Łyżwiarstwo figurowe – Jekatierina Kurakowa: „Niczego nie żałuję” [wywiad, część 2]
© International Skating Union (ISU)

Łyżwiarstwo figurowe – Jekatierina Kurakowa: „Niczego nie żałuję” [wywiad, część 2]

  • Dodał: Emilia Sokolik
  • Data publikacji: 09.01.2024, 12:31

W listopadzie 2023 roku Katia Kurakowa zdobyła kolejny złoty medal na międzynarodowych zawodach Warsaw Cup. Zgodziła się opowiedzieć redakcji Poinformowani.pl o swojej sytuacji trenerskiej, nowym wizerunku i podniesieniu wieku seniorskiego, a także o dramatycznych okolicznościach kwalifikacji do igrzysk olimpijskich w Pekinie. Pierwszą część wywiadu można przeczytać tutaj.

 

Obecnie trenujesz w IceLab w Mediolanie i w Cricket Club w Toronto. W jaki sposób dzielisz swój czas między te dwa ośrodki?

 

W lipcu 2023 roku miałam obóz treningowy w Toronto. Rozmawialiśmy wtedy z trenerem Brianem Orserem o tym, że chcemy spróbować znowu pracować razem, ponieważ wciąż mamy do siebie zaufanie, dobry ciepły kontakt. Dlatego przed zawodami Grand Prix w Ameryce w październiku przyjechałam do Kanady, żeby wcześniej przejść jet lag i przyzwyczaić się do innej godziny. Tak było wygodniej.

 

Z kolei, ponieważ reprezentuję Polskę, zazwyczaj w pierwszej połowie sezonu dostaję miejsca na zawodach w Europie. Tak było na przykład w zeszłym roku: najpierw Lombardia Trophy, potem Grand Prix w Sheffield, Warsaw Cup i Mistrzostwa Czterech Narodów. Latanie co tydzień w tę i z powrotem byłoby drogie, męczące i niewygodne, dlatego taka współpraca nie działa dobrze, kiedy mam zawody w Europie. Natomiast przed mistrzostwami świata w Kanadzie pojadę wcześniej do Toronto, żeby więcej trenować z Brianem. To jest najlepsze wyjście w tej sytuacji – takie pół na pół.

 

Nad czym głównie pracujecie w czasie twoich pobytów w Toronto?

 

Szczerze mówiąc, nie pamiętam, żebym miała aż tak intensywne treningi, kiedy byłam wcześniej w Toronto Cricket Club. Tym razem myślałam, że chyba nie dam rady. Zazwyczaj jeżdżę jeden albo dwa całe programy dziennie i dodatkowo jakieś fragmenty. Z Brianem sytuacja wyglądała tak, że wykonywałam na przykład jeden cały program, później dwie połowy dowolnego, sześć fragmentów, kroczki i na koniec jeszcze skoki. Trenowaliśmy bardzo ciężko, ale czuję, że mamy z tego wyniki. Na przykład, mimo że nie oczekiwałam, że dostanę zaproszenie na Grand Prix Cup of China i ten start był tak niespodziewany, to i tak moje ciało potrafiło wykonać program dowolny, miałam wystarczająco dużo energii. 

 

Czy obecnie współpracujesz też z innymi trenerami w Toronto? 

 

Tak, ze specjalistą od piruetów, a także z Tracy Wilson. To jest dla mnie nowe doświadczenie, bo wcześniej trenowałam z nią niewiele, a w tym sezonie bardzo dużo ze mną pracowała nad jazdą.

 

Co czułaś, wracając do Toronto po prawie czterech latach przerwy? 

 

Byłam bardzo wzruszona. Kiedy w 2018 roku pierwszy raz przyjechałam do Cricket Club, byłam jeszcze nikim w sporcie, nie startowałam nawet na żadnym juniorskim Grand Prix. Tym razem wróciłam już jako Katia, która spełniła marzenia, która była na igrzyskach olimpijskich. To bardzo wyjątkowe emocje. Wszyscy się tak cieszyli, gdy mnie zobaczyli, że nie czułam, że mnie tak długo nie było. Tak samo jest, kiedy spotykam się ze swoją rodziną. Rzadko ich widzę, raz na rok, ale to zawsze takie ciepłe spotkanie. I tu było tak samo.

 

Jak bardzo się zmieniłaś przez te lata?

 

Wcześniej byłam dziewczynką, która miała 16 lat, a teraz staję się kobietą, która ma 21 lat. To taki okres przejściowy między dziewczyną a kobietą. Wszystko się zmienia: mentalność, hormony, ciało, i do tego trzeba się przyzwyczaić. Z wieloma sprawami jest teraz trudniej, na przykład z dietą, ale z drugiej strony są też plusy. 

 

Pamiętam, jak w 2019 roku przygotowywaliśmy choreografię do programu „La vie en rose”. Byłam wtedy jeszcze dzieckiem, nie przeżyłam pierwszej miłości, nie miałam chłopaka. A tymczasem słyszałam: „Katia, musisz zatańczyć z duszą, wyobraź sobie, że z kimś flirtujesz”. Nie wiedziałam, co mam zrobić, kiedy się uśmiechnąć, jak rzucić zalotne spojrzenie. Potem się zakochałam i zaczęłam rozumieć, co mogą oznaczać różne gesty w tej choreografii. Mogłam swoje doświadczenie życiowe pokazać w łyżwiarstwie. Dlatego uważam, że to ważne, by w naszym sporcie były też dojrzałe kobiety, a nie tylko młode dziewczyny.

 

Na ten sezon zapowiadałaś zmiany: poważniejsze programy, nowy wizerunek. Czy udało się zrealizować te założenia?

 

Wiele osób docenia fakt, że próbuję być inna. Zawsze byłam małą uśmiechniętą Katią, taką dziewczyną z bajki. A w tym roku pokazuję, że też mam swoje problemy, że się z czymś zmagam, że mój świat nie jest idealny. 

 

W tym sezonie program dowolny także jest oparty na twoich własnych przeżyciach.

 

Powstał specjalnie dla mnie. Opowiadam w nim swoją historię, ale każdy może w niej odnaleźć coś ważnego dla siebie, własny ból czy smutek. Jest tam wiele szczegółów o głębokim znaczeniu. Na przykład zależało mi, żeby sukienka była w moim ulubionym kolorze. Ma też specjalnie zaprojektowane rękawy. Na początku moje dłonie są niewidoczne, ale gdy podnoszę ręce, rękawy opadają i zostaje tylko prawda. Bo prawda jest naga.

 

Czasami ciało może powiedzieć więcej niż słowo, czasami nie trzeba mówić, a wystarczy pokazać – spojrzeniem, gestem, choreografią. Do programu dowolnego przeniosłam to, co wydarzyło się w moim życiu. Jednak na każdych zawodach coś się zmienia. Na przykład występ na Lombardia Trophy był bardzo smutny i dramatyczny. W pewnym momencie pomyślałam, że nie wytrzymam tego sezonu, bo za każdym razem, gdy opowiadam tę historię, od nowa przeżywam te trudne emocje. Potem z występu na występ pojawia się trochę więcej uśmiechu. Coraz bardziej odpuszczam to, co się wydarzyło, wyciągam wnioski i po prostu żyję dalej. Teraz widzę w tym programie nie tylko smutek, lecz także wdzięczność za to, że jestem taka silna i dałam radę przejść przez ten trudny czas. 

 

Jesienią zmieniłaś fryzurę. Czy to też część nowego wizerunku czy decyzja pod wpływem chwili?

 

Z Kanady wróciłam wykończona. Z jednej strony w moim życiu prywatnym wydarzyło się coś bardzo dobrego, a z drugiej strony było mi smutno z powodu sytuacji z moim butem łyżwiarskim na Skate America. Rozczarowało mnie to, że połamał się akurat na tych zawodach. Miałam w sobie dużo dobrych i złych emocji w tym samym momencie, więc pomyślałam: „Jestem prawdziwą kobietą. A co robi kobieta, gdy dużo się dzieje w jej życiu? Idzie do fryzjera!”. 

 

Jaka była najlepsza decyzja, którą podjęłaś w swojej karierze?

 

Kiedy miałam 14 lat zaczęłam reprezentować Polskę. To była najważniejsza i najlepsza decyzja, za którą będę do końca życia wdzięczna moim rodzicom. Zaryzykowali i uratowali moją karierę. 

 

Czy jest coś czego żałujesz w swojej karierze, co zrobiłabyś inaczej? 

 

W sezonie 2020/2021 z powodu epidemii COVID-19 nie mogłam wrócić do Toronto Cricket Club i przez rok trenowałam samodzielnie w Polsce. Nabawiłam się wtedy kontuzji pleców i przez to, że nie miałam doświadczenia, pomyślałam, że muszę jeszcze więcej trenować. Powinnam była zrobić dwa tygodnie przerwy i wszystko byłoby w porządku. Jednak odniosłam się do tego bardzo nieodpowiedzialnie. Trenowałam dalej przez pół roku aż do momentu, gdy pewnego ranka nie mogłam wstać z łóżka z powodu bólu, nie mogłam pójść do łazienki bez rozgrzewki. 

 

To obróciło się w katastrofę. Kilka dni przed wyjazdem na mistrzostwa świata w Sztokholmie miałam upadek i przez kilka sekund… straciłam czucie w nogach! W takich momentach sekundy trwają o wiele dłużej. Zaczęłam krzyczeć ze strachu. Po jakimś czasie uspokoiłam się i dałam radę wstać. W drodze na mistrzostwa myślałam: „A jeśli to się powtórzy i skończy się tym, że już nigdy nie wstanę, nigdy nie będę chodziła albo biegała...”.

 

W programie krótkim miałam upadek. Na szczęście nic mi się nie stało, ale najsmutniejsze było to, że nie zdobyłam kwalifikacji na igrzyska olimpijskie w Pekinie. Polski Związek Łyżwiarstwa Figurowego był rozczarowany, rodzice płakali… Pomyślałam, że zawiodłam wszystkich. Jednak nie przyszło mi wtedy do głowy, że być może uratowałam siebie. Program dowolny jest o wiele dłuższy od krótkiego. Szansa, że tam może dojść do niebezpiecznego upadku, jest o wiele większa. Mogłoby zdarzyć się tak, że zdobyłabym tę kwalifikację, ale miałabym upadek, który by zmienił całe moje życie. 

 

Ostatnią szansą na kwalifikację olimpijską były zawody Nebelhorn Trophy w Oberstdorfie pięć miesięcy później…

 

Dałam sobie czas. Zajęłam się plecami, poszłam na rehabilitację, wróciłam do formy, zrobiłam życiówkę i zdobyłam kwalifikację! Gdybym w Sztokholmie była na przykład na 23. miejscu, to czy miałabym taką radość z tej kwalifikacji? Nie wiem. W Oberstdorfie zajęłam drugie miejsce i ten srebrny medal jest zawsze ze mną. Mam go nawet teraz w hotelu. To jest mój bilet do marzeń. Dzięki niemu spełniłam swoje marzenie i pojechałam na igrzyska olimpijskie. 

 

Pamiętam, że kiedy w Sztokholmie nie zdobyłam kwalifikacji, to w tamtym momencie to było najsmutniejsze, co mogło się stać. Jednak teraz uważam to za najlepszą lekcję. Będę o tym opowiadać swoim dzieciom, swoim sportowcom i innym ludziom. Z tego wynika, że w swojej karierze nie żałuję niczego, oprócz tego, że nie zadbałam o plecy. Z drugiej strony jestem teraz bardziej odpowiedzialna. Gdy tylko coś zaczyna się dziać z moim ciałem, od razu się tym zajmuję, idę do fizjoterapeuty, żeby to się nie obróciło w coś gorszego. 

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Ja również dziękuję ze szczerego serca.

 

Rozmawiała Emilia Sokolik

Emilia Sokolik

Dziennikarka i od lat fanka łyżwiarstwa figurowego. Oglądałam tak długo aż sama postanowiłam spróbować.