PLK: wielkie emocje w hali CRS! Stelmet bliżej finału
Łukasz Forysiak / archiwum

PLK: wielkie emocje w hali CRS! Stelmet bliżej finału

  • Data publikacji: 16.05.2018, 20:57

W środę w zielonogórskiej hali CRS odbyło się trzecie spotkanie w serii półfinałowej Energa Basket Ligi pomiędzy Stelmetem Zielona Góra a Anwilem Włocławek, w której po dogrywce minimalnie lepszy okazał się miejscowy Stelmet.

 

Środowy mecz od "trójki" zaczął Stelmet, a zza łuku trafił Florence. Później oglądaliśmy kilka nieskutecznych akcji z obydwu stron. Przełamał się w końcu Anwil, jednak to zielonogórzanie po nieco ponad trzech minutach prowadzili 8:4. Po tym jednak grę przejęli goście, którzy bardzo dobrze podawali sobie piłkę w ofensywie, a dodatkowo agresywnie bronili. Konsekwencją agresywności były faule, które szybko Anwil zdobywał, ale zdobywał też punkty. Po siedmiu minutach było już 20:12 dla gości z Włocławka. W końcówce miejscowi zaczęli odrabiać straty i ostatecznie po 10 minutach przegrywali tylko 21:24.

 

Drugą ćwiartkę fatalnie zaczęli gospodarze. Gracze Stelmetu oddawali rzuty, ale były one niecelne. Dodatkowo popełniali błędy przy rozgrywaniu piłki, co wykorzystał Anwil i po niespełna trzech minutach prowadził 31:21. Od razu Andrej Urlep przeprowadził kilka zmian i jego zespół zaczął odrabiać straty, głównie za sprawą SavovicaDragicevica. Gdy Stelmet miał już rywala na wyciągnięcie ręki, to ponownie trafiali NowakowskiŁączyński. W końcówce Florence dwukrotnie trafił z dystansu, w tym jedna "trójka" była z faulem, ale dodatkowego rzutu Amerykanin nie wykorzystał. W ostatnich sekundach punkty dorzucił jeszcze Savovic i to Stelmet na przerwę schodził prowadząc 45:41.

 

Zielonogórzanie ostatnio prowadzili 8:6 w 4. minucie meczu, a później dopiero 43:41 na 29 sekund przed końcem pierwszej połowy. W tym czasie ani razu gospodarze nie zdołali nawet doprowadzić do remisu. Przez te 16 minut na prowadzeniu był Anwil i wydawało się, że przyjezdni dobrze rozgrywają swoje akcje. W końcówce pierwszej połowy z lepszej strony zaprezentował się jednak Stelmet, który zaczął częściej trafiać do kosza rywali. Pierwszą kwartę miejscowi kończyli ze skutecznością 38%, a na przerwę schodzili trafiając już co drugi rzut. W przypadku Anwilu skuteczność spadła z 57 do 47 procent.

 

Po przerwie gra się wyrównała, a po rzucie Nowakowskiego na minimalne prowadzenie wrócili goście. Oglądaliśmy już w tym momencie wymianę cios za cios, dzięki czemu co chwilę zmieniała się drużyna na prowadzeniu. Co ciekawe, przez cztery i pół minuty Anwil wytrzymał bez przewinienia, żeby przez niespełna minutę popełnić kolejne trzy. W końcówce tej części skuteczniejsi byli gospodarze, którzy wypracowali sobie pięć "oczek" przewagi przed decydującą kwartą.

 

A ta zaczęła się dla Stelmetu bardzo słabo. Podopieczni Andreja Urlepa stracili całą przewagę w niespełna 70 sekund. Dodatkowo w niecałe dwie minuty popełnili cztery faule, co w dalszej grze było dla nich bardzo złą informacją. Gdy Anwil odrobił straty, to ponownie oglądaliśmy walkę punkt za punkt. Na niespełna cztery minuty przed końcem zielonogórzanie prowadzili 86:77. Swoją przewagę byli w stanie utrzymywać niemal do końca. Na 29 sekund przed końcową syreną było 88:82. Później bezmyślnie rywala faulował Savovic. Almeida trafił oba rzuty. Chwilę później odpowiedział Dragicevic, ale wciąż były jeszcze 23 sekundy do końca. Na 12 sekund przed końcem skutecznym rzutem zza łuku popisał się Airington, który dodatkowo był faulowany i zapisał na swoim koncie akcję 3+1. Po tej akcji było już tylko 90:88. Przy wyprowadzeniu piłki przez Stelmet gracze gości kryli bardzo wysoko i agresywni. To spowodowało, że błąd popełnił Zamojski, a do piłki dopadł Łączyński, który rozegrał akcję z kolegą i ją wykończył. Po 40 minutach mieliśmy remis 90:90! I ten spektakl się nie kończył.

 

Dogrywkę zdecydowanie lepiej rozpoczęli zawodnicy prowadzeni przez Igora Milicica, którzy po niespełna trzech minutach prowadzili już 96:90. Wtedy do skutecznej gry wrócił Florence, który trafił z dystansu. W około 76 sekund ten zawodnik zdobył dla Stelmetu 11 punktów i praktycznie indywidualnie wyprowadził swój zespół na prowadzenie w dogrywce! Odpowiedział Sobin, ale po chwili trafił Dragicevic, po asyście... Florence'a! 103:102 dla Stelmetu, ale Anwil dalej próbował zwyciężyć. Niestety dla gości, ich próby były nieskuteczne, a czas uciekał. Na 14 sekund przed końcem Łukasz Koszarek wykorzystał dwa rzuty osobiste - co ciekawe, były to dopiero odpowiednio trzeci i czwarty punkt kapitana Stelmetu w tym spotkaniu, ale jakże ważne i w jakim momencie! Ostatnia akcja należała do Anwilu, choć mieli ledwie dwie sekundy na jej rozegranie spod kosza gospodarzy, ale była ona nieskuteczna i to zielonogórzanie są bliżej finału.

 

Ostatecznie Stelmet wygrał 107:104 i prowadzi 2:1 w serii półfinałowej. Zdecydowanym liderem miejscowych był Florence, który zdobył 34 punkty, w tym 7 celnych rzutów zza łuku oraz dołożył 7 asyst. Czwarty mecz w tej serii odbędzie się w piątek, także w zielonogórskiej hali CRS. Początek o 17:45.

 

Stelmet Enea BC Zielona Góra - Anwil Włocławek 107:104 (21:24, 24:17, 23:22, 22:27, d. 17:14)


Stelmet: Florence 34 (7x3), Savovic 19 (1), Dragicevic 17, Zamojski 10 (2), Koszarek 6 oraz Gecevicius 12 (2), Matczak 4, Hrycaniuk 4, Muric 1.


Anwil: Almeida 23, Sobin 18, Airington 14 (1x3), Nowakowski 13 (3), Łączyński 9 (1) oraz Hosley 16 (1), Zyskowski 5, Wojciechowski 3 (1), Leończyk 3, Delas i Ihring po 0.