Wygrane Hurda, Ortiza czy Algeriego - podsumowanie tygodnia w boksie zawodowym

Wygrane Hurda, Ortiza czy Algeriego - podsumowanie tygodnia w boksie zawodowym

  • Dodał: Jakub Zegarowski
  • Data publikacji: 03.12.2018, 22:46

Walki Deontaya Wildera z Tysonem Fury'm oraz Adonisa Stevensona z Oleksandrem Gwozdykiem przyćmiły resztę bokserskich wydarzeń w ostatnim tygodniu. Oprócz tego działo się jednak bardzo dużo. Zapraszamy więc w podróż od Tajlandii, po Los Angeles, aż do Republiki Południowej Afryki. Po drodze zajrzymy wszędzie tam, gdzie działo się coś ciekawego na zawodowych ringach. 

 

W sobotni wieczór w Los Angeles odbyło się mnóstwo interesujących walk. Jarrett Hurd (23-0, 16 KO) w czwartej rundzie znokautował solidnego ambitnego Jasona Welborna (24-7, 7 KO) i obronił pasy mistrzowskie IBF, IBO i WBA w wadze junior średniej. Znakomity Amerykanin miał w ringu delikatne problemy, zainkasował sporo ciosów, jednak jego pierwsze przejście do ataku zakończyło się nokautującym ciosem na tułów. Pojedynek o wakujący pas IBF w wadze słomkowej stoczyli Mark Anthony Barriga (9-1, 1 KO) i Carlos Licuna (14-0, 2 KO). Walka zakończyła się zwycięstwem tego drugiego. Sędziowie punktowi przyznali wygraną Filipińczykowi w stosunku 115:113, 115:113, 113:115. Na ringu w Los Angeles mogliśmy obserwować również kilka gwiazd wagi ciężkiej. Bez większych problemów swoje starcia wygrali Joe Joyce (7-0, 7 KO), Luis Ortiz (30-1, 26 KO) i Chris Arreola (37-5-1 32 KO). Wszyscy zwyciężyli przed czasem. Brytyjczyk już w pierwszej rundzie znokautował niezłego Joe Hanksa (23-3, 15 KO), Kubańczyk w ostatniej, dziesiątej odsłonie rozprawił się z ambitnym Travisem Kaufmannem (32-3, 23 KO, bezlitośnie go wcześniej punktując, natomiast powracający po 2.5-rocznej przerwie Arreola w szóstej rundzie wykończył słabego Maurenzo Smitha (20-11-4, 13 KO). W Los Angeles między liny powrócił również Robert Guerrero, który jeszcze pół roku wcześniej ogłaszał zakończenie pięściarskiej kariery. "Duch" szybko rozprawił się z bardzo kiepskim Węgrem Adamem Mate (28-13, 21 KO), wygrywając przed czasem w drugiej odsłonie pojedynku. Tylko kilka sekund dłużej mieliśmy okazję obserwować w akcji byłego pretendenta do tytułu mistrza świata, Juliana Williamsa (26-1-1, 16 KO). Świetnie wyszkolony Amerykanin nie dał żadnych szans Francisco Castro (28-9, 23 KO), zmuszając sędziego do przerwania walki już w drugiej rundzie. Warto również odnotować zwycięstwo punktowe brata Deontaya Wildera, Marsellosa (5-0, 4 KO). 29-latek pokazał się jednak z bardzo słabej strony i ciężko spodziewać się, żeby w przyszłości miał szansę powtórzyć sukcesy "Bronze Bombera". 

 

W Quebecu Oscar Rivas (25-0, 17 KO) bez większych problemów wypunktował mocno bijącego Fabio Maldonado (26-1, 25 KO). Kolumbijczyk zaboksował niezwykle spokojnie, kontrolując pojedynek, lecz nie narażając się na zbyt wielkie ryzyko. Już 18 stycznia stoczy najważniejszy pojedynek w swojej karierze. Podejmie bowiem pogromcę Artura Szpilki, byłego pretendenta do pasów mistrzowskich w wadze ciężkiej, Bryanta Jenningsa. Amerykanin ostatecznie da odpowiedź, na co stać w ringu potężnego Rivasa. Swoją walkę wygrał również Mikael Zewski (32-1, 22 KO). Kanadyjczyk zapisał na swoje konto wszystkie rundy z Aaronem Herrerą, ale nie zdołał go znokautować. 

 

Kilka tygodni temu ogłoszono, że Eddie Hearn i platforma DAZN zorganizują kilka gal boksu zawodowego we Włoszech. W piątek mogliśmy obserwować pierwszy akord, który ostatecznie nie zakończył się zbyt szczęśliwie dla miejscowych fanów. We Florencji swoje pojedynki przegrali bowiem Andrea Scarpa (23-5, 10 KO) i Devis Boschiero (46-6-2, 21 KO). Obaj ulegli niejednogłośnie na punkty - Scarpa z Joe Hughesem (17-3-1, 7 KO), a Boschiero z Martinem Josephem Wardem (21-1-2, 10 KO). Zwyciężył jedynie Fabio Turchi (16-0, 12 KO). Najbardziej obiecujący pięściarz rodem z Italii już w siódmej rundzie znokautował solidnego Tony'ego Conquesta (18-3, 6 KO). 

 

Po ponad 2.5-rocznej przerwie do ringu wrócił Chris Algieri (22-3, 8 KO), były mistrz WBO w wadze super lekkiej, pogromca Rusłana Prowodnikowa czy Emmanuela Taylora. Amerykanin nie miał ostatnio dobrej passy (tylko dwie wygrane w pięciu walkach), lecz w piątkowy wieczór to jego ręka powędrowała w górę. 34-latek łatwo wypunktował słabego Angela Hernandeza (14-12-2, 9 KO) 100-90, 100-90, 99-91 i już w kolejnym pojedynku najpewniej zobaczymy go w dużej walce. 

 

Pas WBA w wadze słomkowej obronił niepokonany Thammanoon Niyomtrong (19-0, 7 KO). Świetny Taj nie miał większych problemów z uporaniem się z niezłym Byronem Rojasem (25-4-3, 11 KO), choć nie zdołał go znokautować. Przewagę punktową wypracował sobie jednak dość wyraźną - sędziowie punktowi wskazali jego zwycięstwo w stosunku 117:111, 116:112, 115:111. 

 

Ostatnia godna odnotowania walka odbyła się w niedzielę. O pas IBO w wadze muszej walczyli Simphiwe Konco (19-5, 7 KO) i Joey Canoy (14-3-1, 7 KO). Pojedynek od początku toczył się pod dyktando panującego czempiona z Republiki Południowej Afryki. W drugiej rundzie rzucił on nawet rywala na deski. W czwartej odsłonie doszło jednak do przypadkowego zderzenia głowami, a sędzia ringowy był zmuszony przerwać potyczkę. Jako, że walka nie trwała minimum pięć rund, walka została uznana za nieodbytą.