aren zmagań mógł wydawać się dość kontrowersyjny. Spotkanie jednak nawet w najmniejszym stopniu nie rozczarowało. Zapata Miralles po dwóch niezwykle zaciętych setach był już w zasadzie o krok od awansu do drugiej rundy. Przed faworyzowanym Argentyńczykiem stało natomiast ogromne wyzwanie odrobienia straty dwóch setów i wygrania spotkania na pełnym dystansie. Wielu mogło się wydawać, że jest już po wszystkim, bowiem Argentyńczyk stracił własne podanie już w pierwszym gemie trzeciej partii. Etcheverry poczuł chyba wówczas, że nie ma już nic do stracenia, rozluźnił się i zaczął grać swój najlepszy tenis. Gracz z Ameryki Południowej odebrał serwis rywala dwukrotnie i zdołał zapisać seta na swoim koncie. Kolejna partia była bardzo wyrównana. Obaj zawodnicy mocno walczyli o przełamanie, ale w kluczowych momentach lepszą odpornością psychiczną wykazywał się Etcheverry. Faworyt dzięki jednemu przełamaniu wygrał również czwartego seta i straty zostały odrobione. W ostatniej partii Argentyńczyk dość szybko przełamał rywala, ale mecz był wciąż daleki od rozstrzygnięcia. Obaj Panowie gem po gemie musieli bronić break-pointów. Zapata Miralles wykorzystał swoją szóstą szansę na przełamanie i zdołał odrobić straty. Jego radość trwała jednak zaledwie dwa gemy. Po nich Hiszpan dał się przełamać do zera i po kilku chwilach opuszczał kort jako przegrany. 

 

Wyniki:

 

Elena Rybakina (KAZ)[3] - Shelby Rogers (USA) 4:6, 6:1, 6:2

Aryna Sabalenka (BLR)[2] - Panna Udvardy (HUN) 6:3, 6:1

Ons Jabeur (TUN)[6] - Magdalena Fręch (POL) 6:3, 6:3

 

Carlos Alcaraz (ESP)[1] - Jeremy Chardy (FRA) 6:0, 6:2, 7:5

Andy Murray (GBR) - Ryan Peniston (GBR) 6:3, 6:0, 6:1

Cameron Norrie (GBR)[12] - Thomas Machac (CZE) 6:3, 4:6, 6:1, 6:4

Quentin Halys (FRA) - Daniel Evans (GBR)[27] 6:2, 6:3, 6:7(5), 6:4

Tomas Martin Etcheverry (ARG)[28] - Bernabe Zapata Miralles (ESP) 6:7(5), 5:7, 6:3, 6:4, 7:5

 

 

 

Andrzej Kacprzak – Poinformowani.pl

Andrzej Kacprzak

Pasjonat sportu i rocka. Piszę głównie o piłce nożnej, koszykówce, tenisie oraz Formule 1.